Środa, 8. lutego 2012

Ostatnia aktualizacja09:18:42

Gorący temat
Publicystyka Felietony Opowieść red. Gadomskiego co w Polsce jest, a co nie jest legalne

Opowieść red. Gadomskiego co w Polsce jest, a co nie jest legalne

Email Drukuj PDF

Pewnie nigdy nie dotarłabym do tekstu w „Gazecie Wyborczej”, gdyby nie „Anty-salon”, niedzielny program Rafała Ziemkiewicza w TVN Info. Jak dotąd żaden z dziennikarzy, poza gospodarzem programu, nie zwrócił uwagi na skandaliczną wymowę tego tekstu.

Doczekałam z niecierpliwością do poniedziałku i odnalazłam w sobotnio- niedzielnym wydaniu „Gazety Wyborczej” felieton polityczny Witolda Gadomskiego, zatytułowany „ Normalne stosunki biznesu z polityką”. Wymowa felietonu jest oburzająca. Czołowy publicysta, jednej z najbardziej opiniotwórczych polskich gazet lekkim piórem rozgrzesza sposób, w jaki biznesmen z Dolnego Śląska, mając na usługach polityków partii rządzącej, liderów PO -pana Chlebowskiego i pana Drzewieckiego przed uzyskaniem stosownych pozwoleń, rozpoczyna inwestycję w sferze przygranicznej, w obszarze Natura 2000. (Wiedzę tą mamy na postawie stenogramów z podsłuchów CBA i kilku publikacji prasowych) Przypomnijmy, że do tej pory nie ruszyła budowa obwodnicy Augustowa, właśnie ze względu na to, że miała biec przez teren położony na obszarze zaliczanym do Natury 2000. W pierwszym wypadku chodzi o wyciąg narciarski, w drugim zaś o bezpieczeństwo tysięcy, czy dziesiątek tysięcy ludzi. Bez stosownych zezwoleń pod topór idą 150 -letnie drzewa, a asystent ministra w rządzie PO, niejakiego Drzewieckiego biega po ministerstwach i instytucjach, by panu biznesmenowi załatwić stosowne pozwolenia, wówczas, gdy już inwestycja w Zieleńcu idzie pełną parą. Jako, że wszystko to dzieje się w strefie przygranicznej, Czesi protestują i nie mogą się nadziwić takiemu procederowi.
Te właśnie działania w swoim „felietonie politycznym” redaktor Gadomski, czołowy spec od spraw gospodarczych „Gazety Wyborczej”, uznaje za całkowicie normalne i usprawiedliwione. Mało tego, ma za złe swoim kolegom po fachu, którzy krytykują ten skandaliczny proceder, łamania prawa przez biznesmenów, którzy są znajomymi rządzących polityków, różnych szczebli do stanowiska wicepremiera włącznie.
Ale oddajmy głos autorowi. Redaktor Gadomski, przypomnijmy czołowy publicysta gazety wielce szacownego redaktora Michnika, który nagrał Rywina, pisze:”Media z oburzeniem opisują pomoc udzielaną przez urzędników i polityków firmie Winterpol, budującej w Sudetach ośrodek wypoczynkowy z nowoczesnymi wyciągami. Jedna z gazet podkreśla, że wyciągi mają podgrzewane siedzenia, co  dziennikarzom wydaje się okolicznością szczególnie obciążającą. Dzięki przychylności rozmaitych instytucji formalności przy budowie były załatwiane od ręki, a czasami urzędnicy akceptowali dokonane wcześniej przez inwestora działania, wydając stosowne decyzje z datą wsteczną. Dla skrupulatnego kontrolera była to zatem samowola budowlana legalizowana dopiero po fakcie. Taką interpretację przedstawił podczas przesłuchania przed komisją śledczą Mariusz Kamiński, który nie posiadał się z oburzenia dlatego, że inwestycja powstała w rekordowym tempie. Nie jestem naiwny i rozumiem, że pomoc urzędników udzielona właścicielom spółki Winterpol nie musiała być bezinteresowna.
Zapewne nie wszystkim biznesmenom sprzyjają w tym samym stopniu, co jest niesprawiedliwe i wypacza rynkową konkurencję. A jednak nie potrafię wykrzesać z siebie oburzenia, jakim pałają niektórzy dziennikarze i były szef CBA na biznesmena, który skrupulatnie i skutecznie zabiega o swoje interesy. Dzięki temu powstał wspaniały ośrodek wypoczynkowy o standardach zbliżonych do europejskich.
Czy za dużo mamy takich ośrodków w Polsce? To, że biznesmen działa także w branży hazardowej, nie ma tu nic do rzeczy. Jego celem jest osiąganie zysku. Że dopinguje urzędników, stara się zaprzyjaźnić z osobami mającymi wpływ na decyzje? Przecież tak się dzieje na całym świecie. Moralistom oburzającym się na samowolę budowlaną legalizowaną wstecznie umknął oczywisty fakt, że przepisy krępujące w Polsce inwestora są szczególnie uciążliwe”. Koniec cytatu.
