Apteka na ul. Starokunowskiej na stałe wpisała się w klimat tej części miasta. Sędziwi ostrowczanie mówią, że była tam już w XIX w. Przed II wojną światową jej właścicielem był Stanisław Saski, a nazywano ją składem aptekarskim. Po wojnie skład przejęły zakłady państwowe. W obecnym miejscu i kształcie funkcjonuje już pół wieku. W tym roku jej właściciele – Jerzy Denkiewicz i jego syn Marcin obchodzą 50 –lecie istnienia apteki.
Z zewnątrz apteka -jubilatka ma tradycyjny wygląd. Wewnątrz, duże i jasne pomieszczenia również zdradzają zamiłowanie właścicieli do tradycji, choć z pierwszego okresu jej istnienia nie pozostało już zbyt wiele. Pan Jerzy z dumą pokazywał to, co ma dziś wartość historyczną: wagę z orłem pochodzącą z 1920 r., sterylizator, praskę do ręcznego wykonywania czopków czy też perkolator do wytrawiania surowców roślinnych.
O półwiecznej tradycji tej apteki przypomina też, wisząca na ścianie instrukcja przeciwpożarowa, wydana w 1959 r. i przekazana ówczesnemu kierownictwu oraz półki z wydaniami Polskiej Farmakopei – najstarszej z 1937 r. W laboratorium uwagę przyciągają pojemniki z ciemnego szkła z etykietami w języku łacińskim, które pamiętają zamierzchłe czasy. Gospodarz pokazał nam jeszcze jeden dokument, z którym nie rozstaje się od lat. To zeszyt wypełniony przepisami i starymi recepturami, które spisywał w ciągu blisko 50 lat. Aż trudno uwierzyć, że ten zasłużony aptekarz wcale nie zamierzał poświęcić się „zawodowi zaufania publicznego”, jakim był w latach 50. zawód farmaceuty. Społeczeństwo stawiało przedstawicielom tej grupy zawodowej bardzo wysokie wymogi. Chodziło nie tylko o bardzo wysokie kwalifikacje, zasób wiedzy fachowej, ale też wyżej niż przeciętne wymogi etyczne.
Jeszcze w czasie nauki w lubelskim Liceum im. A. Zamojskiego pasjonowała go geologia. Ostatecznie, po namowach rodziców, wybrał medycynę. Ale kiedy się nie dostał na ten kierunek, po roku rozpoczął studia farmaceutyczne. Choć był to właściwie czysty przypadek, dotąd jest za to wdzięczny losowi. To on „ustawił” studentowi pierwszego roku studiów, całe jego dalsze życie. Wtedy poznał bowiem studentkę tego samego kierunku, z Ostrowca. Znajomość ta wkrótce zakończyła się małżeństwem, a potem wspólną pracą w hutniczym mieście, dla którego porzucił swoje rodzinne strony.
-Po studiach w 1966 r. pracę w aptece na ul. Starokunowskiej rozpoczęła moja żona, Janina –mówił pan Jerzy. –Później została kierownikiem. Ja objąłem funkcję kierownika apteki w Siennie. Tam pracowałem do 1986 r., potem przeniesiono mnie na al. 3 Maja. Dwa lata później w mieście rozpoczął się okres prywatyzacji aptek. Postanowiliśmy z żoną kupić aptekę przy Starokunowskiej od kieleckiego CEFARM –u. Spełnialiśmy wszystkie niezbędne warunki, wymagane przy prowadzeniu apteki, między innymi specjalizację I stopnia farmacji aptecznej.
Już wtedy ta farmaceutyczna placówka wyróżniała się na tle innych w naszym mieście. Zatrudniała aż 24 osoby (w tym 7 magistrów farmacji), pracujące na 2 zmiany. Apteka pełniła bowiem całodobowe dyżury, również w niedziele, święta i w nocy. Tylko tu można było nabyć leki przeciwgruźlicze, narkotyczne i leki zagraniczne oraz leki wyrabiane, na receptę.
-W 1992 r. po zakończeniu wszystkich, niełatwych procedur zostaliśmy jej właścicielami -dodaje pan Jerzy. -Żona zdecydowała, abym został kierownikiem apteki. Odtąd stała się ona naszym, drugim domem. Oboje dzieliliśmy pasję do tego zawodu. Aż do 2000 r., kiedy to zmarła moja żona.
Jak mówi pan Jerzy, żadne z jego dzieci nie przejawiało na początku zainteresowania farmacją. Starsza córka, Iwona została nauczycielką. Syn Marcin wybrał ekonomię. Jednak właśnie to on poszedł śladem rodziców i po ukończonych studiach ekonomicznych, rozpoczął naukę w technikum farmaceutycznym.
