Zwykły jak się wydaje, remont pomieszczeń na terenie składowiska odpadów w Janiku zakończył się dla prezesa katastrofą. Po serii nieudanych posunięć i zbyt wczesnym rozpoczęciu robót, inwestycja została przerwana, do firmy wkroczyła kontrola, a prezes stracił pracę.
-W statucie Spółki jest zapis, że w przypadku podejmowania decyzji finansowych powyżej 3 tys. euro, musi występować współdziałanie dwóch członków zarządu lub członka zarządu i prokurenta –zeznała przed ostrowieckim sądem Dagmara M., przewodnicząca Rady Nadzorczej.. W Zakładzie Unieszkodliwiania Odpadów „Janik” zdarzały się jednak przypadki, że prezes zlecał zamówienia przekraczające 3 tys. euro jednoosobowo. Nieprawidłowości wykryła kontrola, która została przeprowadzona z ramienia największego udziałowca, czyli gminy Ostrowiec.
Feralna umowa
Były wiceprezydent Ostrowca, były prezes ZUO „Janik”, Paweł. W. stoi przed Sądem Rejonowym w Ostrowcu Świętokrzyskim w roli oskarżonego. Prokuratura Rejonowa w Opatowie zarzuca mu naruszenie Kodeksu spółek handlowych.
-Akt oskarżenia skierowaliśmy do sądu w dniu 31 maja 2010 r. -mówi zastępca prokuratora rejonowego w Opatowie, Rafał Kobiec. Zawarty jest w nim zarzut z art. 585 par. 1 Kodeksu spółek handlowych - „Kto, biorąc udział w tworzeniu spółki handlowej lub będąc członkiem jej zarządu, rady nadzorczej lub komisji rewizyjnej albo likwidatorem, działa na jej szkodę podlega karze pozbawienia wolności do lat 5 i grzywnie”. Otóż Paweł W., jako prezes ZUO „Janik” bez potrzeby gospodarczej i kontrasygnaty drugiego członka zarządu spółki, zawarł umowę z jedną z firm na remont pomieszczeń socjalnych i biurowych.
Prezydent Jarosław Wilczyński zapewnia, że decyzja właścicieli spółki o odwołaniu Pawła W. z funkcji prezesa była efektem działań jedynie gospodarczych, a nie politycznych i nie należy jej łączyć z przynależnością w tamtym czasie byłego prezesa do Prawa i Sprawiedliwości.
Feralna umowa nie podpisana przez wiceprezes ZUO „Janik”, Krystynę Skrzypczak, dotyczyła remontu budynku administracyjno -socjalnego znajdującego się na składowisku odpadów w Janiku. Budynek miał być z czasem rozbudowany. Prezes chciał go jednak wcześniej pomalować. Dodatkowo miały być zamontowane drzwi w korytarzu, który z kolei miał być przedzielony ścianką. Chodziło o to, aby oddzielić „brudną” szatnię od stołówki, w której pracownicy jedzą posiłki. Plan nie był zły, tyle, że - zdaniem oponentów - prezes „pogubił się” w procedurach, a wykonawcy chciał zapłacić około 40 tys. zł, czyli o wiele za dużo.
Zastrzeżenia kontrolujących
Wewnętrzny audyt, a także bliższe zapoznanie się ze sprawą wywołało wątpliwości co do intencji prezesa Pawła W.
-Cena za remont wydała nam się zawyżona, zastrzeżenia wiązały się również z wyborem wykonawcy –zeznała przewodnicząca Rady Nadzorczej, Dagmara M. Początkowo w procedurze uczestniczyły trzy firmy, potem dwie. Jednak dwie z nich miały siedzibę w Szewnie, a ich właściciele nosili takie samo nazwisko.
Kazimierz K., członek Rady Nadzorczej zeznał, że to prezes zlecił wykonawcy prace remontowe bez zachowania formalności przewidzianych przy robotach publicznych.
-Fakt ten ujawniła główna księgowa, która zakwestionowała nie tylko zakres planowanych robót, ale i cenę przewidzianą w umowie za ich przeprowadzenie –powiedział świadek. Po zapoznaniu się z wynikami kontroli przeprowadzonej przez Urząd Miasta, uznaliśmy jako rada, że prezes naraził spółkę na szkodę, mimo, że tak naprawdę sama szkoda nie powstała, bo umowa nie została zrealizowana.