Zgoda. W Polsce przepisy są niekorzystne dla inwestorów. Hamują wiele inwestycji i to nie tylko biznesowych, przez co rosną koszty, opóźniają zyski. Czas to pieniądz. Każdy z inwestorów ma prawo zabiegać o swoje interesy. Ale żaden podkreślam, żaden, z polityków nie może naciskać na urzędników w sprawie swojego znajomego, kupla, przyjaciela, czy też sponsora kasy partyjnej. Nie ma prawa żądać, by legalizowano samowole budowlane. Prawo jest prawem w jednakowym stopniu obowiązującym przeciętnego Kowalskiego, posła, premiera, prezydenta, czy znajomego polityków. Poseł natomiast powinien w procesie legislacji zmieniać prawo, wychodząc i inicjatywą ustawodawczą, tak by nie było w nim absurdów i by sprzyjało ludziom i rozwojowi przedsiębiorczości w Polsce. A redaktor nie ma prawa rozgrzeszać nagannego, by nie powiedzieć kryminalnego, zachowania polityków i nielegalnych lobbystów. Publicznie dzielić Polaków na równych i równiejszych. To straszne, że po dwudziestu latach są elity, które w dalszym ciągu uznają, że rzeczą normalną w biznesie jest to, że pierwszy milion należy ukraść. Że są redaktorzy, którzy uważają, że nierówność obywateli w stosunku do prawa w państwie demokratycznym nie jest rzeczą naganną. Żaden ośrodek wypoczynkowy o standardach zbliżonych do europejskich nie jest w stanie rozgrzeszyć nagannego zachowania polityków, mających w swych rękach wpływ na władzę.
Polemizując z szanownym redaktorem opiniotwórczej „Gazety Wyborczej” przypomina mi się dramat mojego znajomego, który pracując za granicą, podczas swego krótkiego urlopu w Polsce chciał szybko zmodernizować i rozbudować dom swoich rodziców. Przede wszystkim chodziło o przystosowanie go do potrzeb swojej niepełnosprawnej, poruszającej się na wózku, matki. Remont rozpoczął na dwa dni przed uprawomocnieniem się się decyzji administracyjnej. Życzliwy sąsiad doniósł do odpowiednich organów. Odwołania do najwyższych instytucji Państwa Polskiego niewiele dały. Nakaz burzyć, burzyć mimo, że groziło to zawaleniem całego domu. Samowola budowlana, więc nie ma przeproś. Trzeba burzyć! Ojciec znajomego, żołnierz AK nie mógł zrozumieć dlaczego. Tylko dlatego, że dwa dni przed uprawomocnieniem się decyzji syn zaczął remont. Nieważne, chora matka, starzy samotni rodzice, konieczność emigracji za chlebem. Prawo jest prawem. Złamane rodzi dla jego  nieprzestrzegających określone konsekwencje. Ale co los zwykłego człowieka może obchodzić takiego wielkiego redaktora jak redaktor „Gazety Wyborczej”. Biznesmen może korzystać, pod warunkiem, że je ma ze swoich „znajomości” i o te znajomości zabiegać. Zwykły Kowalski musi żyć lega artis, jeśli nie to za łamanie prawa słono płacić. Nawet dorobkiem swojego całego życia. Zaś zdaniem red. Gadomskiego tyko niektórzy mogą liczyć na urzędniczą przychylność. Wyłącznie ci, którzy mają dobrze znane w Polsce znajomości. Red W. Gadomski konkluduje, cytuję,: „A w Polsce od kilku lat panuje absurdalna atmosfera podejrzliwości w kontaktach polityków z biznesem. To jest właśnie nienormalne”. Moja konkluzja zaś jest taka oto: Powiem brzydko panie redaktorze, niech pan nie „leci w kulki”. Niech pan nie uważa swoich czytelników za ludzi głupich. Nienormalne są kontakty mające znamiona zachowań korupcyjnych, nepotyzmu, czy przymykania oka na łamanie prawa. Wszystkie inne są rzeczą naturalną. Mało tego, istnieje w sejmie legalna procedura lobowania na rzecz konkretnych rozwiązań. Nie załatwia tego żaden Rychu, Zbychu, czy Miru, ale komisje sejmowe. Wszak partie polityczne reprezentują interesy określonych grup społecznych, stąd różnorodność ugrupowań politycznych. Ale standardem w państwie demokratycznym, w państwie prawa jest to, że takie wpływy są przezroczyste i jawne i z działaniami łamiącymi prawo nie mają nic wspólnego.