W 2002 r. został współwłaścicielem apteki. Jak się okazało, dziś liczy się ekonomia, choć dla pana Jerzego farmacja dalej pozostaje zawodem zaufania publicznego, a nie „zawodem życiowym”. Wciąż hołduje wypracowanym przez pokolenia poprzedników dobrym obyczajom i zasadom etyki aptekarskiej.
Nie pochwala bazarowego marketingu: przecen, okazji, superpromocji, które nie powinny mieć miejsca w odniesieniu do leków. Pomaga pacjentom, ale w inny sposób, otwartością na ludzi, bez względu na to czy pacjent przyszedł tu po raz pierwszy, czy jest to stały klient. Wszystkim zaopatrującym się u niego w leki oddaje to, co otrzymuje ekstra od hurtowni.
Obecnie apteka zatrudnia kilku pracowników z dużym doświadczeniem. Posiada uprawnienia apteki szkoleniowej. To tu praktyki odbywają uczniowie technikum farmaceutycznego, a także studenci po III roku farmacji. Pan Jerzy chętnie dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem zawodowym. Choć praca w aptece nie przynosi ogromnych dochodów, to jednak jest źródłem satysfakcji jej właścicieli. Pan Jerzy starał się przekazać zasady etyki zawodowej synowi. Dzięki czemu apteka cieszy się dużym zaufaniem wśród pacjentów.
-Stawiamy na jakość –mówi Marcin Denkiewicz. –Naszym klientom oferujemy profesjonalizm, rzetelność i dobre ceny. Służymy radą i pomocą. Jesteśmy otwarci na pacjentów i na ich oczekiwania. Konkurencja powoduje że rynek farmaceutyczny nie należy do najłatwiejszych. Jednak staramy się zapewnić naszym klientom korzystne rabaty przy zakupie leków.
W okresie obchodów 50 - lecia apteka ma ofertę specjalną - właściciele chcą wspomóc pacjentów, w tym emerytów i rencistów, którzy leczą się na choroby przewlekłe, takie jak cukrzyca czy nadciśnienie. Od dłuższego czasu obniżają marże. Pacjenci mogą liczyć na rabaty cenowe oraz na życzliwość i otwartość pracowników, bowiem apteka stawia nie tylko na jakość obsługi, ale też na atmosferę w pracy. Wśród kadry panują niemalże rodzinne relacje, co przedkłada się pozytywnie na relacje z klientami. Apteka „jubilatka” jest jedną z trzech najstarszych w mieście, nie pozostaje nam nic innego, lak życzyć jej pracownikom wielu kolejnych, dobrych lat.
O półwiecznej tradycji tej apteki przypomina też, wisząca na ścianie instrukcja przeciwpożarowa, wydana w 1959 r. i przekazana ówczesnemu kierownictwu oraz półki z wydaniami Polskiej Farmakopei – najstarszej z 1937 r. W laboratorium uwagę przyciągają pojemniki z ciemnego szkła z etykietami w języku łacińskim, które pamiętają zamierzchłe czasy. Gospodarz pokazał nam jeszcze jeden dokument, z którym nie rozstaje się od lat. To zeszyt wypełniony przepisami i starymi recepturami, które spisywał w ciągu blisko 50 lat. Aż trudno uwierzyć, że ten zasłużony aptekarz wcale nie zamierzał poświęcić się „zawodowi zaufania publicznego”, jakim był w latach 50. zawód farmaceuty. Społeczeństwo stawiało przedstawicielom tej grupy zawodowej bardzo wysokie wymogi. Chodziło nie tylko o bardzo wysokie kwalifikacje, zasób wiedzy fachowej, ale też wyżej niż przeciętne wymogi etyczne.
Jeszcze w czasie nauki w lubelskim Liceum im. A. Zamojskiego pasjonowała go geologia. Ostatecznie, po namowach rodziców, wybrał medycynę. Ale kiedy się nie dostał na ten kierunek, po roku rozpoczął studia farmaceutyczne. Choć był to właściwie czysty przypadek, dotąd jest za to wdzięczny losowi. To on „ustawił” studentowi pierwszego roku studiów, całe jego dalsze życie. Wtedy poznał bowiem studentkę tego samego kierunku, z Ostrowca. Znajomość ta wkrótce zakończyła się małżeństwem, a potem wspólną pracą w hutniczym mieście, dla którego porzucił swoje rodzinne strony.
