Radny Zbigniew Moskalewicz apeluje do władz miasta o przyjrzenie się niezagospodarowanym, niszczejącym budynkom i halom w różnych częściach miasta. Radnemu chodzi przede wszystkim o nieruchomości produkcyjne, sprzedane inwestorom w latach 90.
-Wiele działek i obiektów na terenach poprzemysłowych kupiono i pozostawiono –mówił w czasie ostatniej w 2011 r. sesji Rady Miasta. Teraz stojące tam obiekty niszczeją, niektóre bliskie są nawet katastrofy technicznej. Były nadzieje, że obiekty te ożyją, albo zostaną zburzone, a w ich miejsce pojawią się nowe budynki i miejsca pracy. Tak się nie stało. Tymczasem na terenie miasta brakuje i działek i hal pod działalność gospodarczą, a potencjalni inwestorzy, zainteresowani bazą pod produkcję i usługi, odchodzą z Ostrowca z kwitkiem.
Niektóre obiekty kupione od syndyków hutniczych zakładów oraz spółdzielni straszą, zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców, ale również psują estetykę ulic i dzielnic. Radny domaga się, by gmina zaczęła egzekwować od właścicieli nieruchomości obowiązki, jakie na nich ciążą, nie tylko te wynikające z ich utrzymania w należytym stanie, ale przede wszystkim wynikające z prawa budowlanego. Prezydent powinien się zwrócić do Powiatowego Nadzoru Budowlanego. Stan techniczny wielu z nich budzi obawy. Nie są one odpowiednio oznakowane ani zabezpieczone.
Zbigniew Moskalewicz dotknął istotnego problemu; wystarczy się przejechać samochodem po dzielnicach w dolnej części miasta czy po terenach poprzemysłowych huty, OZMO, aby powstała długa lista takich obiektów niezagospodarowanych i robiących wrażenie niczyich. Pierwsze z brzegu przykłady, to hale na Starej Hucie, opuszczone obiekty Gambo, budynki przy ul. Kilińskiego czy Świętokrzyskiej. Do tego dochodzą niezamieszkane budynki mieszkaniowe i baraki przy głównych ciągach komunikacyjnych, które psują wizerunek miasta.
-Takie pisma regularnie wysyłam do Powiatowego Nadzoru Budowlanego, ale nie przyniosły one do tej pory skutku – odpowiada prezydent na interpelację radnego. Zapewniam jednak, że nadal będę to czynił, choćbym miał otrzymać przydomek burzyciela.
Dla nas cała ta sprawa jest dziwna i niezrozumiała. W tym roku przeżyliśmy dramatyczne zdarzenie, kiedy w piwnicy czy w schronach pozostawionych bez odpowiedniego zabezpieczenia przy jednej z głównych ulic miasta, zginął młody człowiek, a drugi odniósł poważne obrażenia. Pewnie gdyby egzekwowano prawo, gdyby nie patrzono na te obiekty przez palce, do nieszczęścia by nie doszło. Ale radny Z. Moskalewicz pokazuje drugi tym razem społeczny problem miasta, o którym mówiło się i mówi. Tereny poprzemysłowe, uzbrojone, przeznaczone w planie zagospodarowania przestrzennego miasta pod przemysł i usługi, sprzedały się jak świeże bułeczki. Celowo piszę tereny, a nie obiekty, bowiem wielu ekspertów było zdania, że stare, XIX -wieczne obiekty i stosowane tam technologie należy zburzyć, bo ich czas minął bezpowrotnie. Zagospodarowanie i wykorzystanie tych nieruchomości, to już sprawa ich właścicieli. Nam nic do tego. Jednak po rozgrodzeniu Huty, wybudowaniu sieci dróg, odżyły nadzieje na ich gospodarcze wykorzystanie i tak oczekiwane miejsca pracy.
Niektóre obiekty kupione od syndyków hutniczych zakładów oraz spółdzielni straszą, zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców, ale również psują estetykę ulic i dzielnic. Radny domaga się, by gmina zaczęła egzekwować od właścicieli nieruchomości obowiązki, jakie na nich ciążą, nie tylko te wynikające z ich utrzymania w należytym stanie, ale przede wszystkim wynikające z prawa budowlanego. Prezydent powinien się zwrócić do Powiatowego Nadzoru Budowlanego. Stan techniczny wielu z nich budzi obawy. Nie są one odpowiednio oznakowane ani zabezpieczone.
Zbigniew Moskalewicz dotknął istotnego problemu; wystarczy się przejechać samochodem po dzielnicach w dolnej części miasta czy po terenach poprzemysłowych huty, OZMO, aby powstała długa lista takich obiektów niezagospodarowanych i robiących wrażenie niczyich. Pierwsze z brzegu przykłady, to hale na Starej Hucie, opuszczone obiekty Gambo, budynki przy ul. Kilińskiego czy Świętokrzyskiej. Do tego dochodzą niezamieszkane budynki mieszkaniowe i baraki przy głównych ciągach komunikacyjnych, które psują wizerunek miasta.
-Takie pisma regularnie wysyłam do Powiatowego Nadzoru Budowlanego, ale nie przyniosły one do tej pory skutku – odpowiada prezydent na interpelację radnego. Zapewniam jednak, że nadal będę to czynił, choćbym miał otrzymać przydomek burzyciela.
Dla nas cała ta sprawa jest dziwna i niezrozumiała. W tym roku przeżyliśmy dramatyczne zdarzenie, kiedy w piwnicy czy w schronach pozostawionych bez odpowiedniego zabezpieczenia przy jednej z głównych ulic miasta, zginął młody człowiek, a drugi odniósł poważne obrażenia. Pewnie gdyby egzekwowano prawo, gdyby nie patrzono na te obiekty przez palce, do nieszczęścia by nie doszło. Ale radny Z. Moskalewicz pokazuje drugi tym razem społeczny problem miasta, o którym mówiło się i mówi. Tereny poprzemysłowe, uzbrojone, przeznaczone w planie zagospodarowania przestrzennego miasta pod przemysł i usługi, sprzedały się jak świeże bułeczki. Celowo piszę tereny, a nie obiekty, bowiem wielu ekspertów było zdania, że stare, XIX -wieczne obiekty i stosowane tam technologie należy zburzyć, bo ich czas minął bezpowrotnie. Zagospodarowanie i wykorzystanie tych nieruchomości, to już sprawa ich właścicieli. Nam nic do tego. Jednak po rozgrodzeniu Huty, wybudowaniu sieci dróg, odżyły nadzieje na ich gospodarcze wykorzystanie i tak oczekiwane miejsca pracy.
















