Jeden ze znanych socjologów, dodajmy nie kochanych przez lewaków, profesor Zdzisław Krasnodębski mówi, że w zawierusze receptowej rządowi chodzi o rozpraszanie niezadowolenia społecznego i napuszczanie jednej grupy społecznej, czy zawodowej na drugą. Po kibicach, przyszła pora na lekarzy, których Donald Tusk obarcza odpowiedzialnością za bałagan z receptami i listą refundowaną.
A ja pytam dlaczego nie ma komputeryzacji w służbie zdrowia. Dlaczego w systemie komputerowym nie ma wykazów osób ubezpieczonych i wszelkich innych danych, by bez żadnych problemów prawidłowo wypisać receptę przez lekarza, do którego chory się udaje. W głowę zachodzę czemu zamiast obciążać lekarzy, grożąc dotkliwymi sankcjami za pomyłki nie przygotowano prostego systemu komputerowego, choć przecież w rządzie mamy ministra do spraw informatyzacji kraju, w którym można byłoby błyskawicznie sprawdzać, kto jest jak ubezpieczony i jaka zniżka mu się należy.Tak miało być, gdy wprowadzano reformę zdrowotną. Tak próbował zrobić A. Sośnierz na Śląsku, wprowadzając karty czipowe dla każdego pacjenta, co uczyniłoby po kilku latach, jego doskonalenia i przystosowania do aktualnych potrzeb system opieki zdrowtnej jasnym i przejrzystym. Dodam, że A. Sośnierz był ścigany za jego wprowadzenie. Mimo, że budowa śląskiego systemu informatycznego nie została zakończona, Andrzej Sośnierz uważa, że dzięki temu rozwiązaniu można bardzo szybko zidentyfikować status bezpieczeniowy pacjenta.
Czyż byśmy mieli do czynienia z kolejną „aferą”, bo mimo wielkich nakładów w całej Polsce, poza jego zalążkiem właśnie na Śląsku, nie ruszył program rejestru usług medycznych i elektronicznych kart ubezpieczenia medycznego?
Dziś nikt nic nie wie, panuje totalny chaos, a lekarze zamiast leczyć , diagnozować i pomagać ludziom, mają być obarczani odpowiedzialnością finansową za coś, czego powinni pilnować urzędnicy państwowi i urzędnicy z Narodowego Funduszu Zdrowia. Całe szczęście, że napuszczanie pacjentów na lekarzy i kierowanie strumienia niezadowolenia społecznego z kosztów reformy na nich, nie za bardzo wyszło. Jak wskazują sondaże, ponad 70 proc. badanych Polaków popiera lekarzy.
Publicysta „Rzeczpospolitej” Piotr Zaręba słusznie zauważa: „Możliwe, że w innym momencie dziejów całą historię można by bardziej przykryć, ale to nie zmienia faktu, że w cywilizowanym kraju jedna osoba odprawiana bez własnej winy przez aptekarza, odsyłana do lekarza, to powinien być temat skandalu. A gdy są tych osób setki? Piszę to z pełną wiedzą o temacie, jako człowiek korzystający z lekarstw dla przewlekle chorych, któremu zdarzało się dowiadywać, że na przykład zapłaci „całość”, bo lekarz nie powinien wpisywać dwóch leków na jednej recepcie. A jak nie chce, może przecież „wrócić do przychodni”, gdy człowiek jest naprawdę chory, przeżywa dramat, a samo dostanie się do lekarza to w Polsce jeden z większych życiowych problemów.
Kidawa Błońska uspakaja, że każda nowa ustawa „się dociera”.”
Ja zaś mam jeszcze bardziej poważne podejrzenia, że w szumie informacyjnym, związanym ze stawianiem przez lekarzy na receptach pieczątki „refundacja do decyzji przez NFZ” chodzi także, a może nawet przede wszystkim o to, że niektóre leki dla pacjenta ubezpieczonego przestają być przez fundusz refundowane i po prostu poważnie drożeją, a uwaga! dotyczy to pacjentów przewlekle chorych, skazanych na ich dożywotnie branie, ciężko chorych, dzieci. A więc grup najsłabszych i wymagających pomocy ze strony państwa i systemu ubezpieczeń społecznych.
Jeżeli zaś chodzi o przykrywane „receptową awanturą” faktycznej podwyżki cen leków dla ubezpieczonych pacjentów to taktyka obrana przez premiera i ministerstwo zdrowia zapewne się sprawdzi, bo to, że chodzi o ukrycie podwyżek zapewne się rozmyje w medialnej nawałnicy tematów zastępczych. Lekarze się obronią, przybijając wyżej wspomnianą pieczątkę, aptekarze także. A jak może bronić się stary, schorowany człowiek, gdy po wyliczeniu kwoty do zapłaty, musi odejść z pustymi rękami od aptecznego okienka, bo go na zrealizowanie recepty po prostu nie stać? Jak może bronić się bezrobotny lub osoba zarabiająca płacę minimalną, w rodzinie którego ktoś poważnie choruje. Przeziębienie można wyleczyć czosnkiem, który i tak w ostatnim czasie nie wiedzieć czemu poważnie podrożał, ale choroby przewlekłej już nie . A poziom refundacji w Polsce już od dawna jest jednym z najniższych i najmniej korzystnych dla pacjenta w Europie. Większość dziennikarzy i komentatorów tego tematu, tak niemedialnego, jak bieda, nie podejmie. A tego czego nie ma w telewizji, to w Polsce oficjalnie nie istnieje. Niemrawa opozycja istoty problemu też jakby nie widzi, skupiając się tylko na sprawie recept. Protestować będą tylko pacjenci zorganizowani np. cukrzycy, reszta będzie płakać i płacić, a ci najbiedniejsi chorować i ... umierać, bo nie będzie ich stać na wykupienie leku.
Stawiam PO i PSL, partiom rządzącym pytanie: czy nie jest tak, że NFZ tak właśnie zapcha luki finansowe, a cały ten bałagan został wprowadzony dlatego, że rządowi brakuje pieniędzy, np. na refundację leków? Czytam, że NFZ przeznacza na refundację leków 17 proc. swojego budżetu i ani złotówki więcej. Co będzie, np. gdy te siedemnaście proc skończy się np. w listopadzie?
Mam nadzieję, że w Polsce podobnie, jak w całej Europie jest bardzo niewielkie przyzwolenie na liberalną tezę: jak nie masz pieniędzy, to umieraj. A do tego się refundacyjne cięcia zaczną sprowadzać.
Portal www.wpolityce pisze, iż według raportu międzynarodowej agencji zajmującej się finansowymi aspektami działania służby zdrowia w różnych krajach -IMS Health skutkiem wprowadzenia ustawy refundacyjnej w Polsce jest m. in.: zwiększenie wydatków polskich pacjentów na lekarstwa o 302 mln zł w skali roku, co oznacza to, że stopień partycypowania przez chorych w finansowanie leków wzrośnie z 34%-do 38%.IMH mówi także o możliwość upadku 10% aptek w Polsce. To spojrzenie kogoś z zewnątrz, renomowanej instytucji, która zajmuje się służbą zdrowia potwierdza tezę o tym, że mimo, obowiązującego w Polsce powszechnego systemu ubezpieczeń zdrowotnych rząd PO coraz więcej kosztów leczenia przerzuca na ubezpieczonych, co prowadzi do tego, że mimo teoretycznie bezpłatnego dostępu do opieki medycznej, Polacy nie będą mogli się leczyć, bo ich na to stać nie będzie.
















