Chciał mnie zastrzelić, wyjął broń i powiedział: zastrzelę cię, za sekundę nie żyjesz – zeznał w dniu 17 października 2011 r., przed Sądem Rejonowym w Opatowie, świadek Józef B. 74-latek dwukrotnie padł ofiarą brutalnych napadów, dokonanych przez nieznanych bandytów - w 2008 i 2009 r. Stracił ponad 15 tys. złotych w gotówce, był krępowany sznurem, kneblowany, bity. Podczas drugiego napadu sprawcy zagnietli mu czaszkę, po tym, jak został uderzony łomem. Czy świadek Józef B. mówił prawdę, a może konfabulował? Czy rzeczywiście był w stanie po dwóch latach rozpoznać swoich oprawców, którzy mieli przecież na głowach kominiarki?
Prokurator postawił zarzuty
Przed Sądem Rejonowym w Opatowie toczy się proces pięciu osób, głównie członków jednej rodziny, oskarżonych o dokonanie, w okresie od 2005 do 2011 r., kilkunastu rozbojów, włamań i kradzieży na szkodę osób starszych, często mieszkających samotnie. Sprawcy działali na terenie Radlina, Ćmielowa, Sobótki, Nikisiałki Małej, Niemienic, Michałowa, Kornacic, Ostrowca i Orłowa. Zatrzymania oskarżonych, w wieku 22-49 lat, dokonali policjanci z Wydziału Kryminalnego i Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach wraz z funkcjonariuszami z Ostrowca Świętokrzyskiego i Opatowa wsparci grupą antyterrorystyczną. Czterech mężczyzn i jedna kobieta to mieszkańcy powiatu ostrowieckiego i opatowskiego. W czasie napadów sprawcy zachowywali się brutalnie, ofiary były krępowane i bite. Zabierali im głównie pieniądze, ale także rzeczy mniej wartościowe, jak stare radia czy zegarki, a nawet żywność. Wielu z tych czynów niektórzy ze sprawców mieli dopuścić się w warunkach recydywy. W trakcie przeszukania miejsc ich zamieszkania, zabezpieczono przedmioty mogące służyć do popełniania przestępstw. Były to m. in. latarki, rękawice, łom oraz rzeczy należące do poszkodowanych. Za popełnione przestępstwa oskarżonym grozi nawet do 12 lat pozbawienia wolności. Oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i odmówili składania wyjaśnień.
Kogo widział Józef B.?
Przesłuchana przez sąd psycholog stwierdziła, że zeznania pokrzywdzonego Józefa B. były w wielu punktach rozbieżne. Nie sposób się z tym spostrzeżeniem nie zgodzić nawet mnie, postronnemu obserwatorowi. Co prawda świadek na kolejnej rozprawie ponownie twierdził, że wszystko dobrze pamięta i że mówi prawdę, to jednak trudno nie zauważyć, że pewne wątpliwości są. W toku śledztwa świadek mówił, że lepiej pamiętał wydarzenia bezpośrednio po tym, jak one zaistniały, jednak to przed sądem, a więc dużo później, podawał więcej faktów dotyczących m.in. sprawców.
Pani psycholog tłumaczyła to - o ile dobrze zrozumiałem - działaniem w sytuacji stresu. Dla Józefa B. spotkanie z osobami oskarżonymi o napad na jego osobę, było bowiem trudnym przeżyciem, wywołującym dodatkowe zdenerwowanie. Świadek działał zgodnie z mechanizmem obronnym - chciał jak najszybciej uwolnić się od sytuacji postrzeganej przez niego jako niewygodna. Tak więc te nowe, podane przez niego w sądzie szczegóły, mogły mieć podłoże emocjonalne. A co z zeznaniami złożonymi przez świadka w 2008 i 2009 r. przed organami ścigania? Pani psycholog podtrzymała swą opinię sporządzoną dla potrzeb prokuratury. Wtedy stwierdziła, że na kształt złożonych przez niego zeznań, wpływ - jeśli dobrze zrozumiałem - mogły mieć czynniki modyfikujące percepcję, zapamiętywanie i odtwarzanie. Zatem należy z ostrożnością podchodzić do tego, co wówczas świadek zeznał.
