Od kilku lat na osiedlach dochodzi do sąsiedzkich konfl iktów, których przyczyną jest dokarmianie dzikich kotów. Temat powraca w dyskusjach na zebraniach osiedlowych, we wnioskach pisanych do zarządów spółdzielni. Administratorzy szukają rozmaitych sposobów, aby ukrócić ten proceder. Ostatnio w klatkach schodowych, na os Stawki, pojawiły się ogłoszenia, w których administracja prosi o niedokarmianie i nieprzygarnianie zwierząt, zaś w przypadku udowodnionego dokarmiania kotów, lokatorzy będą obciążani finansowo.
Informacja wywołała lawinę komentarzy. Jednych zapis śmieszył, drugich denerwował, inni „zacierali ręce”, bo wreszcie oberwało się tym, którzy wieczorem wynoszą resztki jedzenia dla bezdomnych zwierząt. Mieszkańcy zwrócili się do redakcji z prośbą o pomoc. Ich zdaniem obciążanie finansowe za karmienie zwierząt jest niezgodne z prawem.
-Jest to jakiś absurd i niepotrzebne straszenie ludzi -mówi jeden z lokatorów. -Nie słyszałem nigdzie o karaniu ludzi, tylko dlatego, że są wrażliwi i lubią zwierzęta. W naszym bloku takie zjawisko nie występuje. Nigdzie nie widziałem misek z mlekiem. Kiedyś tak się zdarzało, jednak teraz nikt już tego nie robi. Dzikie koty są wszędzie, ale nie tylko dlatego, że ktoś tam wyrzuci jakieś skórki z kiełbasy, tylko dlatego, że resztki jedzenia trafiają do śmietników. Dla kotów to prawdziwy raj. W nocy aż huczy w kontenerach.
-Obawiam się, że zapis na ogłoszeniu stanie się przyczyną niesłusznych oskarżeń i konfliktów między sąsiadami –mówi inny lokator. -Teraz wszyscy się nawzajem pilnują i patrzą sobie na ręce, czy sąsiad czasami nie wynosi na dwór kiełbasy. To jakaś paranoja.
-Ciekawa jestem w jaki sposób urzędnicy zamierzają karać za dokarmianie -pyta inna czytelniczka. -W ogłoszeniu nic nie pisze w jaki sposób będą zbierać dowody karmienia zwierząt i w jakiej wysokości będzie to obciążenie finansowe?
Zwróciliśmy się do miejskich służb porządkowych z pytaniem: czy za dokarmianie zwierząt można karać?
-W polskim prawie nie ma zapisu, który zabraniałby dokarmiania zwierząt – wyjaśnia zastępca komendanta Straży Miejskiej, Sławomir Wójcik. -Natomiast, aby nakładać kary finansowe potrzebna jest podstawa prawna. Co innego, gdy mówimy o zaśmiecaniu terenu osiedla. Wtedy zgodnie z prawem lokator może zostać ukarany mandatem.
-Zabranianie dokarmiania zwierząt jest kompromitacją dla urzędników –podkreśla prezes Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, Idalia Biernacka. – Zapis jest niezgodny z ustawą o ochronie zwierząt. Żaden akt prawny w Polce nie zabrania dokarmiania zwierząt, a zatem nikt nie może ponosić za to kary.
Zwróciliśmy się do administracji os. Stawki z prośbą o wyjaśnienie kontrowersyjnego zapisu. Niestety w rozmowie telefonicznej urzędnicy nie potrafili odpowiedzieć na pytanie, jak ma wyglądać procedura obciążania finansowego lokatorów za karmienie kotów?
