2 października o 18.00 zapraszamy do Galerii Fotografii MCK na wernisaż wystawy i promocję albumu "Dobrosław Kostkowski - Świadek Epoki. Zapraszamy także do lektury tekstu o Dobrosławie Kostkowskim autorstwa Hanki Musiałówny - reporterki Tygodnika „Polityka”, pomysłodawczyni i kurator wystawy „Polska lat siedemdziesiątych”.
Dobrosław Ryszard Kostkowski w środowisku hutniczym zwany Sławkiem, zrastał się z miastem przez dziesięciolecia. Był żywym elementem ostrowieckiego pejzażu, tak wiernym, jak znajome drzewo na rodzinnym podwórku. Przez 40 z górą widywano go na ulicach miasta z reporterską torbą na ramieniu i aparatem w ręce. Był zawsze tam, gdzie coś się działo. Stałym terenem jego obserwacji była Huta Ostrowiec, w której jako 16-latek zaczął swoją pierwsza pracę. Niespodziewana śmierć ojca nagle przestawiła młodego chłopaka na dorosłe tory – stał się głową rodziny. Musiał utrzymać matkę, siostrę i brata. Trudy życia rekompensowała mu miłość do sportu, zaszczepiona jeszcze w szkole. Był jednym z pierwszych członków Klubu Sportowego Zakładów Ostrowieckich z numerem legitymacji 3. Początkowo wyżywał się w kolarstwie. W pierwszym wyścigu cyklistów na 110-kilometrowej trasie: Ostrowiec – Ożarów – Zawichost – Sandomierz – Opatów - Ostrowiec przyjechał do mety, jako czwarty zawodnik. Zimą uprawiał również hokej i narciarstwo, latem zaś tenis, kolarstwo i bieganie. Choć karierę rozpoczął od roweru, największe sukcesy odnosił jako lekkoatleta. Jego specjalnością były biegi na średnich dystansach. Za swoje osiągnięcia sportowe otrzymał nagrodę klubową dla najwszechstronniejszego sportowca KSZO sezonu 1932/ 33. Był to czas, gdy bawił się sportem i żył sportem. Nie przeczuwał jeszcze zbliżającego się światowego kataklizmu, z jakim przyjdzie mu się zmierzyć.
Dzień w dzień obsługiwał maszyny w montowni wagonów, gdzie produkowane były słynne wagony samowyładowcze konstruowane przez inż. Mieczysława Radwana, późniejszego profesora AGH. Tak było aż do godziny 7 rano 2 września 1939 roku, do eksplozji pierwszej bomby, która spadła na kotłownię nr 2 tuż obok wielkiego pieca. A że jedna z bomb nie wybuchła od razu, to poleciał zobaczyć jak ona wygląda. Alarm przeciwlotniczy uniemożliwił oględziny i pan Sławek musiał opuścić niebezpieczny teren. Siedząc w przejściu z zakładu na ulicę dostrzegł porzuconą furmankę wyładowana skrzyniami amunicji i ciężkimi karabinami maszynowymi. Żal mu się zrobiło cennego oręża porzuconego przez załogę, więc dowiedziawszy się od strażników dla kogo był przeznaczony, wskoczył na wóz i odtransportował ładunek do baterii dział przeciwlotniczych stacjonującej nad stawami fabrycznymi. Sam pasował się na żołnierza zapewniając dowódcę, że jest przeszkolony przez gimnazjalne PW i zna ten typ broni. Stanął przy cekaemie jako celowniczy. Tak zaczęła się wojskowa przygoda Dobrosława Kostkowskiego. W Ostrowcu niewiele się nastrzelał. Już 6 września Niemcy podchodzili do miasta. A bateria plot. dostała rozkaz obrony mostu w Kamieniu nad Wisłą, zaś potem obrony jednostki pancernej przed atakami z powietrza w okolicy Tomaszowa Lubelskiego. W tomaszowskich lasach zgrupowanie pana Sławka zostało rozbite przez Niemców. Trafił do niewoli. Po dwóch dniach udało mu się jednak zbiec. Przedzierając się lasami i bocznymi drogami, pod koniec września dotarł do rodzinnego miasta. Całą okupację przepracował w hucie, oczywiście czynnie działając w patriotycznej konspiracji. Słuchał radia ukrytego pod podłogą i przekazywał ludziom cenne informacje o przebiegu działań wojennych. Radio to spalił dopiero po wojnie w obawie przed Rosjanami. Do organizacji ZWZ wstąpił w lutym 1941 r Po zaprzysiężeniu nosił pseudonim ”Ząb”. Brał udział w kilku brawurowych akcjach sabotażowych i dywersyjnych między innymi podjeżdżając rowerem pod samochody żandarmerii wrzucał do środka ładunki wybuchowe do samochodów. Organizował też broń dla oddziałów partyzanckich. Ale w sierpniu 1944 roku, gdy grunt zaczął mu się palić pod nogami poszedł do lasu do oddziału „Potoka”. Terenem działań partyzanckich były lasy w pobliżu Iłży, Wąchocka i Starachowic. W wojennej zawierusze żołnierz Armii Krajowej pseudonim „ Ząb” posiadający zdobyczny aparat fotograficzny był szczególnie przydatny w działaniach rozpoznawczych i dokumentarnych. Fotografował napisy na niemieckich wozach pancernych i czołgach, robił zdjęcia kolegom potrzebne do lewych dokumentów. Zgodnie z akcją „Burza” ruszył na koncentrację oddziałów AK w rejon Iłży. Czy Sławek Kostkowski mógł już wtedy marzyć, że fotografia wypełni treścią resztę Jego życia? Tego już się nie dowiemy.
