Poniedziałek, 21. maja 2012

Ostatnia aktualizacja14:44:08

Gorący temat
Prawo Pod paragrafem Policjant ukarany za „działanie z premedytacją”

Policjant ukarany za „działanie z premedytacją”

Email Drukuj PDF

Sąd Rejonowy w Ostrowcu Świętokrzyskim skazał Zbigniewa S. na karę czterech i pół roku pozbawienia wolności. Byłego policjanta Prokuratura Rejonowa w Starachowicach oskarżyła m.in. o przyjmowanie łapówek od kierowców, którzy popełnili wykroczenia drogowe. -Były funkcjonariusz ostrowieckiej policji ma w sumie pięć zarzutów. Trzy dotyczą przyjmowania korzyści majątkowych, a dwa niedopełnienia obowiązków służbowych i utrudniania postępowania –mówi Prokurator Rejonowy w Starachowicach, Krzysztof Grudniewski. Akt oskarżenia obejmuje okres od sierpnia 2009 do listopada 2010 r. Zarzuty dotyczą przyjęcia od sprawców wykroczeń drogowych korzyści majątkowych w wysokości łącznej nie mniejszej niż 11,5 tysiąca złotych, w zamian za odstąpienie od czynności służbowych. Za przyjmowanie korzyści majątkowych Zbigniewowi S. grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

