Wtorek, 22. maja 2012

Ostatnia aktualizacja07:21:34

Gorący temat
Publicystyka Reportaże „Wykarczować kontrrewolucję…”. PZPR wobec stanu wojennego na przykładzie Ostrowca Świętokrzyskiego

„Wykarczować kontrrewolucję…”. PZPR wobec stanu wojennego na przykładzie Ostrowca Świętokrzyskiego

Email Drukuj PDF

Sierpień 1980 roku i powstanie NSZZ „Solidarność” wpłynęły nie tylko na głębokie polityczne zmiany w Polsce, ale także na przekształcenia w obrębie „przewodniej siły społeczeństwa”, jaką zgodnie z konstytucją PRL była Polska Zjednoczona Partia Robotnicza - mówi Paweł Gotowiecki, historyk, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktorant Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, prezes Ostrowieckiego Stowarzyszenia „Solidarność i Pamięć”. -Na początku czwartej dekady swojego istnienia, PZPR w coraz mniejszym stopniu przypominała ideową formację polskich komunistów, w coraz większym zaś zinstytucjonalizowany organ dystrybucji przywilejów wynikających ze sprawowania władzy. W naturalny sposób prowadziło to do sytuacji, w której oficjalna partyjna frazeologia, odwołująca się do haseł leninowsko – marksistowskich, coraz mocniej rozmijała się z nieprzystającą do sloganów rzeczywistością społeczną.

