O sytuacji ludzi młodych w naszym mieście dyskretnie się milczy. Jest to temat nieprzyjemny i niewygodny, wręcz tabu. Ale w jesiennych wyborach samorządowych właśnie młodzi ludzie mogą podnieść problem stagnacji gospodarczej miasta.
Młodzi bez pracy
Obecne pokolenie dwudziesto i trzydziestolatków ma szczególnie trudny start życiowy. Chyba najtrudniejszy w ostatnim kilkudziesięcioletnim okresie życia miasta. Jeśli spojrzymy w statystyki bezrobocia, to okaże się, że ponad 20 proc. ogółu bezrobotnych, zarejestrowanych w PUP, to osoby do 24 roku życia. Grupa wieku 25 -34 lat jest jeszcze liczniejsza. Ponad 50 proc. wszystkich bezrobotnych zarejestrowanych w naszym urzędzie pracy, to ludzie do 34 roku życia. Pewnie część z nich niezbyt energicznie szuka zatrudnienia, ale dla większości ten stan zawieszenia, niemożności, braku stabilizacji to osobisty i rodzinny dramat.
Sytuacja gospodarcza Ostrowca nie poprawia się. Miejsc pracy na terenie miasta nie tylko nie przybywa, ale ubywa w przemyśle i usługach, sądzimy, że także i w handlu. Na przestrzeni ostatnich dwóch, trzech lat na lokalnym rynku nie pojawili się znaczący inwestorzy. Na próżno wyczekiwać efektu kuli śniegowej. Wokół huty nie powstają firmy zajmujące się przetwórstwem metalu. Nie wykorzystujemy znaczącego potencjału technicznego, ludzkiego ani innego naszego atutu - wysokiej kultury technicznej środowiska. Dobrze, że jesteśmy w okresie unijnej pomocy dla Polski. Samorządy korzystają z pieniędzy w ramach programów europejskich. Dzięki inwestycjom drogowym, kanalizacyjnym, rewitalizacji obszarów miejskich jest front robót dla małych i średnich firm budowlanych. A skoro są zamówienia, to i praca. Strach pomyśleć co będzie, gdy zakończą się unijne programy oraz inwestycje. Sytuację młodych komplikuje dodatkowo fakt, że jeśli pojawi się już na rynku pracy jakaś oferta, to kolejka do niej jest długa, a młodym brakuje doświadczenia. W badaniach przeprowadzonych w ubiegłym roku ponad połowa ostrowieckich pracodawców wskazała na doświadczenie zawodowe w branży, jako najważniejszy czynnik brany pod uwagę przy rekrutacji. Wielu nie ma szans na pierwszą pracę i zdobycie tak potrzebnego doświadczenia. Jak trudna staje się ta sytuacja, świadczy ostatni nabór do McDonalds’a, gdzie za pracą przyszło grubo ponad tysiąc kandydatów, czy do jednego ze sklepów meblowych, w którym o kilkanaście miejsc pracy ubiegało się około 400 osób, w tym wielu po studiach.
Wyż demografi czny daje znać o sobie
Na obecną sytuację na rynku pracy wpływ mają dwa główne czynniki. Wspomniana już stagnacja gospodarcza miasta i brak inwestycji oraz wkraczający na rynek pracy wyż demograficzny z połowy lat 80. Pamiętamy osiedlowe szkoły molochy: nr 7 na Pułankach, nr 5 na Ogrodach, czy nr 14 na Stawkach. Wtedy na określenie klas równoległych trzeba było wykorzystać pół alfabetu. Podobna sytuacja miała miejsce w liceach, gdzie były klasy od „a” do „j”. Teraz roczniki z lat 80 szukają pracy, założyły lub chcą założyć rodziny. Marzą o własnym domu, pracy, stabilizacji zawodowej i rodzinnej. Ale od planów do realizacji daleko. Ileż to młodych rodzin żyje tylko dzięki matkom lub babciom pracującym najczęściej we Włoszech? Co będzie gdy ich zabraknie?