-Po studiach w 1966 r. pracę w aptece na ul. Starokunowskiej rozpoczęła moja żona, Janina –mówił pan Jerzy. –Później została kierownikiem. Ja objąłem funkcję kierownika apteki w Siennie. Tam pracowałem do 1986 r., potem przeniesiono mnie na al. 3 Maja. Dwa lata później w mieście rozpoczął się okres prywatyzacji aptek. Postanowiliśmy z żoną kupić aptekę przy Starokunowskiej od kieleckiego CEFARM –u. Spełnialiśmy wszystkie niezbędne warunki, wymagane przy prowadzeniu apteki, między innymi specjalizację I stopnia farmacji aptecznej.
Już wtedy ta farmaceutyczna placówka wyróżniała się na tle innych w naszym mieście. Zatrudniała aż 24 osoby (w tym 7 magistrów farmacji), pracujące na 2 zmiany. Apteka pełniła bowiem całodobowe dyżury, również w niedziele, święta i w nocy. Tylko tu można było nabyć leki przeciwgruźlicze, narkotyczne i leki zagraniczne oraz leki wyrabiane, na receptę.
-W 1992 r. po zakończeniu wszystkich, niełatwych procedur zostaliśmy jej właścicielami -dodaje pan Jerzy. -Żona zdecydowała, abym został kierownikiem apteki. Odtąd stała się ona naszym, drugim domem. Oboje dzieliliśmy pasję do tego zawodu. Aż do 2000 r., kiedy to zmarła moja żona.
Jak mówi pan Jerzy, żadne z jego dzieci nie przejawiało na początku zainteresowania farmacją. Starsza córka, Iwona została nauczycielką. Syn Marcin wybrał ekonomię. Jednak właśnie to on poszedł śladem rodziców i po ukończonych studiach ekonomicznych, rozpoczął naukę w technikum farmaceutycznym.
W 2002 r. został współwłaścicielem apteki. Jak się okazało, dziś liczy się ekonomia, choć dla pana Jerzego farmacja dalej pozostaje zawodem zaufania publicznego, a nie „zawodem życiowym”. Wciąż hołduje wypracowanym przez pokolenia poprzedników dobrym obyczajom i zasadom etyki aptekarskiej.
Nie pochwala bazarowego marketingu: przecen, okazji, superpromocji, które nie powinny mieć miejsca w odniesieniu do leków. Pomaga pacjentom, ale w inny sposób, otwartością na ludzi, bez względu na to czy pacjent przyszedł tu po raz pierwszy, czy jest to stały klient. Wszystkim zaopatrującym się u niego w leki oddaje to, co otrzymuje ekstra od hurtowni.
Obecnie apteka zatrudnia kilku pracowników z dużym doświadczeniem. Posiada uprawnienia apteki szkoleniowej. To tu praktyki odbywają uczniowie technikum farmaceutycznego, a także studenci po III roku farmacji. Pan Jerzy chętnie dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem zawodowym. Choć praca w aptece nie przynosi ogromnych dochodów, to jednak jest źródłem satysfakcji jej właścicieli. Pan Jerzy starał się przekazać zasady etyki zawodowej synowi. Dzięki czemu apteka cieszy się dużym zaufaniem wśród pacjentów.
-Stawiamy na jakość –mówi Marcin Denkiewicz. –Naszym klientom oferujemy profesjonalizm, rzetelność i dobre ceny. Służymy radą i pomocą. Jesteśmy otwarci na pacjentów i na ich oczekiwania. Konkurencja powoduje że rynek farmaceutyczny nie należy do najłatwiejszych. Jednak staramy się zapewnić naszym klientom korzystne rabaty przy zakupie leków.
W okresie obchodów 50 - lecia apteka ma ofertę specjalną - właściciele chcą wspomóc pacjentów, w tym emerytów i rencistów, którzy leczą się na choroby przewlekłe, takie jak cukrzyca czy nadciśnienie. Od dłuższego czasu obniżają marże. Pacjenci mogą liczyć na rabaty cenowe oraz na życzliwość i otwartość pracowników, bowiem apteka stawia nie tylko na jakość obsługi, ale też na atmosferę w pracy. Wśród kadry panują niemalże rodzinne relacje, co przedkłada się pozytywnie na relacje z klientami. Apteka „jubilatka” jest jedną z trzech najstarszych w mieście, nie pozostaje nam nic innego, lak życzyć jej pracownikom wielu kolejnych, dobrych lat.
