Wiesław C., członek Rady Nadzorczej powiedział, że co prawda na posiedzeniach rady była mowa o remoncie budynku w Janiku i rada zgodziła się na odnowienie pomieszczeń, ale prace mogły się rozpocząć dopiero po przeprowadzeniu w sposób prawidłowy procedury przetargowej. Natomiast to, co zrobił prezes, wpuszczając wykonawcę na teren spółki, mimo, że pod umową widniał tylko jego podpis, a nie było tam podpisu drugiego członka zarządu, świadek nazwał zachowaniem „zbyt frywolnym” i „mało odpowiedzialnym”.
Kazimierz K. zajmujący się m.in. zamówieniami publicznymi w ZUO „Janik” powiedział, że procedura przewiduje w takich przypadkach m.in. przygotowanie wniosku, zaproszenie do negocjacji minimum dwóch potencjalnych wykonawców, a także sporządzenie kosztorysu inwestorskiego.
-Zwyczaj był taki, że kosztorys opracowywały dla nas firmy zewnętrzne, które mają rozeznanie, jakie ceny funkcjonują na rynku –powiedział świadek. W tym przypadku prezes nie wydał mi takiego polecenia. Musiałem sam przygotować kalkulację kosztów.
Ponadto z zeznań świadka wynikało, że już na etapie opracowywania wniosku, w biurze prezesa pojawił się późniejszy wykonawca. O czym wówczas rozmawiano, świadek nie miał pojęcia. Powiedział też, że to prezes dał mu na kartce nazwy trzech firm, które miały uczestniczyć w procedurze wyłonienia wykonawcy planowanego remontu i że oferty od tych firm złożył w biurze ten sam pan, który wcześniej był na rozmowie u prezesa.
-Prace remontowe rozpoczęły się przed sporządzeniem umowy –zeznał świadek. Coś podobnego nigdy przedtem nie miało u nas miejsca.
Kłopoty z pamięcią?
Paweł W. konsekwentnie zaprzecza, by miał złamać przepisy Kodeksu spółek handlowych i działać na szkodę spółki. Według niego remont budynku socjalnego był niezbędny w celu poprawy warunków socjalnych załogi i on jako prezes miał upoważnienie Rady Nadzorczej do jego przeprowadzenia.
Pytany przez sąd nie potrafił sobie przypomnieć, czy przekazał swemu pracownikowi karteczkę z nazwami firm, które miały ubiegać się o realizację planowanej w ZUO „Janik” inwestycji. Co się zaś tyczy kosztorysu, to nie było obligu aby go zamawiać u firmy zewnętrznej.
-Z panem Wojciechem K. poznałem się tak naprawdę dopiero w czasie jego pobytu w moim biurze –wyjaśnił Paweł W. Powiedział, że ma firmę budowlaną i że poszukuje zleceń. Wcześniej widywałem go na basenie, ale nie rozmawialiśmy nigdy o sprawach zawodowych. Paweł W. dał tym samym do zrozumienia, że procedura przetargowa nie była „ustawiona” i że wszystko odbywało się zgodnie z prawem.
Ryzyko zawodowe
Teraz rodzi się pytanie, jak to się stało, że wykonawca wszedł na teren budowy, nie mając w ręku podpisanej umowy? Odpowiadając na to pytanie Wojciech K. zeznał przed sądem, że skoro to on złożył najkorzystniejszą ofertę, a prezes wyraził zgodę na przywóz materiałów budowlanych i rusztowań, to nie było w tym nic nadzwyczajnego.
-Nie chciałem czekać z rozpoczęciem robót, był to przecież koniec listopada –zeznał Wojciech K. Umowa i tak miała być podpisana, jak mówił prezes.
Świadek powiedział, że z Pawłem W. widywał się w saunie, jednak o planowanym remoncie w ZUO „Janik” dowiedział się dopiero podczas pobytu w biurze prezesa przy ul. Sienkiewicza, kiedy to poszukiwał sponsora dla klubu sportowego. Dodał, że to on składał oferty w imieniu swoim i pozostałych uczestników i że znał ceny zaproponowane przez konkurencję, w tym przez jego brata. Wiedział zatem, że to jego oferta była najkorzystniejsza.
