Polskę dotknęła wielka tragedia. W jednej sekundzie straciliśmy kilkadziesiąt osób, naszych rodaków. Osób, które miały bardzo duży wpływ na losy nas wszystkich. Które w naszym imieniu rządziły i odpowiadały za naszą Ojczyznę, także za jej bezpieczeństwo.
Wśród tych, którzy zginęli w katastrofie lotniczej, była najważniejsza osoba w państwie, prezydent. Była jego żona. Byli wicemarszałkowie Sejmu i Senatu, senatorowie, posłowie, ministrowie, całe dowództwo Wojska Polskiego, naukowcy, szefowie ważnych, państwowych instytucji, biskupi i księża, członkowie Rodzin Katyńskich, legenda
Solidarności, funkcjonariusze BOR-u, obsługa rządowego samolotu. W sumie zginęło 96 osób. Tych z pierwszych stron gazet i tych dla opinii publicznej anonimowych. Zginęli na obcej ziemi. Ziemi od 70 lat przesiąkniętej krwią ponad dwudziestu tysięcy Polaków, polskiej inteligencji z zimną krwią, z premedytacją, z wyrachowaniem z rozkazu Józefa Wissarinowicza Stalina zamordowanych przez sowieckie NKWD.
Dziś znów zginęli przedstawiciele polskiej elity, lecąc na to miejsce kaźni, by uczcić pamięć polskich oficerów. Zginął prezydent, który z całą determinacją walczył o to, by świat nie zapomniał o zbrodni ludobójstwa na narodzie polskim, która na dziesięciolecia odcisnęła piętno na naszym kraju. Świat nie chciał wiedzieć, czym był Katyń. Wiedzieć nie chce i Rosja, spadkobierczyni ZSRR.W imię, no właśnie czego? Dziś słowo Katyń odmieniane jest we wszystkich językach świata. Świat usłyszał o Katyniu i przy okazji tragedii, jaka wydarzyła się na smoleńskim lotnisku.
Usłyszał i o tamtej zbrodni sprzed siedemdziesięciu laty. Dramat polega na tym, że znów Polska, my jako naród zapłaciliśmy za to ogromną cenę. Straciliśmy po raz wtóry, jak to powiedział arcybiskup Kazimierz Nycz, kwiat polskiej elity politycznej, społecznej, wojskowej. Ludzi wyjątkowych, propaństwowców, nie bojących się mówić prawd czasem niepopularnych, ale bardzo ważnych dla narodu, dla miejsca Polski w świecie. Zginęło dwóch prezydentów - Lech Kaczyński, prezydent Polski na uchodźstwie, Ryszard Kaczorowski. Zginął Prezydent Lech Kaczyński, który z determinacją walczył o pamięć i tożsamość narodową Polaków.
Wyszydzany przez wielu, zawsze wierny zasadom, które głosił. Wierny Polsce i narodowi. Szekspirowska wymowa tego zdarzenia polega na tym, że zginął lecąc tam, gdzie mógł pozostać wierny temu, w co wierzył całe życie. Czcił pamięć, czcił historię, decydującą o polskiej tożsamości i zginął tam, gdzie o tą pamięć zabiegał. Historia właściwie oceni naszego tragicznie zmarłego prezydenta. Już dziś płyną z całego świata słowa wielkie pod jego adresem.
-To był ostatni transport do Katynia – mówił jeden z dziennikarzy wracających z tego miejsca. Znów zostały zdziesiątkowane polskie elity. A naród bez elit niewiele znaczy i niewiele może. Dziś zginęło więcej polskich generałów, niż przed siedemdziesięcioma laty. Zginęli ci, którzy w dużej mierze stanowili trzon polskich elit i to z różnych z opcji politycznych. Największy cios dotknął partie opozycyjne - PiS i SLD. To źle rokuje na najbliższą przyszłość i trudno dziś przewidzieć dalekosiężne skutki tej straty. Wiele zależy od tego, czego my, jako naród podczas tej bolesnej lekcji się nauczyliśmy. A co my możemy w obliczu tej tragedii? Opłakiwać zmarłych i zastanawiać się na kruchością życia. Wierzący modlić się. A wszyscy razem zastanowić się co Bóg, Los chce nam powiedzieć, doświadczając tak dotkliwie.
