To co kilka dni temu rano usłyszałam w telewizji śniadaniowej TVP, mnie zmroziło. Gość programu (chyba) turysta, tego nie wiem, bo za późno zaczęłam oglądać, relacjonował, to co wczoraj zobaczył na lotnisku w Smoleńsku, na miejscu polskiej tragedii narodowej. Na terenie, do którego ma dostęp każdy, leżą rzeczy tragicznie zmarłych naszych rodaków. Polak przywiózł do kraju np. fotografię jednej ze stewardes, rękaw koszuli z charakterystyczną spinką, taśmy filmowe i zdjęcia dokumentujące to, co zobaczył.
Bezpośrednio po jego relacji stacja nadała rozmowę z byłym ministrem sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska, panem Andrzejem Czumą i posłem PiS-u (nie pamiętam jego nazwiska). Z uśmiechem na twarzy A. Czuma zapewniał o swej niezachwianej wierze w to, że Rosjanie robią wszystko w jak najlepszym porządku i możemy w związku z tym spać spokojnie. Poseł PiS był jakoś podejrzanie spolegliwy. Swego oburzenia zaś nie kryli prowadzący program. Moje oburzanie też nie ma granic.
To straszne, że oddaliśmy wszystko, co tyczy tego dramatu w ręce wcale niekoniecznie nam życzliwych władz Rosji, w ręce bądź, co bądź, byłego funkcjonariusza KGB, premiera W. Putina. To jak najgorzej świadczy o rządzie Po, o jego trosce o interes swoich obywateli. A na pokładzie Tupolewa byli przecież pierwsi z pierwszych, z prezydentem na czele. Trosce o ich godność po tragicznej śmierci, na obcej, wrogiej nam ziemi.
Gdzie są dziennikarze, którzy dziś szczególnie wnikliwie powinni patrzeć naszym władzom na ręce. Gdzie są wreszcie nasze władze? Tu idzie o pozycję Państwa Polskiego, o godność ofiar, ich rodzin i nas wszystkich. Jak w końcu „nasi dzisiejsi bracia Rosjanie” zabezpieczyli miejsce tragedii, a które przejęli wobec Polski i świata całkowitą odpowiedzialność? Właściwie brakuje mi słów, by wyrazić moje oburzenie.
Bronisław Komorowski uważa, że do informacji o szczątkach samolotu i rzeczach osobistych znajdujących się wciąż na miejscu katastrofy należy podchodzić „z umiarem”. - To nie jest wielki problem, trzeba z szacunkiem sprawę zakończyć – twierdzi. Nie dostrzegłem przejawu braku szacunku ze strony rosyjskiej, jeśli chodzi o dochowanie staranności przy zabezpieczaniu miejsca katastrofy - mówi. Ja niestety, tak. Minister Boni poinformował, że w związku ze znajdowaniem rzeczy na miejscu katastrofy, zarząd zamierza wysłać, jeżeli Rosja nie się zgodzą, tam polskich archeologów… Dlaczego nie zrobili tego Rosjanie, którzy mają w swych rękach wszystko, co dotyczy katastrofy? Tak, aby nikt nie miał wątpliwości, że wszystko, co w tym rejonie znajduje się po katastrofie, na pewno zostało zabezpieczone. Także z szacunku dla zmarłych. Problemu jednak nie widzi marszałek Komorowski, pełniący obowiązki prezydenta państwa. On nie widzi żadnych przejawów braku szacunku u Rosjan. A dochodzą informacje o tym, iż Rosjanie handlują, tym co znajdują na lotnisku. Jeśli nie u Rosjan, to, u kogo? Jak można zatem mówić o tym, że państwo się „spisało”, zdało egzamin w obliczu tej katastrofy?
Na szczęście opinia publiczna w dużej mierze nie jest obojętna na tragedię, która tak boleśnie dotknęła naród polski. Zbulwersowani odkryciem na miejscu katastrofy polscy turyści informację o tym, co zobaczyli, przekazywali do wszystkich instytucji, jakie przyszły im do głowy: do ambasady, Kancelarii Prezydenta, Kancelarii Premiera itd. Dotarła również do mediów. Instytucje obiecały zaangażowanie.
