O tym, że w jednej ze szkół podstawowych w powiecie ostrowieckim ksiądz stosuje przemoc fizyczną wobec małych dzieci, poinformowali nas rodzice. Jak mówią, są tym zbulwersowani.
-To dla mnie szok –mówi jedna z matek. –Ksiądz prowadzący religię w młodszych klasach, bije dzieci. Niejednokrotnie sprawa zgłaszana była dyrekcji szkoły oraz nauczycielom, lecz odpowiedź jest ciągle taka sama: proszę porozmawiać z księdzem.
Wydaje mi się, że to należy do obowiązków dyrekcji szkoły. Większość rodziców nie chce interweniować do władz zwierzchnich, gdyż jest to wiejskie środowisko, więc uważają, że na księdza nie wypada złożyć skargi. Tymczasem ksiądz ciągnie za uszy, bije po głowie i popycha dzieci doprowadzając do upadków. Trudno znaleźć poparcie w tej walce, gdyż ludzie nie chcą się narażać proboszczowi. Jednak czy to są metody służące do przygotowania dzieci w pierwszej klasie do przyjęcia komunii świętej? Czy tak powinno wyglądać zachęcanie uczniów do wiary w Boga? Dzieci obrywają z błahych powodów. Moje dziecko wraca z płaczem do domu. Boi się brać udział w lekcjach religii. Rozumiem, że dzieci swoim zachowaniem mogą każdego doprowadzić do nerwów, tyle tylko, że nie jest to powód do takiego zachowania – podnoszenia na nie ręki, a tym bardziej przez osobę duchowną. To są przecież małe dzieci, nie można czekać aż stanie się jakieś nieszczęście.
Dyrektor szkoły potwierdza, że taki sygnał otrzymała od jednego z rodziców, lecz jeszcze nie zdążyła o tej sytuacji porozmawiać z księdzem. Przyznaje także, że 2 lata temu otrzymywała podobne skargi.
Dodała również, że w poprzedni czwartek była u niej matka jednego z uczniów. Zapytała ją wówczas, czy rozmawiała na ten temat z księdzem? Sama zobowiązała się przeprowadzić taką rozmowę, ale we wtorek, kiedy ksiądz będzie, miał zajęcia w szkole.
Interweniująca u nas kobieta, najprawdopodobniej wątpiąc w skuteczność takich rozmów, zwróciła się do nas z prośbą o pomoc. Próby nawiązania bezpośredniego kontaktu z proboszczem nie powiodły się. Nie było go ani w szkole, ani w parafialnej kancelarii. Po godzinie proboszcz sam zadzwonił, do redakcji. Prowadzący lekcje religii w klasach I –III, przyznaje, że zdarza mu się użyć siły wobec dzieci.
-Owszem są takie sytuacje, lecz zdarzają się incydentalnie, kiedy już nie mam żadnych innych argumentów –mówi ksiądz. Rozmawiałem o tym z jedną z matek. Zaprosiłem ją nawet na lekcje, aby zobaczyła jak zachowuje się jej dziecko. Co mam zrobić w sytuacji, gdy nie pomagają ani upomnienia, ani prośby czy groźby? Uczniowie nic sobie z tego nie robią. Zdarza się nawet, że na lekcji rzucają butami. Nawet najbardziej spokojnemu i opanowanemu człowiekowi puściłyby nerwy. Trudno takie zachowanie tolerować, nawet u dzieci.
Wysłuchanie drugiej strony rzuciło nieco inne światło na opisywaną sprawę. Wykazało bezradność księdza, który nie radzi sobie z niesfornymi uczniami, stosując wobec nich kary cielesne. Może to doprowadzić do powolnego odwracani się dzieci od kościoła i podważania jego autorytetu. Szkoda, że o kłopotach z zachowaniem dzieci nie zostały poinformowane od razu pedagog i dyrekcja szkoły, które są odpowiedzialne za rozwiązywanie takich problemów.
