Wtorek, 7. lutego 2012

Ostatnia aktualizacja09:18:42

Gorący temat
Publicystyka Felietony Szaleńcy jadący autostradą pod prąd

Szaleńcy jadący autostradą pod prąd

Email Drukuj PDF

Dziennik „Rzeczpospolita”, ujawniając stenogramy CBA z podsłuchu czołowych polityków rządzącej partii, pokazał wszystkim Polakom, jak mało zmieniła się polska rzeczywistość po upływie kilku lat od afery Rywina. Afery, która jak wszyscy zgodnie orzekli, wstrząsnęła podstawami państwa i życiem politycznym w kraju, a będące wówczas u władzy SLD zmiotła ze sceny politycznej.

Afery, która pokazała, jak łatwo prawo w Polsce może powstawać na zamówienie określonych osób, które na tym zbijają majątki. Oczywiście kosztem państwa i całej reszty, żyjących bogobojnie Polaków, którzy brutalnie mówiąc, nie mają dostępu do koryta. Podsłuchy pokazały, jakimi marionetkami w rękach tzw. biznesmenów są politycy. Dlaczego? Bo oni w znaczący sposób finansują ich partie polityczne. Jakże niefrasobliwie zabrzmiał w tym tygodniu głos „platfomersów”, którzy przypomnieli sobie o swoim postulacie wyborczym, propozycji zakazu finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Nie wyciągają lub nie chcą, bo nie leży to w ich partyjnym interesie, wniosków z afery hazardowej.
Afera hazardowa to nie przede wszystkim ustawa o dopłatach do gier na automatach o niskich wygranych. To sobiesiakoland, jak to określił Piotr Zaręba. To system powiązań nieformalnych, o charakterze przestępczym (czytaj korupcyjnym) pomiędzy światem biznesu i światem polityki. Świetnie pokazał to na przykładzie afery hazardowej, w swobodnej wypowiedzi, podczas przesłuchań sejmowej komisji śledczej, odwołany przez Donalda Tuska, dodajmy, właśnie, za ujawnienie afery hazardowej, były szef CBA, Mariusz Kamiński. Z tego, co pod jego kierownictwem zdołało ustalić CBA, dolnośląski biznesmen, robiąc swoje interesy miał na skinięcie palca do dyspozycji w załatwianiu swoich spraw -biznesów polityków wszelkiej maści i wszelkiego szczebla. Począwszy od radnych, burmistrzów,  prezydentów miast, posłów policjantów, komendantów policji, skończywszy na wicepremierze. Szef sejmowej komisji załatwiał mu wejścia, jakie tylko chciał. Nawet Czesi są oburzeni, że dostał bez trudności pozwolenie na budowę wyciągu narciarskiego w pobliżu ich granicy w obszarze objętym ochroną - Natura 2000. Sprawa wyciągu odbiła się w ubiegłym roku szerokim echem w czeskich mediach. Tamtejsi ekolodzy i pracownicy Narodowego Rezerwatu Przyrody Bukacka, leżącego po czeskiej stronie granicy, zaalarmowali swe Ministerstwo Środowiska, że korzystający z wyciągu Winterpolu turyści niszczą rzadkie okazy roślin, wydeptując ścieżki do Masarykowej Chaty, schroniska po czeskiej stronie. Czeskie ministerstwo zażądało od swego polskiego odpowiednika wyjaśnień, dlaczego nie dokonano tzw. uzgodnień transgranicznych, sytuując wyciąg, przewożący 2,5 tys. turystów na godzinę, kilka metrów od granicy. (sic)!
Politycy z samej wierchuszki Platformy wiedzieli, bo nie było to tajemnicą, że ów biznesmen miał kontakty z mafią i prawomocny wyrok za działania korupcyjne. To właśnie, moim zdaniem, jest najważniejszą sprawą, jaką powinna się zająć komisja śledcza, powołana przez najwyższą władzę w państwie polskim - Sejm. Sprawa przecieku jest, owszem, bardzo ważna, bo świadczy o stanie polskiej klasy politycznej, ale ważniejszą jest stan polskiej demokracji, polskiej klasy politycznej. Polski samorządowej i Polski parlamentarnej, choć być może jedno z drugiego wynika w myśl zasady, że ryba psuje się od głowy.
Dziwi mnie, że śledczy z sejmowej komisji skupiają się tylko na wątku związanym z hazardem, a nie podejrzanymi kontaktami świata polityki i biznesu. Dolnośląskie powiązania, „załatwiactwo”, układy, w tle oczywiście piłka nożna... i Zbigniew Chlebowski - szef klubu parlamentarnego i szef sejmowej komisji finansów, Mirosław Drzewiecki, skarbik PO, minister sportu i wicepremier Grzegorz Schetyna.
Można mówić, jak to zrobił podczas przesłuchań Zbigniew Chlebowski, że afery hazardowej nie było, że nie było przecieku. Ale po tym, co ujawniła „Rzeczpospolita”, po serii artykułów o sposobie, w jaki budowany był wyciąg w Zieleńcu, sprawie działek w Czorsztynie, że nie ma sprawy szemranych powiązań między rządzącymi, a biznesmenami, na pasku których ci pierwsi chodzą. Że nie ma układu. Wydaje się, że w pierwszym odruchu premier przerażony skalą umoczenia w podejrzane interesy swoich najbliższych współpracowników, zażądał głów. Dziś Platforma rozpaczliwie walczy o przetrwanie, uporczywie twierdząc, że żadnej afery nie było. A na sprawę szemranych kontaktów spuszcza zasłonę milczenia. I tu tkwi sedno sprawy. Bez nazwania po imieniu raka, jaki od dwudziestu lat toczy polskie życie publiczne, nie zmieni się