Frustracja i apatia
W tej sytuacji instytucje związane z rynkiem pracy, także prasa zachęcają ludzi młodych do aktywności, do zakładania własnej działalności gospodarczej. Mogą oni liczyć na pomoc ARL, wsparcie finansowe PUP. Jest w Ostrowcu Inkubator Przedsiębiorczości. Cieszy, że coraz więcej osób rejestruje działalność i ubiega się o dotacje z urzędu pracy. Rolę tych instytucji na lokalnym rynku trzeba docenić. Dobrze, że mieszkańcy powiatu ostrowieckiego są coraz aktywniejsi, ale pamiętajmy, że kilka tysięcy ludzi młodych nie ma pomysłu na życie. Porażki na polu zawodowym rodzą przykre konsekwencje psychiczne: brak wiary w przyszłość, rezygnację z planów życiowych, marzeń, niezadowolenie i apatię. W wykonywanych nie tak dawno badaniach zadowolenia z życia w poszczególnych miastach, Ostrowiec znalazł się na szarym końcu. Większość pytanych ostrowczan odpowiedziała, że nie czuje się najlepiej w swoim mieście. Ale jak się ma czuć dobrze, skoro nie mają większych szans na ciekawą, satysfakcjonującą pracę, nie wspominając o możliwie szybkim usamodzielnieniu się. Wszystko ma więc swoje przyczyny. O tych problemach społecznych rzadko mówi się na spotkaniach. Dla młodych, nie potrafiących odnaleźć się w nieprzyjaznej rzeczywistości, życie niesie wiele pokus, zwłaszcza jeśli brakuje sensownych, alternatywnych form spędzania wolnego czasu. Skoro nie stawia się na sensowną politykę społeczną, to trudno się dziwić, że w Ostrowcu w stosunku do sporej grupy ludzi mówi się o demoralizacji, szukaniu swoistego panaceum na życie w dość specyficznych społecznościach.
Ratuj się kto może
Dziś najskuteczniejszą ścieżką powodzenia życiowego jest dobre liceum, licząca się wyższa uczelnia i praca w stolicy lub innym dużym mieście. Inwestycja w edukację jest dla wielu młodych ratunkiem. Oczywiście, nie wszystkich rodziców stać na to, by swym pociechom zafundować kosztowne korepetycje tak, by w walce o indeks renomowanych uczelni sprostać w swoistym wyścigu szczurów rówieśnikom z Warszawy, Krakowa, Łodzi, czy nawet Kielc. Edukacja jest więc wielką, życiową szansą dla młodych. Choćby z tego względu wypada nam dbać o jak najwyższy poziom nauczania i
umożliwianie młodzieży korzystania z jak najszerszej oferty edukacyjnej i to na wszystkich poziomach nauczania, by i w tej materii nie być zapóźnionym cywilizacyjnie.
To przykre, ale prawdziwe. Wielu rodziców wręcz namawia dzieci, by po ukończeniu studiów nie wracały do Ostrowca. Młodzi także robią wszystko, by nie stanąć oko w oko z pracownikiem ostrowieckiego urzędu pracy. Podkreślają, że tak naprawdę poza skromną ofertą pracy w handlu czy w sektorze budowlanym nie ma innych możliwości rozwoju zawodowego. Młodzi mają już dość pracy za 700 -800 zł. Do ucieczki z miasta kusi ich także miraż ciekawszego życia. Ileż to już głosów słyszeliśmy, że w Ostrowcu nie ma się gdzie spotkać i pogadać, bo brakuje kafejek, pubów z prawdziwego zdarzenia, a centrum miasta po godz. 17 straszy kratami w oknach wystawowych. Całe roczniki najzdolniejszej ostrowieckiej młodzieży emigrują więc z miasta. Planują karierę zawodową i życiową w dużych aglomeracjach, gdzie jest łatwiej. Niegdyś tytuł technika, czy dyplom ukończenia Akademii Górniczo –Hutniczej był automatyczną przepustką do pracy w hucie ostrowieckiej. Tzw. inteligencja techniczna emanowała swoją wiedzą na życie Ostrowca. Dziś młodzież nie otrzymuje żadnych sygnałów, że warto swoją przyszłość wiązać z rodzinnym miastem. Migracja z Ostrowca ma swoje odbicie w strukturze społecznej Ostrowca. Stajemy się z wolna miastem ludzi starszych. Oficjalnie w Ostrowcu zameldowanych jest około 75 tys. osób, ale tak naprawdę, to – jak niektórzy akcentują - mieszka w nim i pracuje niewiele więcej niż 50 tys. osób. Całkiem spora jest też emigracja zarobkowa. Całe grupy budowlańców wyjeżdżają w poniedziałek rano w rejon Warszawy i wracają w piątek wieczorem. Ich więzi z miastem są coraz słabsze. Powstały też szlaki zarobkowe na Zachód. Całe rodziny pracują w Anglii, Niemczech lub we Włoszech. Co zaradniejsi próbują sobie więc jakoś radzić. Ale co zrobić z tymi, którzy z różnych względów takiej szansy nie mają?
A inni zapraszają...
Wiele dużych miast w młodzieży, absolwentach dostrzega potencjał rozwojowy. Z myślą o nich np. władze Łodzi stworzyły program „Młodzi w Łodzi”. Ma on zatrzymać w tym mieście własnych absolwentów, ale też skusić do przyjazdu najzdolniejszą młodzież z innych regionów. Program ten ma pokazać młodzieży, że w tym mieście można się realizować. Można przede wszystkim znaleźć pracę. Do programu włączyli się pracodawcy, którzy fundują stypendia i zapewniają praktyki. Włączyły się też organizacje ekonomiczne, stowarzyszenia, które przygotowują szkolenia i sympozja. Może więc czas, aby brać przykład z innych?
