- Mariusz S. zgłosił się tam w poniedziałek z dokumentami medycznymi ze szpitala, gdzie poprzedniego dnia zszywano mu przecięte podczas doznanego urazu ścięgna lewej ręki. Widział o ograniczeniach w liczbie dziennych przyjęć.
Przyszedł więc pod budynek poradni o godz. 4. Cierpiący, z bolącą ręką przeczekał blisko trzy godziny. Jak się okazało, w tym dniu też miał pecha. Był szósty w kolejce do ortopedy. Pani w kartotece oznajmiła, że karty nie może mu już wyciągnąć. Limit na ten dzień został bowiem wyczerpany. Nie pomogły prośby i tłumaczenia, że chodzi o nagły przypadek.
Pacjent wrócił do domu z niczym. Za to w przemoczonej odzieży z powodu padającego deszczu i z temperaturą. Nie potrafił jednak pogodzić się z tym, jak go potraktowano. Około godz. 10 zadzwonił do redakcji z zapytaniem, czy taki stosunek do pacjenta należy już do normy? Czy personel może tak traktować proszących o pomoc chorych ludzi, nie obawiając się żadnych tego konsekwencji? Zadzwoniłam do kartoteki wskazanej przez pacjenta poradni ortopedycznej (jest tam tylko ten jeden numer telefonu stacjonarnego). Pracownica kartoteki potwierdziła, że mogła w tym dniu wyciągnąć do ortopedy tylko pięć kart. Kiedy poprosiłam o połączenie z lekarzem ortopedą, wyjaśniono mi, że doktor Masternak właśnie zdejmuje gips pacjentce i rozmowa z nim jest niemożliwa. Odczekałam pięć minut i zadzwoniłam drugi raz. Mojej rozmówczyni udało się jednak w międzyczasie porozmawiać z lekarzem i za jego sugestią odesłała mnie z interwencją do NFZ. Jeszcze raz poprosiłam o rozmowę z lekarzem, aby osobiście poznać jego stanowisko w podjętej interwencji. Podałam również dodatkowe powody, dla których pacjent powinien być przyjęty. Moja rozmówczyni nie wykazała tym większego zainteresowania. W końcu zaproponowałam, aby w takim razie sama porozmawiała z lekarzem i przekazała mi wynik tej rozmowy. To była nasza ostatniawymiana zdań. Pracownica kartoteki znalazła skuteczny sposób, aby pozbyć się natrętów. Przełączyła telefon na fax i przestała odbierać kolejne połączenia. Udaremniła też w ten sposób telefoniczną interwencję kierownikowi zespołu skarg i wniosków NFZ, gdzie przekazaliśmy w końcu skargę bezradnego pacjenta.
Po zapoznaniu się z naszą interwencją, Beata Szczepanek, rzecznik prasowy Oddziału Świętokrzyskiego NFZ, tak skomentowała postępowanie personelu ostrowieckiej poradni: - Taka sytuacja nie powinna mieć w ogóle miejsca - zaznaczyła na wstępie. - W nagłych przypadkach, gdy pacjent cierpi, nie ma podstaw do odsyłania go bez udzielenia pomocy. To pracownica kartoteki winna wejść do gabinetu lekarskiego i przedstawić sytuację chorego. Lekarz zaś winien go zobaczyć, aby stwierdzić czy wymaga przyjęcia, czy nie. Jeśli mimo wszystko pacjent nie mógłby być przyjęty, należało wyznaczyć mu alternatywny termin przyjęcia lub wskazać inną poradnię ortopedyczną, w której udzielono by pomocy medycznej. Ten pacjent oraz inne osoby, które znajdą się podobnej sytuacji, mają prawo do złożenia pisemnej skargi do kierownika zespołu skarg i wniosków w NFZ (Kielce, aleja Jana Pawła 9, telefon 41 36 46 106).
Aby uzyskać od razu pomoc z NFZ trzeba jednak zadzwonić pod podany numer osobiście i przedstawić swój problem. Mariusz S. po rozmowie z kierownikiem zespołu skarg i wniosków, zdecydował się złożyć pisemną skargę na postępowanie personelu poradni ortopedycznej. Podjęta interwencja zakończyła się wyznaczeniem wizyty u ortopedy w następnym dniu o godz. 7, ale w innej poradni (telefon tej z Jana Pawła był dalej nieosiągalny).
PS. O tym, jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte wobec personelu opisanej poradni, poinformujemy czytelników zaraz po uzyskaniu informacji w tej sprawie.



