W piątek, 1 października 1944 rok wczesnym rankiem obława niemiecka otoczyła partyzantów „Potoka” na Piotrowym Polu pod Iłżą. Odbył się zacięty bój. W walce poległo 60 Polaków i 18 partyzantów pochodzenia rosyjskiego, 73 z nich dostało się do niewoli. Poległo tam około 200 Niemców. Sytuacja garstki broniących się partyzantów pogarszała się z każdą godziną. „Ząb” z grupką wycieńczonych kolejnymi obławami żołnierzy wymknął się z matni w kierunku lasów starachowickich. Po drodze, w okolicy Suchedniowa, stoczyli oni bój z własowcami. A potem każdy z partyzantów wracał na własną rękę w rodzinne strony korzystając po drodze z pomocy placówek konspiracyjnych lub krewnych. Pan Sławek miał szczęście, że kule go omijały.
Los mu sprzyjał również wtedy, gdy wrócił do domu. Nawet wówczas, gdy ratując innych ryzykował własnym życiem. Kiedy Jego kierownikowi, inż. Feliksowi Okołówowi, a także przełożonemu w konspiracji AK groziło aresztowanie, zorganizował mu ucieczkę z Zakładów Ostrowieckich. Inż. Feliks Okołów przeżył wojnę. Zmarł w roku 1970 . Gdy trzeba było ukryć młodą Żydówkę, która uciekła z pociągu podczas transportu do Treblinki, również się nie zawahał, wziął ją do domu i przechowywał aż do czasu zorganizowania jej bezpiecznego wyjazdu do Warszawy, gdzie miała rodzinę. Przeżyła wojnę, wyszła za mąż za Polaka, ale nigdy się do pana Sławka nie odezwała.
Dobrosław Kostkowski otrzymał order „Polonia Restituta”, medal „Za udział w wojnie obronnej 1939 roku”, Krzyż Kampanii Wrześniowej 1939. Ale najbliższa sercu była mu zawsze legitymacja nr 602 zaświadczająca o żołnierskiej służbie w I Pułku Ziemi Iłżeckiej Armii Krajowej upoważniająca go do noszenia odznaki pułkowej. Tę legitymację podpisał mu sam Wicenty Tomasik „Potok”, legendarny dowódca I Pułku.
Wspominając przeżycia wojenne Dobrosław Kostkowski skromnie pomijał swoje bohaterskie czyny. To co robił, uważał jedynie za spełnienie obowiązku Polaka i żołnierza wobec ojczyzny i bliźniego potrzebującego pomocy. Zawsze był skromny i cierpliwy. Jego spokój udzielał się innym.
