-Kilkanaście dni temu moja córka rodziła w ostrowieckim szpitalu swoje pierwsze dziecko. Jej poród był dla mnie koszmarem. A wszystko z powodu odwlekania przez lekarzy wykonania cesarskiego cięcia -skarży się matka Agnieszki.
Kobieta mówi, że zawiozła córkę do szpitala ok. godz. 4. Zaraz potem zadzwoniła do lekarza opiekującego się nią prywatnie od początku ciąży. Powiedział, że skończył pracę i nie przyjedzie na oddział.
-Po kilku godzinach, kiedy córka wyła z bólu, a lekarze nie robili nic, aby ulżyć jej cierpieniu, zażądałam, aby wykonano jej „cesarkę” -mówi matka. Moje interwencje nie odnosiły żadnego skutku. Córce dawano zastrzyki i sadzano na piłkę. W końcu przed godz. 17, lekarz prowadzący poród zdecydował, iż jednak trzeba wykonać operację. Chłopczyk urodził się owinięty pępowiną i już „podduszony”. Gdyby wcześniej zrobiono córce USG, nie zwlekano by tak długo z zabiegiem chirurgicznym. Córka nie cierpiałaby przez tyle godzin. Czy tak powinna wyglądać opieka nad rodzącą?
Zdaniem ordynatora oddziału ginekologiczno –położniczego, lek. med. Romana Szczepaniaka, pretensje i zarzuty matki pacjentki są bezzasadne. To jej należałoby zarzucić nieodpowiedzialne zachowanie i awanturowanie się w szpitalu.
-Kobieta ta zatrzymała mnie na korytarzu i dała godzinę na wykonanie cesarskiego cięcia –podkreślał ordynator. Straszyła przy tym konsekwencjami w razie nie zastosowania się do żądania. Nie uległem tej presji. Poród postępował, nic niepokojącego się nie działo. O godz. 4 lekarz podjął decyzję o cesarskim cięciu. Nie dlatego, że dziecko było owinięte pępowiną, bo to nie jest wskazanie do wykonywania takiego zabiegu. Noworodek miał tylko przez moment zwolnioną akcję serca. Poza tym stan ogólny dziecka i matki był dobry.
**
Przy okazji warto dodać, iż liczba cesarskich cięć systematycznie rośnie, choć jest to zjawisko niekorzystne, wręcz niebezpieczne dla kobiet. Porody fizjologiczne dają bowiem mniej powikłań, są bezpieczne dla zdrowia kobiety i dziecka. Aby zmniejszyć liczbę „cesarek”(w ostrowieckim szpitalu, ich liczba sięga ok. 30 proc. ogółu porodów), ministerstwo zrównało ceny obu procedur: cesarskiego cięcia i porodu naturalnego, za które NFZ płaci obecnie po 1500 zł. Chodzi o to, aby nie było finansowej zachęty dla lekarzy do wykonywania „cesarek”. Niestety, próby ich o graniczenia budzą sprzeciw wielu kobiet, które same chcą decydować, jak mają rodzić. Problem wydaje się więc bardzo trudny do rozwiązania.
Póki co, cesarskie cięcia wykonywane są tylko na wskazania medyczne, a nie na życzenie pacjentki lub jej najbliższych.
-Po kilku godzinach, kiedy córka wyła z bólu, a lekarze nie robili nic, aby ulżyć jej cierpieniu, zażądałam, aby wykonano jej „cesarkę” -mówi matka. Moje interwencje nie odnosiły żadnego skutku. Córce dawano zastrzyki i sadzano na piłkę. W końcu przed godz. 17, lekarz prowadzący poród zdecydował, iż jednak trzeba wykonać operację. Chłopczyk urodził się owinięty pępowiną i już „podduszony”. Gdyby wcześniej zrobiono córce USG, nie zwlekano by tak długo z zabiegiem chirurgicznym. Córka nie cierpiałaby przez tyle godzin. Czy tak powinna wyglądać opieka nad rodzącą?
Zdaniem ordynatora oddziału ginekologiczno –położniczego, lek. med. Romana Szczepaniaka, pretensje i zarzuty matki pacjentki są bezzasadne. To jej należałoby zarzucić nieodpowiedzialne zachowanie i awanturowanie się w szpitalu.
-Kobieta ta zatrzymała mnie na korytarzu i dała godzinę na wykonanie cesarskiego cięcia –podkreślał ordynator. Straszyła przy tym konsekwencjami w razie nie zastosowania się do żądania. Nie uległem tej presji. Poród postępował, nic niepokojącego się nie działo. O godz. 4 lekarz podjął decyzję o cesarskim cięciu. Nie dlatego, że dziecko było owinięte pępowiną, bo to nie jest wskazanie do wykonywania takiego zabiegu. Noworodek miał tylko przez moment zwolnioną akcję serca. Poza tym stan ogólny dziecka i matki był dobry.
**
Przy okazji warto dodać, iż liczba cesarskich cięć systematycznie rośnie, choć jest to zjawisko niekorzystne, wręcz niebezpieczne dla kobiet. Porody fizjologiczne dają bowiem mniej powikłań, są bezpieczne dla zdrowia kobiety i dziecka. Aby zmniejszyć liczbę „cesarek”(w ostrowieckim szpitalu, ich liczba sięga ok. 30 proc. ogółu porodów), ministerstwo zrównało ceny obu procedur: cesarskiego cięcia i porodu naturalnego, za które NFZ płaci obecnie po 1500 zł. Chodzi o to, aby nie było finansowej zachęty dla lekarzy do wykonywania „cesarek”. Niestety, próby ich o graniczenia budzą sprzeciw wielu kobiet, które same chcą decydować, jak mają rodzić. Problem wydaje się więc bardzo trudny do rozwiązania.
Póki co, cesarskie cięcia wykonywane są tylko na wskazania medyczne, a nie na życzenie pacjentki lub jej najbliższych.