Efekt jest taki, jak donoszą dziennikarze „Faktu”, terenu strzeże jeden milicyjny patrol zupełnie obojętny na to, że osoby postronne nadal grzebią w ziemi wyciągając szczątki ofiar, ich rzeczy osobiste, strzępy samolotu. Ale uwaga! 9 maja sam prezydent D. Miedwiediew obiecał B. Komorowskiemu, że zadzwoni do gubernatora Smoleńska w tej sprawie!
A, ja ciągle pytam: dlaczego komisje powołane w celu zbadania katastrofy, prokuratury okręgowa i wojskowa zajmujące się tą sprawą dopuściły do tak skandalicznego zaniedbania, urągającego podstawowym regułom śledztwa? Kto za to odpowiada? To wszystko przeraża. Przedsiębiorca Albert Waśkiewicz musi zastępować polski rząd i prokuraturę. S. Graś, E. Kopacz czy sam D.Tusk zapewniali Polaków, że teren został doskonale zabezpieczony i dokładnie przeszukany, już dawno temu. Miesiąc po tragedii -pielgrzymujący na miejscu naocznie przekonują się o tym, że to nieprawda, a to, co zobaczyli, ich poraziło.
Rodzi się smutna refleksja. Najpierw rząd nie potrafi zorganizować bezpiecznego przylotu, przejąć śledztwa w najważniejszej dla Polski sprawie, a teraz nawet miejsca katastrofy, gdzie jeszcze znaleźć można szczątki ciał Polaków zabezpieczyć nie potrafi. Rosjanie mają w swych rękach wszystkie dowody dotyczące katastrofy. Mówią na temat jej przyczyn, a właściwie nic nie mówią, a powiedzą tylko wówczas, gdy będą chcieli. Na razie wysuwanych jest setki hipotez, mniej lub bardziej prawdopodobnych, które wywołują fale spekulacji w Polsce. Zastanówmy się przez chwilę na tym, jaką potężna bronią dysponuje dziś W. Putin, a która może być użyta podczas kampanii prezydenckiej. W białych rękawiczkach, cedząc informacje o przyczynach katastrofy może, powtarzam może, ustawić nam scenę polityczna na następne lata.
Zapraszając D. Tuska na siódmego kwietnia do Katynia, tę grę rozpoczął, a polski rząd dał się w to wciągnąć. Niech puentą mojego tekstu będzie wpis Internauty Ryjaka na blogu Salon24; Ryjek zauważa:”To już nie ma znaczenia. Najważniejsze jest to, że Putin zapraszając premiera 7.04. do Katynia, skutecznie stał się stroną polskiego konfliktu. Dokładniej mówiąc, premier, który przyjął to zaproszenie, wpuścił Rosję do polskiej polityki wewnętrznej. 10.04. miała miejsce katastrofa. Analizując sytuację na zimno muszę powiedzieć, że nie ma znaczenia czy był to zamach czy wypadek. Skutek jest przede wszystkim taki, że Rosja, jako prowadząca śledztwo uzyskała władzę nad polską polityką wewnętrzną, szczególnie w trakcie wyborów prezydenckich. Ekipa premiera, nie oceniając jej pierwotnych intencji, jak zaczarowana, nie podjęła jakichkolwiek działań, by państwo polskie było podmiotem śledztwa. Wydaje się, że ważne dla niej jest tylko zwycięstwo w walce wewnętrznej. Druga strona koncentruje się na przeżyciu i wyjaśnianiu przyczyn katastrofy. A Rosja jak w XVIII wieku (wtedy strzegła praw Rzeczypospolitej) zdobyła sobie pozycję arbitra, który ustala zasady gry jak chce (czytaj tak jak widzi swój interes).
Co z tego wyniknie, nie wiem, ale wszystko zmierza w fatalnym kierunku.
















