Piątek, 18. maja 2012

Ostatnia aktualizacja13:24:56

Gorący temat
Gospodarka Rynek pracy Czy nie czas, aby Ostrowiec zaczął szkolić nowe szwaczki?

Czy nie czas, aby Ostrowiec zaczął szkolić nowe szwaczki?

Email Drukuj PDF

W Ostrowcu co kilka tygodni pojawia się informacja o uruchomieniu kolejnej szwalni. Wiele osób, które przed laty straciły pracę, zwolnione z „Wólczanki” lub „Sopolfamu”, mogą liczyć na zatrudnienie. Jednak pojawia się również pytanie, czy Ostrowiec, jeśli chce odzyskać rynek w przemyśle lekkim, nie powinien zadbać o szkolenie nowych kadr?

W rejestrach Powiatowego Urzędu Pracy znaleźliśmy 607 szwaczek i 30 osób niepełnosprawnych, deklarujących ten zawód. Przez lata szwaczka otwierała tzw. zawody nadwyżkowe i ludzie odpowiedzialni za lokalny rynek pracy zastanawiali się, jak namówić szwaczki do przekwalifikowania się i zmiany zawodu.
-Oczywiście my rejestrujemy szwaczki, ale nie sprawdzamy ich umiejętności –mówi Jerzy Stupnicki, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Ostrowcu Świętokrzyskim. -Nie jesteśmy w stanie określić ich przydatności zawodowej. Mogą to zrobić tylko pracodawcy. Ale część z pań, które deklarują umiejętności szwaczki, nie posiada dyplomu ukończenia szkoły odzieżowej. Po prostu, zawodu czy pewnych czynności, jak przyszywanie kołnierzyka czy prasowanie, nauczyły się w zakładzie.
Dyrektor zapewnia, że urząd odpowiada na oczekiwania nowych inwestorów z branży odzieżowej.
-Jeśli zaistnieje taka potrzeba, to finansujemy przygotowanie zawodowe kandydatek. Z tym nie ma żadnego problemu -podkreśla J. Stupnicki.  Jednak sami nie możemy organizować szkoleń, skoro przedstawicielki tego zawodu stanowią aż 7 proc. wszystkich bezrobotnych. Istnieje problem innego typu, zarejestrowane szwaczki w wieku 40, czy 50 lat nie są przygotowane do pracy w automatycznej, nowoczesnej szwalni. Dziś powinniśmy kształcić młodzież w specjalności krawiec, uczyć ją wielu czynności, które wymagane są w nowoczesnych zakładach.
Podobnego zdania są właściciele zakładów szwalniczych, którzy zdecydowali się na inwestowanie w Ostrowcu.
-Musimy myśleć o jutrze - przyznają. Dziś mamy kadry, ale wszystko idzie do przodu. Decydując się na inwestycje patrzymy długofalowo, a nie jak przeżyć do jutra. Z tym łączy się unowocześnianie parku maszynowego, gdzie nie zawsze nadążają umiejętności osób obecnych już na rynku pracy.
Artur Łapiński, dyrektor Zespołu Szkół Nr 2 w Ostrowcu, poprzednio dyrektor Zespołu Szkół Odzieżowych, nie widzi przeszkód, aby w przyszłym roku wrócić do przygotowania nowych kadr dla zakładów odzieżowych. Mówi, że w momencie likwidacji dawnej szkoły część maszyn trafiła do ekonomika.
-Znam problem, przez lata  współpracowałem jako dyrektor szkoły odzieżowej z zakładami -przyznaje. Są jeszcze instruktorzy zawodu, którzy uczyli młodzież. Nawet jeśli maszyny z dawnej odzieżówki nie kwalifikują się już do ponownego ich wykorzystania w szkole, to sądzę, że zajęcia praktyczne, można by zorganizować w którymś z miejscowych zakładów odzieżowych. Gdyby starosta zlecił mi takie zadanie, przyjąłbym je z zadowoleniem. W tej chwili w naszej szkole uczy się ponad pół tysiąca osób, w tym zaledwie kilkanaście dziewcząt. Uruchomienie tradycyjnie kobiecego kierunku kształcenia, byłoby korzystne dla całej szkoły.
-Już dziś trzeba zacząć szkolić nowe kadry w tych zawodach - uważa prezydent Jarosław Wilczyński. Dokonamy pewnej analizy i po niej niewykluczone, że na Powiatowej Radzie Zatrudnienia zgłoszę taką potrzebę.
Powiedzmy sobie otwarcie, że osoba, która umie szyć, a wykwalifikowana szwaczka, to jednak spora różnica.
Zdaniem prezydenta miasta, przemysł lekki jest jedną z branż, w której nasze miasto nie może stracić swej szansy, a przez brak kadr do tego może dojść.
-Uważam, że co najmniej od dwóch lat robię wszystko, aby wykorzystać w Ostrowcu potencjał, jaki drzemie w osobach związanych wcześniej z przemysłem lekkim -przyznaje prezydent Jarosław Wilczyński. Mamy w tym zawodzie siły fachowe, których innym miastom brakuje. Cieszy mnie, że już kilka szwalni powstało, a następne czekają w kolejce. To pozytywne, że zakłady zatrudniają, a to 20, 30, czy 50 osób, bo przez to pojawiają się realne miejsca pracy.