nic. Bo ten rak to nie tylko powiązania dolnośląskie. W mniejszym lub większym wymiarze tak się dzieje w każdym miejscu w Polsce. Jeśli politycy rządzący nie wypowiedzą zdecydowanie wojny układom, to Państwo Polskie nadal będzie państwem słabym, skorumpowanym, a o społeczeństwie obywatelskim będziemy mogli sobie tylko pomarzyć. O praworządności także. To do walki z tymi zjawiskami powołane zostało CBA. Po wyrzuceniu ze stanowiska przez Donalda Tuska, bez zaciągnięcia opinii prezydenta szefa CBA, Mariusza Kamińskiego trudno będzie oczekiwać od kolejnych szefów tej służby, że ochoczo zabierze się za ujawnianie nieprawości polityków rządzącej partii. Wydaje się, że idealnym rozwiązaniem byłoby takie właśnie, że na czele tej służby stoi ktoś z nadania partii opozycyjnej.
Nie jestem w stanie przewidzieć, czy to co dziś dowiadujemy się o rządzących, zagrozi władzy PO? A afer już było kilka. Senator Misiak, inwestor katarski, był, a go nie było, prezydent Sopotu... Dopiero wybory to pokażą, jak partię po takich incydentach oceniają Polacy? Patrząc na sondaże komu wierzą Polacy: byłemu szefowi CBA M. Kamińskiemu, czy posłowi Z. Chlebowskiemu można sądzić, że mają wyrobione zdanie. Przypomnę: 86 proc. wierzy Kamińskiemu, 91 proc nie uwierzyło Chlebowskiemu, który mówił przed komisją prawie 2 godziny, że afery nie było, a on sam jest mężem opatrznościowym Polski i Polaków.
Również ostro oceniają rzadzących internauci. Oto kilka wpisów z różnych internetowych witryn: „Państwo przeżarte przez struktury przestępcze na najwyższych szczeblach władzy, a Ty sprowadzasz to do partyjnych gierek? Na tym właśnie najbardziej zależy Platformie i platformerskim mediom, aby to wszystko sprowadzić do brudnej polityki. Dziś już nawet kieszonkowiec złapany w tramwaju wrzeszczy, że jest z PO i że chwyta go ręka w celu prowokacji politycznej. Nie wydaje Ci się, że na tym forum to jest strasznie żałosne? W każdym razie u mnie budzi niesmak”. Kolejny internauta pisze:
„Myślę, że zależy nam w tej chwili na silnej władzy, za którą poszłoby bezpieczeństwo socjalne. Przez silną władzę rozumiem silne państwo, w którym przestępca, bez względu na jego status materialny, podlega karze, a uczciwy obywatel może liczyć na opiekę organów do tego powołanych. Silne państwo, to również państwo bez korupcji. Dla mnie symbolami władzy Tuska będą: K. Olewnik, Z. Chlebowski i los M. Kamińskiego. Czy moje pragnienie o uczciwym państwie jest odosobnione? Spójrzcie na sondaż „Dziennika” o poparciu dla projektu konstytucji PiS. Weźcie pod uwagę, kto bierze udział w tych głosowaniach. Spokojnie patrzę na zbliżające się tegoroczne i przyszłoroczne wybory. Czy uważacie, że społeczeństwo nie dostrzega z jednej strony tragedii w służbie zdrowia, a z drugiej wspaniałego doktora G., którego Ziobro musiał przepraszać, bo okazało się, że w kopertach miał laurki od dzieci, a nie kasę? Oczywiście liczę się z tym, że moje nadzieje mogą się okazać zupełnie płonne. Ale wówczas uwierzę, że żyję w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, a cała ekipa skupiona wokół Kataryny (przypis mój internauta ma na myśli blog www. kataryna. blox. pl. Polecam wszystkim czytelnikom) to szaleńcy jadący autostradą pod prąd. Pozostanie wtedy tylko docisnąć pedał gazu...” Kolejny internauta pisze: ”Być może komisja hazardowa niewiele wyjaśni, ale już teraz odsłoniła przed opinią publiczną, skrywaną głęboko przez najważniejszych ludzi w PO porażającą prawdę, że wszyscy siedzą w kieszeni cwaniaczka Sobiesiaka. To on jest głównym rozgrywającym w tej partii i kręci jej działaczami jak marionetkami w załatwianiu własnych interesów. Jest pytanie: co w zamian otrzymuje PO, podejrzewam, że nie tylko dobre słowo. A miało być tak pięknie, PO miała kierować się najwyższymi zasadami moralnymi, jakich nie przestrzegał dotąd żaden z byłych rządów. Mimo wściekłych ataków na ministra Kamińskiego i obrzucanie go błotem jakoś dziwnie się dzieje, że nie chce się ono go trzymać.
W dwóch kolejnych programach Minęła dwudziesta z 20 i 21stycznia w sondażach SMS-owych ochroniarzowi zła Kamińskiemu wierzy 86 %, a Chlebowskiemu - człowiekowi, który wszystkie siły poświęca obronie interesów państwa, po jego przesłuchaniu w komisji hazardowej wierzy 9%. Osobną sprawą jest przewodniczący komisji hazardowej poseł Mirosław Sekuła, który pokazuje telewidzom jak działać, by prawda nie ujrzała światła dziennego. Gdy widzę jak prowadzi on pracę komisji, to od razu pojawiają się we mnie odruchy wymiotne. Mam nadzieję, że ten pan nie tylko nigdy więcej nie zasiądzie w ławach sejmowych, ale wyborcy nigdy więcej nie dopuszczą, by taki człowiek w przyszłości pełnił jakiekolwiek funkcje państwowe, czy społeczne”. I to ostatnie zdanie niech będzie puentą mojego komentarza.