Obecne pokolenie dwudziesto i trzydziestolatków ma szczególnie trudny start życiowy. Chyba najtrudniejszy w ostatnim kilkudziesięcioletnim okresie życia miasta. Jeśli spojrzymy w statystyki bezrobocia, to okaże się, że ponad 20 proc. ogółu bezrobotnych, zarejestrowanych w PUP, to osoby do 24 roku życia. Grupa wieku 25 -34 lat jest jeszcze liczniejsza. Ponad 50 proc. wszystkich bezrobotnych zarejestrowanych w naszym urzędzie pracy, to ludzie do 34 roku życia. Pewnie część z nich niezbyt energicznie szuka zatrudnienia, ale dla większości ten stan zawieszenia, niemożności, braku stabilizacji to osobisty i rodzinny dramat.
Sytuacja gospodarcza Ostrowca nie poprawia się. Miejsc pracy na terenie miasta nie tylko nie przybywa, ale ubywa w przemyśle i usługach, sądzimy, że także i w handlu. Na przestrzeni ostatnich dwóch, trzech lat na lokalnym rynku nie pojawili się znaczący inwestorzy. Na próżno wyczekiwać efektu kuli śniegowej. Wokół huty nie powstają firmy zajmujące się przetwórstwem metalu. Nie wykorzystujemy znaczącego potencjału technicznego, ludzkiego ani innego naszego atutu - wysokiej kultury technicznej środowiska. Dobrze, że jesteśmy w okresie unijnej pomocy dla Polski. Samorządy korzystają z pieniędzy w ramach programów europejskich. Dzięki inwestycjom drogowym, kanalizacyjnym, rewitalizacji obszarów miejskich jest front robót dla małych i średnich firm budowlanych. A skoro są zamówienia, to i praca. Strach pomyśleć co będzie, gdy zakończą się unijne programy oraz inwestycje. Sytuację młodych komplikuje dodatkowo fakt, że jeśli pojawi się już na rynku pracy jakaś oferta, to kolejka do niej jest długa, a młodym brakuje doświadczenia. W badaniach przeprowadzonych w ubiegłym roku ponad połowa ostrowieckich pracodawców wskazała na doświadczenie zawodowe w branży, jako najważniejszy czynnik brany pod uwagę przy rekrutacji. Wielu nie ma szans na pierwszą pracę i zdobycie tak potrzebnego doświadczenia. Jak trudna staje się ta sytuacja, świadczy ostatni nabór do McDonalds’a, gdzie za pracą przyszło grubo ponad tysiąc kandydatów, czy do jednego ze sklepów meblowych, w którym o kilkanaście miejsc pracy ubiegało się około 400 osób, w tym wielu po studiach.
Wyż demografi czny daje znać o sobie
Na obecną sytuację na rynku pracy wpływ mają dwa główne czynniki. Wspomniana już stagnacja gospodarcza miasta i brak inwestycji oraz wkraczający na rynek pracy wyż demograficzny z połowy lat 80. Pamiętamy osiedlowe szkoły molochy: nr 7 na Pułankach, nr 5 na Ogrodach, czy nr 14 na Stawkach. Wtedy na określenie klas równoległych trzeba było wykorzystać pół alfabetu. Podobna sytuacja miała miejsce w liceach, gdzie były klasy od „a” do „j”. Teraz roczniki z lat 80 szukają pracy, założyły lub chcą założyć rodziny. Marzą o własnym domu, pracy, stabilizacji zawodowej i rodzinnej. Ale od planów do realizacji daleko. Ileż to młodych rodzin żyje tylko dzięki matkom lub babciom pracującym najczęściej we Włoszech? Co będzie gdy ich zabraknie?
Frustracja i apatia
W tej sytuacji instytucje związane z rynkiem pracy, także prasa zachęcają ludzi młodych do aktywności, do zakładania własnej działalności gospodarczej. Mogą oni liczyć na pomoc ARL, wsparcie finansowe PUP. Jest w Ostrowcu Inkubator Przedsiębiorczości. Cieszy, że coraz więcej osób rejestruje działalność i ubiega się o dotacje z urzędu pracy. Rolę tych instytucji na lokalnym rynku trzeba docenić. Dobrze, że mieszkańcy powiatu ostrowieckiego są coraz aktywniejsi, ale pamiętajmy, że kilka tysięcy ludzi młodych nie ma pomysłu na życie. Porażki na polu zawodowym rodzą przykre konsekwencje psychiczne: brak wiary w przyszłość, rezygnację z planów życiowych, marzeń, niezadowolenie i apatię. W wykonywanych nie tak dawno badaniach zadowolenia z życia w poszczególnych miastach, Ostrowiec znalazł się na szarym końcu. Większość pytanych ostrowczan odpowiedziała, że nie czuje się najlepiej w swoim mieście. Ale jak się ma czuć dobrze, skoro nie mają większych szans na ciekawą, satysfakcjonującą pracę, nie wspominając o możliwie szybkim usamodzielnieniu się. Wszystko ma więc swoje przyczyny. O tych problemach społecznych rzadko mówi się na spotkaniach. Dla młodych, nie potrafiących odnaleźć się w nieprzyjaznej rzeczywistości, życie niesie wiele pokus, zwłaszcza jeśli brakuje sensownych, alternatywnych form spędzania wolnego czasu. Skoro nie stawia się na sensowną politykę społeczną, to trudno się dziwić, że w Ostrowcu w stosunku do sporej grupy ludzi mówi się o demoralizacji, szukaniu swoistego panaceum na życie w dość specyficznych społecznościach.