Rozbieżności w zeznaniach Józefa B. mogły wynikać z kontekstu sytuacyjnego. Otóż oba napady miały miejsce w nocy, sprawcy byli zamaskowani. Świadek wybudzony ze snu i obawiający się o swe życie, zareagował emocjonalnie. Do tego trzeba dodać inne czynniki, a więc to, co o tym zdarzeniu usłyszał od innych, a mianowicie, że sprawcy mogli pochodzić z Ożarowa. Sędzia zapytał panią psycholog, jak można wyjaśnić to, że świadek podczas okazania na policji rozpoznał jednego z oskarżonych jako sprawcę, a w czasie rozprawy uznał go za osobę nie związaną ze sprawą? Pani psycholog odpowiedziała, że to również budzi jej wątpliwości.
Niewiarygodne kobiety?
Rozbieżności w zeznaniach sąd stwierdził również w przypadku 86-letniej Marianny G. oraz 61-letniej Ryszardy Z. Mieszkanka Sobótki padła ofiarą groźnych przestępców w 2005 i 2009 r. Za pierwszym razem do jej domu weszły trzy kobiety i jeden mężczyzna. Jak zeznała, straciła wówczas 1.500 złotych w gotówce. Potem ta kwota ulegała zmianie w górę. Kolejne przestępstwo na szkodę Marianny G. miało miejsce w 2009 r. Sprawcy przyszli do niej ok. godz. 23, gdy już leżała w łóżku. Najpierw zobaczyła światło latarki w oknie, a potem był wielki huk i ktoś plądrował jej dom.
Z kolei Ryszarda Z. padła ofiarą napadu wraz z jej konkubentem. Gdy sprawcy wpadli do domu, kobieta słyszała: baby mi nie bić! Potem jeden z napastników złapał nóż z kredensu i przystawił jej do głowy. Powiedział: jak się ruszysz, to umrzesz! W obu przypadkach pani psycholog uznała jednoznaczne rozpoznanie sprawców przez osoby pokrzywdzone za budzące wątpliwości.
Oskarżeni na wolności
Do tej pory tylko jeden z pięciu oskarżonych odpowiadał z wolnej stopy. Pozostała czwórka była dowożona na rozprawy sądowe z aresztu. Od teraz wszyscy są już wolni, gdyż sąd – na wniosek obrońcy, a wbrew stanowisku prokuratora – uchylił wobec czwórki oskarżonych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Co więcej, sąd nie zdecydował się na zastosowanie zamiast aresztu tymczasowego dozoru policji, czy zakazu opuszczania kraju, mimo że obrońca oskarżonych o to wnioskował. Kolejne posiedzenie sądu zaplanowano w listopadzie.
Przed Sądem Rejonowym w Opatowie toczy się proces pięciu osób, głównie członków jednej rodziny, oskarżonych o dokonanie, w okresie od 2005 do 2011 r., kilkunastu rozbojów, włamań i kradzieży na szkodę osób starszych, często mieszkających samotnie. Sprawcy działali na terenie Radlina, Ćmielowa, Sobótki, Nikisiałki Małej, Niemienic, Michałowa, Kornacic, Ostrowca i Orłowa. Zatrzymania oskarżonych, w wieku 22-49 lat, dokonali policjanci z Wydziału Kryminalnego i Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach wraz z funkcjonariuszami z Ostrowca Świętokrzyskiego i Opatowa wsparci grupą antyterrorystyczną. Czterech mężczyzn i jedna kobieta to mieszkańcy powiatu ostrowieckiego i opatowskiego. W czasie napadów sprawcy zachowywali się brutalnie, ofiary były krępowane i bite. Zabierali im głównie pieniądze, ale także rzeczy mniej wartościowe, jak stare radia czy zegarki, a nawet żywność. Wielu z tych czynów niektórzy ze sprawców mieli dopuścić się w warunkach recydywy. W trakcie przeszukania miejsc ich zamieszkania, zabezpieczono przedmioty mogące służyć do popełniania przestępstw. Były to m. in. latarki, rękawice, łom oraz rzeczy należące do poszkodowanych. Za popełnione przestępstwa oskarżonym grozi nawet do 12 lat pozbawienia wolności. Oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i odmówili składania wyjaśnień.
Kogo widział Józef B.?