Skończyła się wojna. Nastał niby czas radości, a jednak nie wszyscy ostrowiacy mogli odetchnąć z ulgą. Za działalność w Armii Krajowej Sławkowi Kostkowskiemu znów zagroziło śmiertelne niebezpieczeństwo. Tym razem ze strony władzy ludowej. Aby uniknąć represji od rodzimego wroga Jego i wielu innych AK-owców oddelegowano więc na Śląsk do katowickiego oddziału ostrowieckiej huty. Po pięciu latach powrócił z wygnania do Ostrowca. Już wówczas z żoną u boku i nieodłącznym aparatem fotograficznym w dłoni. I w ten oto sposób Dobrosław Ryszard Kostkowski zmieniwszy celownik cekaemu na obiektyw fotograficzny, już do końca życia obserwował i rejestrował otaczający go świat. Dzięki temu mamy dziś niezwykle bogatą i ciekawą opowieść o Ostrowcu Świętokrzyskim, mieście Jego dzieciństwa i twórczej aktywności oraz o hucie w cieniu której to miasto przeżywało wzloty i upadki.
Śledził wszystkie ważne wydarzenia na terenie huty i miasta. Stała przepustka umożliwiała mu wejście o każdej porze na teren Zakładów Ostrowieckich. Był fotografem huty, współpracownikiem gazety „Walczymy o Stal”, jedynym zawodowym fotoreporterem rodzinnego miasta. Utrwalił blisko 60-letnią historię KSZO, z którym był sentymentalnie związany przez całe swoje życie. Na terenie zakładów miał maleńką ciemnię fotograficzną, a w prywatnej łazience zawsze stały przygotowane kuwety i odczynniki. Samotne godziny spędzał jedynie przy pomarańczowym świetle ciemniowej żarówki. Zwykle przebywał jednak wśród ludzi. Jako bystry obserwator otaczającej go rzeczywistości fotografował nie tylko ważne zdarzenia i konkretne miejsca, ale uwieczniał wiele tematów codziennych, nie wygodnych dla ówczesnej władzy. Naturalnie, nie mógł ich reprodukować w prasie, ani prezentować na wystawach publicznych.
Trzy lata temu Miejskie Centrum Kultury i Galeria Fotografii MCK zorganizowały akcję poszukiwania starych zdjęć Ostrowca Świętokrzyskiego, aby z okazji 410-lecia miasta wydać album jubileuszowy. Wtedy do rąk Andrzeja Łady, kustosza Galerii Fotografii MCK trafiły pojedyncze negatywy Dobrosława Kostkowskiego, udostępnione przez Rafała, spadkobiercę i syna autora. Potem stopniowo sięgnięto do całości fotograficznego dorobku Pana Sławka. Z kilku tysięcy przejrzanych klisz, zeskanowano ponad 1600 zdjęć. W przebogatym materiale, jaki przez lata zgromadził Pan Sławek znalazło się mnóstwo fotografii, które nigdy dotąd nie były kopiowane z powodów ideologicznych – kłóciły się z obrazem rzeczywistości budowanym przez ludową władzę. Można powiedzieć, że dzięki idei przywracania pamięci o prawdziwej przeszłości miasta, po wielu latach milczenia, Pan Sławek znów powrócił na ojcowiznę. Tu kiedyś aktywnie działał przybliżając ludziom magię fotografii. Jako współorganizator i członek Świętokrzyskiego Towarzystwa Fotograficznego działającego w Zakładowym Domu Kultury Dobrosław Kostkowski - podobnie jak dziś Andrzej Łada - kilkadziesiąt lat temu organizował plenery fotograficzne. Uczestnicy tych twórczych działań często brali udział w wystawach i konkursach regionalnych oraz ogólnopolskich. Często otrzymywali prestiżowe wyróżnienia i nagrody.
Zdjęcia prezentowane na wystawie i w towarzyszącym jej albumie mają pokazać zakres tematyki, jaką z wielką pasją fotografował Dobrosław Kostkowski. Wędrówkę naocznego świadka przez różne etapy życia huty i miasta - zmieniającej się wokół historii. Na zdjęciach są twarze, których już nie uświadczysz wśród żyjących. Są miejsca, które zmieniały się stopniowo, tak jak zmieniało się życie w kraju. Już nie zobaczymy na ulicy dzieci na takich rowerkach, jakie mistrz Sławek widywał w latach 50-tych. Nie ma już tętniącej życiem starej huty, która zapewniała mieszkańcom codzienny byt. Zatrzymany na zdjęciach czas już nie powróci. Ale dzięki tym fotografiom długie i piękne życie Dobrosława Kostkowskiego nie przeminęło bez śladu.
Album z wybranymi fotografiami powstał z inicjatywy Ostrowieckiego Centrum Kultury jako symboliczny dowód pamięci o człowieku, który przez kilkadziesiąt lat był naocznym świadkiem historii miasta.