Z pewnością nie można tolerować złego zachowania uczniów, jednak można je egzekwować za pomocą zupełnie innych, dozwolonych metod. Niestety, wielu księży pracujących z młodszymi dziećmi, nie ma przygotowania pedagogicznego.
Wydaje mi się, że to należy do obowiązków dyrekcji szkoły. Większość rodziców nie chce interweniować do władz zwierzchnich, gdyż jest to wiejskie środowisko, więc uważają, że na księdza nie wypada złożyć skargi. Tymczasem ksiądz ciągnie za uszy, bije po głowie i popycha dzieci doprowadzając do upadków. Trudno znaleźć poparcie w tej walce, gdyż ludzie nie chcą się narażać proboszczowi. Jednak czy to są metody służące do przygotowania dzieci w pierwszej klasie do przyjęcia komunii świętej? Czy tak powinno wyglądać zachęcanie uczniów do wiary w Boga? Dzieci obrywają z błahych powodów. Moje dziecko wraca z płaczem do domu. Boi się brać udział w lekcjach religii. Rozumiem, że dzieci swoim zachowaniem mogą każdego doprowadzić do nerwów, tyle tylko, że nie jest to powód do takiego zachowania – podnoszenia na nie ręki, a tym bardziej przez osobę duchowną. To są przecież małe dzieci, nie można czekać aż stanie się jakieś nieszczęście.
Dyrektor szkoły potwierdza, że taki sygnał otrzymała od jednego z rodziców, lecz jeszcze nie zdążyła o tej sytuacji porozmawiać z księdzem. Przyznaje także, że 2 lata temu otrzymywała podobne skargi.
Dodała również, że w poprzedni czwartek była u niej matka jednego z uczniów. Zapytała ją wówczas, czy rozmawiała na ten temat z księdzem? Sama zobowiązała się przeprowadzić taką rozmowę, ale we wtorek, kiedy ksiądz będzie, miał zajęcia w szkole.
Interweniująca u nas kobieta, najprawdopodobniej wątpiąc w skuteczność takich rozmów, zwróciła się do nas z prośbą o pomoc. Próby nawiązania bezpośredniego kontaktu z proboszczem nie powiodły się. Nie było go ani w szkole, ani w parafialnej kancelarii. Po godzinie proboszcz sam zadzwonił, do redakcji. Prowadzący lekcje religii w klasach I –III, przyznaje, że zdarza mu się użyć siły wobec dzieci.
-Owszem są takie sytuacje, lecz zdarzają się incydentalnie, kiedy już nie mam żadnych innych argumentów –mówi ksiądz. Rozmawiałem o tym z jedną z matek. Zaprosiłem ją nawet na lekcje, aby zobaczyła jak zachowuje się jej dziecko. Co mam zrobić w sytuacji, gdy nie pomagają ani upomnienia, ani prośby czy groźby? Uczniowie nic sobie z tego nie robią. Zdarza się nawet, że na lekcji rzucają butami. Nawet najbardziej spokojnemu i opanowanemu człowiekowi puściłyby nerwy. Trudno takie zachowanie tolerować, nawet u dzieci.
Wysłuchanie drugiej strony rzuciło nieco inne światło na opisywaną sprawę. Wykazało bezradność księdza, który nie radzi sobie z niesfornymi uczniami, stosując wobec nich kary cielesne. Może to doprowadzić do powolnego odwracani się dzieci od kościoła i podważania jego autorytetu. Szkoda, że o kłopotach z zachowaniem dzieci nie zostały poinformowane od razu pedagog i dyrekcja szkoły, które są odpowiedzialne za rozwiązywanie takich problemów.
Z pewnością nie można tolerować złego zachowania uczniów, jednak można je egzekwować za pomocą zupełnie innych, dozwolonych metod. Niestety, wielu księży pracujących z młodszymi dziećmi, nie ma przygotowania pedagogicznego.




