Przesłuchana przez sąd psycholog stwierdziła, że zeznania pokrzywdzonego Józefa B. były w wielu punktach rozbieżne. Nie sposób się z tym spostrzeżeniem nie zgodzić nawet mnie, postronnemu obserwatorowi. Co prawda świadek na kolejnej rozprawie ponownie twierdził, że wszystko dobrze pamięta i że mówi prawdę, to jednak trudno nie zauważyć, że pewne wątpliwości są. W toku śledztwa świadek mówił, że lepiej pamiętał wydarzenia bezpośrednio po tym, jak one zaistniały, jednak to przed sądem, a więc dużo później, podawał więcej faktów dotyczących m.in. sprawców.
Pani psycholog tłumaczyła to - o ile dobrze zrozumiałem - działaniem w sytuacji stresu. Dla Józefa B. spotkanie z osobami oskarżonymi o napad na jego osobę, było bowiem trudnym przeżyciem, wywołującym dodatkowe zdenerwowanie. Świadek działał zgodnie z mechanizmem obronnym - chciał jak najszybciej uwolnić się od sytuacji postrzeganej przez niego jako niewygodna. Tak więc te nowe, podane przez niego w sądzie szczegóły, mogły mieć podłoże emocjonalne. A co z zeznaniami złożonymi przez świadka w 2008 i 2009 r. przed organami ścigania? Pani psycholog podtrzymała swą opinię sporządzoną dla potrzeb prokuratury. Wtedy stwierdziła, że na kształt złożonych przez niego zeznań, wpływ - jeśli dobrze zrozumiałem - mogły mieć czynniki modyfikujące percepcję, zapamiętywanie i odtwarzanie. Zatem należy z ostrożnością podchodzić do tego, co wówczas świadek zeznał.
Rozbieżności w zeznaniach Józefa B. mogły wynikać z kontekstu sytuacyjnego. Otóż oba napady miały miejsce w nocy, sprawcy byli zamaskowani. Świadek wybudzony ze snu i obawiający się o swe życie, zareagował emocjonalnie. Do tego trzeba dodać inne czynniki, a więc to, co o tym zdarzeniu usłyszał od innych, a mianowicie, że sprawcy mogli pochodzić z Ożarowa. Sędzia zapytał panią psycholog, jak można wyjaśnić to, że świadek podczas okazania na policji rozpoznał jednego z oskarżonych jako sprawcę, a w czasie rozprawy uznał go za osobę nie związaną ze sprawą? Pani psycholog odpowiedziała, że to również budzi jej wątpliwości.
Niewiarygodne kobiety?
Rozbieżności w zeznaniach sąd stwierdził również w przypadku 86-letniej Marianny G. oraz 61-letniej Ryszardy Z. Mieszkanka Sobótki padła ofiarą groźnych przestępców w 2005 i 2009 r. Za pierwszym razem do jej domu weszły trzy kobiety i jeden mężczyzna. Jak zeznała, straciła wówczas 1.500 złotych w gotówce. Potem ta kwota ulegała zmianie w górę. Kolejne przestępstwo na szkodę Marianny G. miało miejsce w 2009 r. Sprawcy przyszli do niej ok. godz. 23, gdy już leżała w łóżku. Najpierw zobaczyła światło latarki w oknie, a potem był wielki huk i ktoś plądrował jej dom.
Z kolei Ryszarda Z. padła ofiarą napadu wraz z jej konkubentem. Gdy sprawcy wpadli do domu, kobieta słyszała: baby mi nie bić! Potem jeden z napastników złapał nóż z kredensu i przystawił jej do głowy. Powiedział: jak się ruszysz, to umrzesz! W obu przypadkach pani psycholog uznała jednoznaczne rozpoznanie sprawców przez osoby pokrzywdzone za budzące wątpliwości.
Oskarżeni na wolności
Do tej pory tylko jeden z pięciu oskarżonych odpowiadał z wolnej stopy. Pozostała czwórka była dowożona na rozprawy sądowe z aresztu. Od teraz wszyscy są już wolni, gdyż sąd – na wniosek obrońcy, a wbrew stanowisku prokuratora – uchylił wobec czwórki oskarżonych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Co więcej, sąd nie zdecydował się na zastosowanie zamiast aresztu tymczasowego dozoru policji, czy zakazu opuszczania kraju, mimo że obrońca oskarżonych o to wnioskował. Kolejne posiedzenie sądu zaplanowano w listopadzie.
