Nawet w odległej nam Brazylii płaczą, ogłaszając żałobę po stracie polskiego prezydenta i kilkudziesięciu osobistości, tak ważnych dla naszego bytu państwowego i narodowego.
Głęboko poruszyły mnie słowa napisane przez Tomasza Terlikowskiego na blogu salon 24. Mam nadzieję, że autor nie będzie miał mi za złe, że je Państwu w całości przytoczę. Autor szuka sensu w bezsensowności tych śmierci. Śmierci, która nas tak poruszyła, którą opłakują nie tylko rodziny tych, którzy zginęli, ale opłakują wszyscy Polacy. T. Terlikowski pisze: ”Nie wierzę w przypadki. Szczególnie w takie przypadki. Jeśli coś takiego się wydarzyło, jeśli za jednym razem zginęło tylu wspaniałych ludzi, to ich śmierć, ich ofiara, ma jakiś sens. Nie zamierzam zgadywać jaki. To - mam nadzieję - będziemy odczytywać jeszcze przez wiele lat. A odpowiedzi poznamy już po drugiej stronie. Ale już teraz można - z ogromną ostrożnością - powiedzieć jedno. Ten znak, to wydarzenie przypomina nam, że nie mamy co liczyć na „normalność”, że nie staniemy się takim samym narodem jak wszystkie, że „święty spokój” nie jest nam pisany. Polacy, co jakiś czas, składają ogromną daninę z krwi, ofiarę Panu. I choć wydawało się, że teraz ma być inaczej, że teraz - po wielu latach - nasze elity są bezpieczne, to boleśnie przekonaliśmy się, że tak nie jest, że polska ofiara jest nadal potrzebna. I to w symbolicznych
miejscach. Takich jak Katyń. Dlaczego ta ofiara była potrzebna, dowiemy się po drugiej stronie. Dopiero Bóg sam wyjaśni nam czemu miała posłużyć ta gigantyczna narodowa tragedia. Dlaczego trzeba był znowu polskiej ofiary.
Ten brak pełnej wiedzy nie powinien jednak pozostawiać nas obojętnymi. Takie wydarzenie zawsze jest znakiem, i zawsze wymaga odczytania. Dawno nie usłyszeliśmy tak donośnej pobudki, tak mocnego apelu do nas o zaangażowanie, o walkę, tak mocnego memento mori. I teraz od nas zależy, co z tym apelem zrobimy. Od nas zależy, czy ta wielka ofiara nie pójdzie na marne. I trzeba powiedzieć jasno, jeśli zlekceważymy ten znak, jeśli nawet taka tragedia nas nie zbudzi, to... czas nam będzie umierać.
Nam, jako narodowi. Dlatego tak bardzo potrzeba nam teraz modlitwy. Za zmarłych, za ich rodziny, ale także za Naszą Ojczyznę, za nas Polaków. Byśmy potrafili odczytać ten znak. I odpowiedzieć na niego”. I jeszcze jeden wpis, jaki mnie poruszył. Historyk filozofii Aleksander Ścios pisze: „Nie ma słów na miarę śmierci. I nie potrzeba słów. Bóg chciał, by w Katyniu zginął naród. Bóg chciał, by w Katyniu naród się narodził. Ze śmierci tych, których dosięgła nienawiść. Przed 70 laty i dziś. Dlatego - nie wolno się bać. I nie wolno dopuścić zła. W naszych najnowszych dziejach nie było ważniejszego dnia, w którym tyle zależy od nas. „Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, gdyby ta większość nie zapominała, co było dla niej prawdą jeszcze niedawno, stalibyśmy się narodem wolnym duchowo już teraz. A wolność zewnętrzna czy polityczna musiałaby przyjść prędzej czy później jako konsekwencja tej wolności ducha i wierności prawdzie. Przezwyciężamy lęk, gdy godzimy się na cierpienie lub utratę czegoś w imię wyższych wartości. Jeżeli prawda będzie dla nas taką wartością, dla której warto cierpieć, warto ponosić ryzyko, to wtedy przezwyciężymy lęk, który jest bezpośrednią przyczyną naszego zniewolenia. Chrystus wielokrotnie przypominał swoim uczniom: „Nie bójcie się. Nie bójce się tych, którzy zabijają ciało, a nic więcej uczynić nie mogą.” -ksiądz Jerzy. „Nie bójcie się!”