Gotówka, a nie flaszka
Jak ustaliła Prokuratura, Zbigniew S. był przydzielony do realizacji postępowań z kategorii spraw przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji. Pierwsza sprawa, której się podjął, a która zainteresowała Prokuraturę w Starachowicach, dotyczyła Krzysztofa, który prowadził pojazd w stanie nietrzeźwości. Zbigniew S. osobiście udał się do miejsca zamieszkania Krzysztofa. Ponieważ go nie zastał, zatelefonował do niego i kazał mu stawić się w komendzie. Do spotkania obu panów, sam na sam w gabinecie Zbigniewa S., doszło w dniu 23 września 2010 r. Policjant powiedział, że mógłby „załatwić” krótszy okres zatrzymania prawa jazdy, ale nie za flaszkę czy dwie. Stwierdził, że będzie to kosztowało 4.000 zł. Krzysztof nie tracił czasu. Łapówkę wręczył na korytarzu – w miejscu, którego nie obejmuje monitoring. Było to 40 banknotów po 100 zł.
Do kolejnego kontaktu obu panów doszło w sobotę, 2 października, na terenie komendy. W trakcie rozmowy w sprawie wydania prawa jazdy Zbigniew S. zażądał jeszcze 3.000 zł. Krzysztof potulnie się na to zgodził. Pożyczył je od syna i całą gotówkę przekazał jeszcze tego samego dnia. Było to 30 banknotów po 100 zł. Zbigniew S. wyjął z akt sprawy prawo jazdy i wręczył je Krzysztofowi. Następnie pouczył go, aby nie jeździł autem po mieście przez co najmniej miesiąc.
Pieniądze i dyktafon
Prokuratura ustaliła też, że w dniu 18 października 2010 r. Arkadiusz został zatrzymany przez patrol policji na ul. Żabiej. Prowadził pojazd w stanie nietrzeźwości. Zabrano mu prawo jazdy, a sprawę przekazano Zbigniewowi S. Rozmowa obu panów odbyła się w budynku komendy w dniu 19 października 2010 r. Obaj czekali aż swoją pracę skończy kolega z tego samego pokoju, który przesłuchiwał innego mężczyznę. Gdy tamci wyszli, Zbigniew S. zapytał Arkadiusza, ile warte jest dla niego, utracone w głupi sposób, prawo jazdy? Potem dodał: „gdyby pan chciał cokolwiek załatwić, to musi się pan liczyć z kosztami”. Wtedy Arkadiusz zrozumiał, że zwrot jego prawa jazdy może nastąpić w sposób niezgodny z prawem. Powiedział, że jest w stanie dać 2.000 zł. Zbigniew S. odpowiedział, że to za mało, bo chciał 5.000 zł. Arkadiusz jeszcze tego samego dnia przekazał mu 2.500 zł. Pozostałą część miał doręczyć nazajutrz.
Arkadiusz nie bardzo wierzył funkcjonariuszowi, dlatego wszystkie rozmowy z nim nagrywał na komórkowy dyktafon. W dniu 20 października Zbigniew S. zadzwonił do Arkadiusza z pytaniem, kiedy ten dostarczy mu pozostałą gotówkę? Umówili się w komendzie na godz. 13. Wtedy Arkadiusz przekazał Zbigniewowi S. kwotę 1.500 zł. Tyle, ile udało mu się zgromadzić. Funkcjonariusz oddał mu prawo jazdy w dniu 5 listopada, o godz. 12.
Słaba płeć w akcji
W akcie oskarżenia znalazła się też sprawa pani Haliny, która w dniu 31 października 2010 r. została zatrzymana za jazdę w stanie nietrzeźwości. Zaraz po Wszystkich Świętych udała się do komendy w celu odebrania auta. Została skierowana do Zbigniewa S. Ten przeglądał akta sprawy, po czym zapytał: „co mam zrobić?” W końcu wyraźnie powiedział, że wszystko da się załatwić za… 500 zł. Pani Halina miała przy sobie 100 zł, które od razu przekazała Zbigniewowi S. Resztę miała dostarczyć do godz. 14. Uczyniła to pół godziny przed wyznaczonym jej czasem.
Namierzyli go koledzy
Sprawa Zbigniewa S. wypłynęła na wierzch dzięki operatywności ostrowieckich policjantów, którzy dokonywali wewnętrznej kontroli. Okazało się, że ich kolega nagle zaczął zachowywać się w sposób niewłaściwy. Nie zachowywał terminów procesowych w prowadzonych sprawach, a ponadto zaginęły gdzieś akta sprawy wspomnianego Krzysztofa.
-Wdrożona z polecenia zastępcy komendanta kontrola postępowań z listopada 2010 r. ujawniła, że w 25 postępowaniach dotyczących zdarzeń drogowych, zarejestrowanych od września do listopada 2010 r., były zaniedbania – stwierdził prokurator.
Najlepszy pracownik i mowy końcowe
Na rozprawie poprzedzającej ogłoszenie wyroku zeznawał m.in. ówczesny przełożony Zbigniewa S. Naczelnik wydziału dochodzeniowo –śledczego powiedział, że jest zaskoczony tym, co się stało. Zbigniew S. bowiem był jego najlepszym pracownikiem, chwalonym zarówno przez niego, jak i kolegów. Miał nawał pracy, prowadził rocznie 300 -400 dochodzeń.
Prokurator wniósł o uznanie Zbigniewa S. za winnego popełnienia zarzucanych mu czynów i zażądał dla niego kary łącznej 6 lat pozbawienia wolności oraz przepadku korzyści majątkowych w kwocie 11,5 tys. zł na rzecz Skarbu Państwa. Ponadto wniósł o orzeczenie kary dodatkowej w postaci 10 –letniego zakazu pełnienia funkcji w organach powołanych do zapewnienia porządku publicznego.
-Zrobiłem źle, bardzo tego żałuję –powiedział Zbigniew S. Jednak kara 6 lat pozbawienia wolności oznacza rozpad mojej rodziny, która pozostanie bez środków do życia. Chciałbym prosić o karę z warunkowym zawieszeniem, bo wtedy mógłbym wystąpić o emeryturę.
Zdaniem sądu: winien
Sąd Rejonowy w Ostrowcu Świętokrzyskim uznał Zbigniewa S. winnym popełnienia części zarzucanych mu przestępstw i skazał go na karę łączną czterech i pół roku pozbawienia wolności. Sąd orzekł też środek karny w postaci przepadku na rzecz Skarbu Państwa korzyści majątkowych odniesionych z przestępstwa w kwocie 11,5 tys. zł oraz karę dodatkową w postaci 10 –letniego zakazu pełnienia funkcji w organach powołanych do zapewnienia porządku publicznego.
W tzw. ustnych motywach wyroku, sędzia Grzegorz Maruszewski stwierdził, że oskarżony przyznał się do popełnienia części przestępstw, zarzucanych mu aktem oskarżenia i że jego wina w tym zakresie, potwierdzona zebranym w toku procesu materiałem dowodowym, nie budzi zastrzeżeń.
-Nie ulega wątpliwości, że oskarżony jako funkcjonariusz nie miał prawa zabierać praw jazdy i wydawać osobom, wobec których było prowadzone postępowanie, tym bardziej, że sprawy te zostały zakończone –stwierdził sędzia.
Jeśli zaś chodzi o wręczenie korzyści majątkowej przez Halinę S., to materiał dowodowy nie daje podstaw do przyjęcia, iż wystąpiła tu jakakolwiek forma poplecznictwa. Jedyne, co można tu zarzucić, to opieszałość postępowania, za co grozi odpowiedzialność dyscyplinarna.
-Kara jest surowa, ale adekwatna do stopnia zawinienia – powiedział sędzia G. Matuszewski. Stopień szkodliwości społecznej jest w tym przypadku bardzo duży, gdyż poważnych przestępstw dopuścił się w tym przypadku ktoś, kto stał na straży porządku publicznego. Po stronie okoliczności obciążających należy uwzględnić również fakt, że było to działanie popełnione w sposób przemyślany, z pełną premedytacją. Oskarżony sam, z własnej inicjatywy, jeździł do oskarżonych i proponował swe usługi.  Według sądu, oskarżony swoim zachowaniem „splamił mundur”.
Po stronie okoliczności łagodzących sąd wymienił fakt przyznania się oskarżonego do popełnienia zarzucanych mu czynów, nie utrudnianie postępowania karnego, wcześniejszą  nieposzlakowaną opinię oraz działanie w okresie zaledwie dwóch miesięcy, a więc bardzo krótko.
-Nie wiadomo, co się oskarżonemu stało, że wkroczył na przestępczą drogę –powiedział sędzia Grzegorz Matuszewski. W toku prowadzonego przeciwko niemu postępowania, zostały prześwietlone wszystkie sprawy, jakie prowadził i nie stwierdzono większych uchybień. Wyrok jest adekwatny do stopnia zawinienia, aby w Polsce nie mówiono dłużej, że tylko ryba nie bierze.
Sędzia dodał, że nie jest to jedyna sprawa, w której spotyka się ze świadomym działaniem funkcjonariuszy. W dniu ogłoszenia wyroku sąd zwolnił Zbigniewa S. z aresztu tymczasowego. Wyrok nie jest prawomocny.