Niestety, zbyt szybkie wejście na plac budowy przez Wojciecha K. okazało się fatalne w skutkach.
-Po tygodniu od rozpoczęcia przeze mnie prac dowiedziałem się, że są problemy z podpisaniem umowy –zeznał świadek. Musiałem wstrzymać prace do czasu wyjaśnienia. Potem dostałem pismo, że podjąłem prace na własne ryzyko i że w związku z tym żadnego odszkodowania nie otrzymam.
Mimo upływu czasu świadek nie wystąpił do sądu o odszkodowanie. Pytany przez sąd, jakie poniósł straty, odpowiedział, że wyniosły one około 15 -16 tys. złotych.
-Akt oskarżenia skierowaliśmy do sądu w dniu 31 maja 2010 r. -mówi zastępca prokuratora rejonowego w Opatowie, Rafał Kobiec. Zawarty jest w nim zarzut z art. 585 par. 1 Kodeksu spółek handlowych - „Kto, biorąc udział w tworzeniu spółki handlowej lub będąc członkiem jej zarządu, rady nadzorczej lub komisji rewizyjnej albo likwidatorem, działa na jej szkodę podlega karze pozbawienia wolności do lat 5 i grzywnie”. Otóż Paweł W., jako prezes ZUO „Janik” bez potrzeby gospodarczej i kontrasygnaty drugiego członka zarządu spółki, zawarł umowę z jedną z firm na remont pomieszczeń socjalnych i biurowych.
Prezydent Jarosław Wilczyński zapewnia, że decyzja właścicieli spółki o odwołaniu Pawła W. z funkcji prezesa była efektem działań jedynie gospodarczych, a nie politycznych i nie należy jej łączyć z przynależnością w tamtym czasie byłego prezesa do Prawa i Sprawiedliwości.
Feralna umowa nie podpisana przez wiceprezes ZUO „Janik”, Krystynę Skrzypczak, dotyczyła remontu budynku administracyjno -socjalnego znajdującego się na składowisku odpadów w Janiku. Budynek miał być z czasem rozbudowany. Prezes chciał go jednak wcześniej pomalować. Dodatkowo miały być zamontowane drzwi w korytarzu, który z kolei miał być przedzielony ścianką. Chodziło o to, aby oddzielić „brudną” szatnię od stołówki, w której pracownicy jedzą posiłki. Plan nie był zły, tyle, że - zdaniem oponentów - prezes „pogubił się” w procedurach, a wykonawcy chciał zapłacić około 40 tys. zł, czyli o wiele za dużo.
Zastrzeżenia kontrolujących
Wewnętrzny audyt, a także bliższe zapoznanie się ze sprawą wywołało wątpliwości co do intencji prezesa Pawła W.
-Cena za remont wydała nam się zawyżona, zastrzeżenia wiązały się również z wyborem wykonawcy –zeznała przewodnicząca Rady Nadzorczej, Dagmara M. Początkowo w procedurze uczestniczyły trzy firmy, potem dwie. Jednak dwie z nich miały siedzibę w Szewnie, a ich właściciele nosili takie samo nazwisko.
Kazimierz K., członek Rady Nadzorczej zeznał, że to prezes zlecił wykonawcy prace remontowe bez zachowania formalności przewidzianych przy robotach publicznych.
-Fakt ten ujawniła główna księgowa, która zakwestionowała nie tylko zakres planowanych robót, ale i cenę przewidzianą w umowie za ich przeprowadzenie –powiedział świadek. Po zapoznaniu się z wynikami kontroli przeprowadzonej przez Urząd Miasta, uznaliśmy jako rada, że prezes naraził spółkę na szkodę, mimo, że tak naprawdę sama szkoda nie powstała, bo umowa nie została zrealizowana.
Wiesław C., członek Rady Nadzorczej powiedział, że co prawda na posiedzeniach rady była mowa o remoncie budynku w Janiku i rada zgodziła się na odnowienie pomieszczeń, ale prace mogły się rozpocząć dopiero po przeprowadzeniu w sposób prawidłowy procedury przetargowej. Natomiast to, co zrobił prezes, wpuszczając wykonawcę na teren spółki, mimo, że pod umową widniał tylko jego podpis, a nie było tam podpisu drugiego członka zarządu, świadek nazwał zachowaniem „zbyt frywolnym” i „mało odpowiedzialnym”.