Kryzys w łonie partii komunistycznej z całą mocą ujawnił się w momencie podpisania porozumień sierpniowych. PZPR co prawda zachowywała polityczny monopol, ale jednocześnie została zmuszona do wyrażenia zgody na ograniczony „pluralizm społeczny”. W konsekwencji doprowadziło to do powstania alternatywnego ośrodka władzy w Polsce – budowanego oddolnie ogólnopolskiego ruchu „Solidarności”. Ruchu, który w latach 1980 – 1981 nie tylko stanął w opozycji do partii „robotniczej”, ale z całą wyrazistością odsłonił jej fasadowość i postępującą degrengoladę.
Choć niemała część członków PZPR była skłonna zaakceptować określoną formę koegzystencji z „Solidarnością”, wąskie grono decydentów partyjnych kompromis traktowało od samego początku jako daleko przejściowy. Jak zauważa Jerzy Holzer, w sierpniu 1980 r. „partia nie tyle określiła swą linię polityczną, ile w przerażeniu, chaosie i dezorientacji ustępowała sytuacji przymusowej”, stąd od samego początku „w ośrodkach dyspozycyjnych i aparacie władzy dominowały dążenia do wycofania się z porozumień przy każdej możliwej okazji, zmuszenia społeczeństwa do uległości, przywrócenia nieograniczonego panowania partii”.
Problemem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej nie była tylko walka o „rząd dusz” z „Solidarnością”, ale towarzyszący tej walce wewnętrzny ferment w obrębie obozu władzy. Partia nigdy nie była monolitem, a wewnętrzne konflikty ze szczególną ostrością ujawniały się w okresach zawirowań politycznych. Podobnie rzecz się miała w latach 1980 – 1981, kiedy ujawnił się dość silny ruch reformatorski. „Struktury poziome”, usiłujące zaszczepić w łonie PZPR zaczyn wewnątrzpartyjnej demokracji, były wyzwaniem rzuconym obowiązującej koncepcji leninowskiego centralizmu demokratycznego. W oczach partyjnych dogmatyków postulowane zmiany były nie mniej niebezpieczne niż „kontrrewolucja”, gdyż w podobny sposób groziły zachwianiem systemu i utratą władzy.
Okres 1980 – 1981 był więc dla Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej czasem szczególnie intensywnych napięć – zarówno na polu rywalizacji z „Solidarnością”, jak i w walce o linię partyjną. Wpływało to destrukcyjnie na spoistość obozu władzy, a jednocześnie było przesłanką do szukania rozstrzygnięć, które ową spoistość będą w stanie przywrócić. Wydarzenia bydgoskie z marca 1981 r. pokazały, że zachowanie posierpniowego consensusu staje się coraz mniej możliwe. IX Nadzwyczajny Zjazd PZPR w lipcu 1981 r. co prawda zachował stan względnej równowagi między partyjnymi konserwatystami a zwolennikami ograniczonej demokratyzacji (a nawet w delikatny sposób potwierdzał reformatorskie tezy partyjnych liberałów), zasadniczo jednak nie wpłynął na linię polityczną Partii. Ta zaś kształtowana była, zwłaszcza po wydarzeniach marcowych, w dużej mierze przez poczucie zagrożenia. Jak obrazowo zauważył historyk, „przedstawiciele nurtu konserwatywnego, nie demonstrując aktywności, przygotowywali się w półmrocznej głębi sceny politycznej do odegrania roli obrońców socjalizmu”.
Sceneria wydarzeń mających miejsce w II połowie 1981 roku coraz bardziej przypominała pole permanentnego konfliktu, a mnożące się zadrażnienia na linii władza – „Solidarność” każdorazowo groziły przerodzeniem się rywalizacji w otwarte starcie. Sekwencja wydarzeń przynajmniej od wiosny 1981 r. zmierzała do zaostrzenia sporu a punkt krytyczny, w którym obie strony konfliktu znajdą się na pozycjach bez odwrotu, niebezpiecznie się przybliżał. „Ciężar historycznych doświadczeń oraz świadomość misji jaka przypadła „Solidarności” nie pozwalały zatrzymać się w miejscu wyznaczanym przez ograniczenia ustrojowo – polityczne. Związek ich nie akceptował. Formułował program konferencyjny, wykraczający poza koncesjonowane przez partię ramy”.
Na Kielecczyźnie, podobnie jak w pozostałych częściach kraju, PZPR przeżywała w latach 1980 – 1981 duże problemy wewnętrzne, zaś aparat partyjny zaangażowany był w otwartą rywalizację z „Solidarnością”. Należy przy tym zwrócić uwagę na fakt, że w kierownictwie świętokrzyskiej „Solidarności” PZPR miała bardzo znikome wpływy – choć do związku należało w połowie 1981 r. około 30 000 działaczy partyjnych (ponad 1/3), to w Zarządzie Regionu Świętokrzyskiego NSZZ „Solidarność” nie znalazło się miejsce dla nawet jednego działacza z legitymacją PZPR (natomiast wśród 25 delegatów na I Krajowy Zjazd „Solidarności” tylko jedna na 25 osób była członkiem Partii). Wydaje się, że było to w dużej mierze wynikiem zdominowania wojewódzkich władz partyjnych przez konserwatystów i sukcesywnego wykluczania z PZPR przychylnych „Solidarności” działaczy. Proces ten można zilustrować na przykładzie stanowiącej temat niniejszego referatu instancji partyjnej w Ostrowcu Świętokrzyskim. W przeciągu roku 1981 zostali wydaleni z PZPR (jeżeli wcześniej sami nie złożyli rezygnacji) niemal wszyscy liderzy ostrowieckiej „Solidarności”. Jako jedni z ostatnich zostali usunięci – bardzo aktywni w działalności związkowej – Edward Kulig (11 listopada 1981 roku) i Bruno Śledziński (2 grudnia 1981 roku). Z kolei – patrząc z drugiej strony – najwyższy rangą działacz PZPR (członek Komitetu Centralnego) przynależący do „Solidarności” – Czesław Stępień, złożył legitymację związkową w dniu 9 grudnia 1981 r. Swą decyzję uzasadnił wzrastającym upolitycznieniem „Solidarności”.