Solidarności, funkcjonariusze BOR-u, obsługa rządowego samolotu. W sumie zginęło 96 osób. Tych z pierwszych stron gazet i tych dla opinii publicznej anonimowych. Zginęli na obcej ziemi. Ziemi od 70 lat przesiąkniętej krwią ponad dwudziestu tysięcy Polaków, polskiej inteligencji z zimną krwią, z premedytacją, z wyrachowaniem z rozkazu Józefa Wissarinowicza Stalina zamordowanych przez sowieckie NKWD.
Dziś znów zginęli przedstawiciele polskiej elity, lecąc na to miejsce kaźni, by uczcić pamięć polskich oficerów. Zginął prezydent, który z całą determinacją walczył o to, by świat nie zapomniał o zbrodni ludobójstwa na narodzie polskim, która na dziesięciolecia odcisnęła piętno na naszym kraju. Świat nie chciał wiedzieć, czym był Katyń. Wiedzieć nie chce i Rosja, spadkobierczyni ZSRR.W imię, no właśnie czego? Dziś słowo Katyń odmieniane jest we wszystkich językach świata. Świat usłyszał o Katyniu i przy okazji tragedii, jaka wydarzyła się na smoleńskim lotnisku.
Usłyszał i o tamtej zbrodni sprzed siedemdziesięciu laty. Dramat polega na tym, że znów Polska, my jako naród zapłaciliśmy za to ogromną cenę. Straciliśmy po raz wtóry, jak to powiedział arcybiskup Kazimierz Nycz, kwiat polskiej elity politycznej, społecznej, wojskowej. Ludzi wyjątkowych, propaństwowców, nie bojących się mówić prawd czasem niepopularnych, ale bardzo ważnych dla narodu, dla miejsca Polski w świecie. Zginęło dwóch prezydentów - Lech Kaczyński, prezydent Polski na uchodźstwie, Ryszard Kaczorowski. Zginął Prezydent Lech Kaczyński, który z determinacją walczył o pamięć i tożsamość narodową Polaków.
Wyszydzany przez wielu, zawsze wierny zasadom, które głosił. Wierny Polsce i narodowi. Szekspirowska wymowa tego zdarzenia polega na tym, że zginął lecąc tam, gdzie mógł pozostać wierny temu, w co wierzył całe życie. Czcił pamięć, czcił historię, decydującą o polskiej tożsamości i zginął tam, gdzie o tą pamięć zabiegał. Historia właściwie oceni naszego tragicznie zmarłego prezydenta. Już dziś płyną z całego świata słowa wielkie pod jego adresem.
-To był ostatni transport do Katynia – mówił jeden z dziennikarzy wracających z tego miejsca. Znów zostały zdziesiątkowane polskie elity. A naród bez elit niewiele znaczy i niewiele może. Dziś zginęło więcej polskich generałów, niż przed siedemdziesięcioma laty. Zginęli ci, którzy w dużej mierze stanowili trzon polskich elit i to z różnych z opcji politycznych. Największy cios dotknął partie opozycyjne - PiS i SLD. To źle rokuje na najbliższą przyszłość i trudno dziś przewidzieć dalekosiężne skutki tej straty. Wiele zależy od tego, czego my, jako naród podczas tej bolesnej lekcji się nauczyliśmy. A co my możemy w obliczu tej tragedii? Opłakiwać zmarłych i zastanawiać się na kruchością życia. Wierzący modlić się. A wszyscy razem zastanowić się co Bóg, Los chce nam powiedzieć, doświadczając tak dotkliwie.
Nawet w odległej nam Brazylii płaczą, ogłaszając żałobę po stracie polskiego prezydenta i kilkudziesięciu osobistości, tak ważnych dla naszego bytu państwowego i narodowego.