-A co to panią obchodzi? Niech pani nie karmi kotów, a wszystko będzie w porządku – usłyszeliśmy. –Każdego dnia lokatorzy przychodzą i skarżą się na smród w piwnicach oraz na pchły. Dokarmiane koty gromadzą się w jednym miejscu, stwarzają uciążliwości dla mieszkańców. A przecież są to dzikie zwierzęta i dobrze same radzą sobie w zdobywaniu pożywienia. Koty pojawiają się w piaskownicach, na placach zabaw dla dzieci, zwyczajnie matki boją się o ich bezpieczeństwo i zdrowie. Nie ma się czemu dziwić. Na prośbę lokatorów szukamy różnych sposobów, aby ukrócić proceder ich dokarmiania. Jeśli pojawią się ponowne skargi mieszkańców, zlecimy wyłapywanie kotów wyspecjalizowanej firmie, a koszty tej usługi poniosą ci, którzy je dokarmiają.
-Jest to jakiś absurd i niepotrzebne straszenie ludzi -mówi jeden z lokatorów. -Nie słyszałem nigdzie o karaniu ludzi, tylko dlatego, że są wrażliwi i lubią zwierzęta. W naszym bloku takie zjawisko nie występuje. Nigdzie nie widziałem misek z mlekiem. Kiedyś tak się zdarzało, jednak teraz nikt już tego nie robi. Dzikie koty są wszędzie, ale nie tylko dlatego, że ktoś tam wyrzuci jakieś skórki z kiełbasy, tylko dlatego, że resztki jedzenia trafiają do śmietników. Dla kotów to prawdziwy raj. W nocy aż huczy w kontenerach.
-Obawiam się, że zapis na ogłoszeniu stanie się przyczyną niesłusznych oskarżeń i konfliktów między sąsiadami –mówi inny lokator. -Teraz wszyscy się nawzajem pilnują i patrzą sobie na ręce, czy sąsiad czasami nie wynosi na dwór kiełbasy. To jakaś paranoja.
-Ciekawa jestem w jaki sposób urzędnicy zamierzają karać za dokarmianie -pyta inna czytelniczka. -W ogłoszeniu nic nie pisze w jaki sposób będą zbierać dowody karmienia zwierząt i w jakiej wysokości będzie to obciążenie finansowe?
Zwróciliśmy się do miejskich służb porządkowych z pytaniem: czy za dokarmianie zwierząt można karać?
-W polskim prawie nie ma zapisu, który zabraniałby dokarmiania zwierząt – wyjaśnia zastępca komendanta Straży Miejskiej, Sławomir Wójcik. -Natomiast, aby nakładać kary finansowe potrzebna jest podstawa prawna. Co innego, gdy mówimy o zaśmiecaniu terenu osiedla. Wtedy zgodnie z prawem lokator może zostać ukarany mandatem.
-Zabranianie dokarmiania zwierząt jest kompromitacją dla urzędników –podkreśla prezes Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, Idalia Biernacka. – Zapis jest niezgodny z ustawą o ochronie zwierząt. Żaden akt prawny w Polce nie zabrania dokarmiania zwierząt, a zatem nikt nie może ponosić za to kary.
Zwróciliśmy się do administracji os. Stawki z prośbą o wyjaśnienie kontrowersyjnego zapisu. Niestety w rozmowie telefonicznej urzędnicy nie potrafili odpowiedzieć na pytanie, jak ma wyglądać procedura obciążania finansowego lokatorów za karmienie kotów?
-A co to panią obchodzi? Niech pani nie karmi kotów, a wszystko będzie w porządku – usłyszeliśmy. –Każdego dnia lokatorzy przychodzą i skarżą się na smród w piwnicach oraz na pchły. Dokarmiane koty gromadzą się w jednym miejscu, stwarzają uciążliwości dla mieszkańców. A przecież są to dzikie zwierzęta i dobrze same radzą sobie w zdobywaniu pożywienia. Koty pojawiają się w piaskownicach, na placach zabaw dla dzieci, zwyczajnie matki boją się o ich bezpieczeństwo i zdrowie. Nie ma się czemu dziwić. Na prośbę lokatorów szukamy różnych sposobów, aby ukrócić proceder ich dokarmiania. Jeśli pojawią się ponowne skargi mieszkańców, zlecimy wyłapywanie kotów wyspecjalizowanej firmie, a koszty tej usługi poniosą ci, którzy je dokarmiają.
