Ratuj się kto może
Dziś najskuteczniejszą ścieżką powodzenia życiowego jest dobre liceum, licząca się wyższa uczelnia i praca w stolicy lub innym dużym mieście. Inwestycja w edukację jest dla wielu młodych ratunkiem. Oczywiście, nie wszystkich rodziców stać na to, by swym pociechom zafundować kosztowne korepetycje tak, by w walce o indeks renomowanych uczelni sprostać w swoistym wyścigu szczurów rówieśnikom z Warszawy, Krakowa, Łodzi, czy nawet Kielc. Edukacja jest więc wielką, życiową szansą dla młodych. Choćby z tego względu wypada nam dbać o jak najwyższy poziom nauczania i
umożliwianie młodzieży korzystania z jak najszerszej oferty edukacyjnej i to na wszystkich poziomach nauczania, by i w tej materii nie być zapóźnionym cywilizacyjnie.
To przykre, ale prawdziwe. Wielu rodziców wręcz namawia dzieci, by po ukończeniu studiów nie wracały do Ostrowca. Młodzi także robią wszystko, by nie stanąć oko w oko z pracownikiem ostrowieckiego urzędu pracy. Podkreślają, że tak naprawdę poza skromną ofertą pracy w handlu czy w sektorze budowlanym nie ma innych możliwości rozwoju zawodowego. Młodzi mają już dość pracy za 700 -800 zł. Do ucieczki z miasta kusi ich także miraż ciekawszego życia. Ileż to już głosów słyszeliśmy, że w Ostrowcu nie ma się gdzie spotkać i pogadać, bo brakuje kafejek, pubów z prawdziwego zdarzenia, a centrum miasta po godz. 17 straszy kratami w oknach wystawowych. Całe roczniki najzdolniejszej ostrowieckiej młodzieży emigrują więc z miasta. Planują karierę zawodową i życiową w dużych aglomeracjach, gdzie jest łatwiej. Niegdyś tytuł technika, czy dyplom ukończenia Akademii Górniczo –Hutniczej był automatyczną przepustką do pracy w hucie ostrowieckiej. Tzw. inteligencja techniczna emanowała swoją wiedzą na życie Ostrowca. Dziś młodzież nie otrzymuje żadnych sygnałów, że warto swoją przyszłość wiązać z rodzinnym miastem. Migracja z Ostrowca ma swoje odbicie w strukturze społecznej Ostrowca. Stajemy się z wolna miastem ludzi starszych. Oficjalnie w Ostrowcu zameldowanych jest około 75 tys. osób, ale tak naprawdę, to – jak niektórzy akcentują - mieszka w nim i pracuje niewiele więcej niż 50 tys. osób. Całkiem spora jest też emigracja zarobkowa. Całe grupy budowlańców wyjeżdżają w poniedziałek rano w rejon Warszawy i wracają w piątek wieczorem. Ich więzi z miastem są coraz słabsze. Powstały też szlaki zarobkowe na Zachód. Całe rodziny pracują w Anglii, Niemczech lub we Włoszech. Co zaradniejsi próbują sobie więc jakoś radzić. Ale co zrobić z tymi, którzy z różnych względów takiej szansy nie mają?
A inni zapraszają...
Wiele dużych miast w młodzieży, absolwentach dostrzega potencjał rozwojowy. Z myślą o nich np. władze Łodzi stworzyły program „Młodzi w Łodzi”. Ma on zatrzymać w tym mieście własnych absolwentów, ale też skusić do przyjazdu najzdolniejszą młodzież z innych regionów. Program ten ma pokazać młodzieży, że w tym mieście można się realizować. Można przede wszystkim znaleźć pracę. Do programu włączyli się pracodawcy, którzy fundują stypendia i zapewniają praktyki. Włączyły się też organizacje ekonomiczne, stowarzyszenia, które przygotowują szkolenia i sympozja. Może więc czas, aby brać przykład z innych?




