Głęboko poruszyły mnie słowa napisane przez Tomasza Terlikowskiego na blogu salon 24. Mam nadzieję, że autor nie będzie miał mi za złe, że je Państwu w całości przytoczę. Autor szuka sensu w bezsensowności tych śmierci. Śmierci, która nas tak poruszyła, którą opłakują nie tylko rodziny tych, którzy zginęli, ale opłakują wszyscy Polacy. T. Terlikowski pisze: ”Nie wierzę w przypadki. Szczególnie w takie przypadki. Jeśli coś takiego się wydarzyło, jeśli za jednym razem zginęło tylu wspaniałych ludzi, to ich śmierć, ich ofiara, ma jakiś sens. Nie zamierzam zgadywać jaki. To - mam nadzieję - będziemy odczytywać jeszcze przez wiele lat. A odpowiedzi poznamy już po drugiej stronie. Ale już teraz można - z ogromną ostrożnością - powiedzieć jedno. Ten znak, to wydarzenie przypomina nam, że nie mamy co liczyć na „normalność”, że nie staniemy się takim samym narodem jak wszystkie, że „święty spokój” nie jest nam pisany. Polacy, co jakiś czas, składają ogromną daninę z krwi, ofiarę Panu. I choć wydawało się, że teraz ma być inaczej, że teraz - po wielu latach - nasze elity są bezpieczne, to boleśnie przekonaliśmy się, że tak nie jest, że polska ofiara jest nadal potrzebna. I to w symbolicznych
miejscach. Takich jak Katyń. Dlaczego ta ofiara była potrzebna, dowiemy się po drugiej stronie. Dopiero Bóg sam wyjaśni nam czemu miała posłużyć ta gigantyczna narodowa tragedia. Dlaczego trzeba był znowu polskiej ofiary.
Ten brak pełnej wiedzy nie powinien jednak pozostawiać nas obojętnymi. Takie wydarzenie zawsze jest znakiem, i zawsze wymaga odczytania. Dawno nie usłyszeliśmy tak donośnej pobudki, tak mocnego apelu do nas o zaangażowanie, o walkę, tak mocnego memento mori. I teraz od nas zależy, co z tym apelem zrobimy. Od nas zależy, czy ta wielka ofiara nie pójdzie na marne. I trzeba powiedzieć jasno, jeśli zlekceważymy ten znak, jeśli nawet taka tragedia nas nie zbudzi, to... czas nam będzie umierać.
Nam, jako narodowi. Dlatego tak bardzo potrzeba nam teraz modlitwy. Za zmarłych, za ich rodziny, ale także za Naszą Ojczyznę, za nas Polaków. Byśmy potrafili odczytać ten znak. I odpowiedzieć na niego”. I jeszcze jeden wpis, jaki mnie poruszył. Historyk filozofii Aleksander Ścios pisze: „Nie ma słów na miarę śmierci. I nie potrzeba słów. Bóg chciał, by w Katyniu zginął naród. Bóg chciał, by w Katyniu naród się narodził. Ze śmierci tych, których dosięgła nienawiść. Przed 70 laty i dziś. Dlatego - nie wolno się bać. I nie wolno dopuścić zła. W naszych najnowszych dziejach nie było ważniejszego dnia, w którym tyle zależy od nas. „Gdyby większość Polaków w obecnej sytuacji wkroczyła na drogę prawdy, gdyby ta większość nie zapominała, co było dla niej prawdą jeszcze niedawno, stalibyśmy się narodem wolnym duchowo już teraz. A wolność zewnętrzna czy polityczna musiałaby przyjść prędzej czy później jako konsekwencja tej wolności ducha i wierności prawdzie. Przezwyciężamy lęk, gdy godzimy się na cierpienie lub utratę czegoś w imię wyższych wartości. Jeżeli prawda będzie dla nas taką wartością, dla której warto cierpieć, warto ponosić ryzyko, to wtedy przezwyciężymy lęk, który jest bezpośrednią przyczyną naszego zniewolenia. Chrystus wielokrotnie przypominał swoim uczniom: „Nie bójcie się. Nie bójce się tych, którzy zabijają ciało, a nic więcej uczynić nie mogą.” -ksiądz Jerzy. „Nie bójcie się!”
