Kazimierz K. zajmujący się m.in. zamówieniami publicznymi w ZUO „Janik” powiedział, że procedura przewiduje w takich przypadkach m.in. przygotowanie wniosku, zaproszenie do negocjacji minimum dwóch potencjalnych wykonawców, a także sporządzenie kosztorysu inwestorskiego.
-Zwyczaj był taki, że kosztorys opracowywały dla nas firmy zewnętrzne, które mają rozeznanie, jakie ceny funkcjonują na rynku –powiedział świadek. W tym przypadku prezes nie wydał mi takiego polecenia. Musiałem sam przygotować kalkulację kosztów.
Ponadto z zeznań świadka wynikało, że już na etapie opracowywania wniosku, w biurze prezesa pojawił się późniejszy wykonawca. O czym wówczas rozmawiano, świadek nie miał pojęcia. Powiedział też, że to prezes dał mu na kartce nazwy trzech firm, które miały uczestniczyć w procedurze wyłonienia wykonawcy planowanego remontu i że oferty od tych firm złożył w biurze ten sam pan, który wcześniej był na rozmowie u prezesa.
-Prace remontowe rozpoczęły się przed sporządzeniem umowy –zeznał świadek. Coś podobnego nigdy przedtem nie miało u nas miejsca.
Kłopoty z pamięcią?
Paweł W. konsekwentnie zaprzecza, by miał złamać przepisy Kodeksu spółek handlowych i działać na szkodę spółki. Według niego remont budynku socjalnego był niezbędny w celu poprawy warunków socjalnych załogi i on jako prezes miał upoważnienie Rady Nadzorczej do jego przeprowadzenia.
Pytany przez sąd nie potrafił sobie przypomnieć, czy przekazał swemu pracownikowi karteczkę z nazwami firm, które miały ubiegać się o realizację planowanej w ZUO „Janik” inwestycji. Co się zaś tyczy kosztorysu, to nie było obligu aby go zamawiać u firmy zewnętrznej.
-Z panem Wojciechem K. poznałem się tak naprawdę dopiero w czasie jego pobytu w moim biurze –wyjaśnił Paweł W. Powiedział, że ma firmę budowlaną i że poszukuje zleceń. Wcześniej widywałem go na basenie, ale nie rozmawialiśmy nigdy o sprawach zawodowych. Paweł W. dał tym samym do zrozumienia, że procedura przetargowa nie była „ustawiona” i że wszystko odbywało się zgodnie z prawem.
Ryzyko zawodowe
Teraz rodzi się pytanie, jak to się stało, że wykonawca wszedł na teren budowy, nie mając w ręku podpisanej umowy? Odpowiadając na to pytanie Wojciech K. zeznał przed sądem, że skoro to on złożył najkorzystniejszą ofertę, a prezes wyraził zgodę na przywóz materiałów budowlanych i rusztowań, to nie było w tym nic nadzwyczajnego.
-Nie chciałem czekać z rozpoczęciem robót, był to przecież koniec listopada –zeznał Wojciech K. Umowa i tak miała być podpisana, jak mówił prezes.
Świadek powiedział, że z Pawłem W. widywał się w saunie, jednak o planowanym remoncie w ZUO „Janik” dowiedział się dopiero podczas pobytu w biurze prezesa przy ul. Sienkiewicza, kiedy to poszukiwał sponsora dla klubu sportowego. Dodał, że to on składał oferty w imieniu swoim i pozostałych uczestników i że znał ceny zaproponowane przez konkurencję, w tym przez jego brata. Wiedział zatem, że to jego oferta była najkorzystniejsza.
Niestety, zbyt szybkie wejście na plac budowy przez Wojciecha K. okazało się fatalne w skutkach.
-Po tygodniu od rozpoczęcia przeze mnie prac dowiedziałem się, że są problemy z podpisaniem umowy –zeznał świadek. Musiałem wstrzymać prace do czasu wyjaśnienia. Potem dostałem pismo, że podjąłem prace na własne ryzyko i że w związku z tym żadnego odszkodowania nie otrzymam.
Mimo upływu czasu świadek nie wystąpił do sądu o odszkodowanie. Pytany przez sąd, jakie poniósł straty, odpowiedział, że wyniosły one około 15 -16 tys. złotych.
