Analizując oficjalne i nieoficjalne dokumenty partyjne z lat 1980 – 1981, wypada stwierdzić, że ostrowieckie struktury partyjne znajdowały się w tym czasie w niemal ciągłej defensywie, a ich kondycja z grubsza odpowiadała ogólnemu stanowi nieładu, który dotknął Partię w dobie „Solidarności”. Wydaje się, że podstawowym problemem, przed jakim stanęła ostrowiecka PZPR, był stan ilościowy i jakościowy własnych szeregów, objawiający się m. in. ciągłym rachowaniu ilu członków Partii przystąpiło do kolejnych strajków organizowanych przez „Solidarność”. W wewnętrznych dyskusjach nie brakowało niekiedy bardzo krytycznych opinii. Symptomatyczna była dyskusja podczas posiedzenia Egzekutywy Komitetu Miejskiego w dniu 14 stycznia 1981 r., podczas której kolejni prelegenci wymieniali „grzechy” aparatu partyjnego, w tym: bierność w postawie społeczno – politycznej, brak inicjatywy, apatię, wątpliwą postawę w miejscu zamieszkania, słabe uczestnictwo w szkoleniu partyjnym, nadużywanie alkoholu.
Istotnym elementem rywalizacji PZPR z „Solidarnością” była walka o zachowanie jak największych wpływów w zakładach pracy, a więc miejscach, gdzie dochodziło do największego styku interesów władzy i potężnego związku zawodowego. Z tej perspektywy nawet z pozoru rozwiązywalne spory, jak sprawa likwidacji Technikum dla Przodujących Robotników przy Hucie im. M. Nowotki, przybierały charakter wojen o pryncypia. Ostre stanowisko „Solidarności” spowodowało, że Komitet Zakładowy PZPR w specjalnej uchwale wezwał dyrekcję do uczynienia wszystkiego, aby nie dopuścić do likwidacji szkoły Do szczególnie ostrych zadrażnień dochodziło w przypadkach prób wpływania „Solidarności” na obsadzanie stanowisk dyrektorskich, w tym w szczególności przy usiłowaniu odwołania dyrektorów cieszących się zaufaniem Partii. Do najgłośniejszej tego typu sprawy doszło wiosną 1981 r. w ostrowieckim MPK, gdzie po incydencie związanym ze skuteczną próbą złamania solidarnościowego strajku, doszło do odwołania dyrektora Józefa Sajdy pod presją związkowców. Sprawa była na tyle głośna, że oparła się aż o Biuro Polityczne KC PZPR. Jest rzeczą oczywistą, że tego typu incydenty wyzwalały emocje po obu stronach politycznego sporu. W jednym ze sprawozdań Komitetu Miejskiego PZPR w Ostrowcu Świętokrzyskim w odniesieniu do lat 1980 – 1981 pisano: „W kraju rozpętano psychozę strajkową, marsze głodowe, demonstracje i anarchię. Szerzyły się coraz to nowe, najwymyślniejsze formy protestów, wzmagał się terror psychiczny wobec członków partii i aktywu”. Trudno powyższy fragment uznać za li tylko specyficzną retorykę używaną przez komunistów – myślę, że w dużej mierze oddawał on stan umysłów ludzi wystawionych na pierwszą linię walki z „reakcją”. Przebijające z tekstu emocje częstokroć swoje ujście miały znaleźć w stanie wojennym.
13 grudnia 1981 r., uchwałą Rady Państwa, z naruszeniem Konstytucji PRL, został wprowadzony w Polsce stan wojenny. Rozpatrując to wydarzenie z perspektywy dziejów aparatu władzy w Polsce, 13 grudnia należy określić jako zwieńczenie kilkumiesięcznego procesu przejmowania rządów w państwie przez wojsko. Powołanie pozakonstytucyjnej Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego było namacalnym potwierdzeniem diagnozy mówiącej, że Partia nie jest w stanie, przy użyciu dotychczasowych środków, dłużej stać na straży „socjalistycznej ojczyzny”. Jeżeli więc stan wojenny stanowił istotną cezurę w historii społeczno – politycznej PRL, to równocześnie był kolejnym – jak się miało okazać, ostatnim – punktem zwrotnym w historii Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
W Kieleckiem, gdzie, jak wzmiankowano powyżej, nie doszło do głębszego przenikania struktur „Solidarności” i PZPR na szczeblu kierowniczym, aparat partyjny w przeważającej mierze zaakceptował wprowadzenie stanu wojennego. W konsekwencji prowadziło to do „miękkiego” wprowadzania politycznych zmian na obszarze województwa. Charakterystycznym przykładem symbiozy wojska i Partii była osoba szefa Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego w Kielcach płk. Stanisława Iwańskiego – jednocześnie członka Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Przeciw wprowadzeniu stanu wojennego z małymi wyjątkami nie zaprotestowała także „Solidarność”, a KW PZPR w Kielcach mógł już 16 grudnia 1981 r. zakomunikować Komitetowi Centralnemu, że w województwie kieleckim „panuje spokój”.
Jedynym miejscem na obszarze Kielecczyzny, w którym doszło do solidarnościowego strajku przeciw wprowadzeniu stanu wojennego, była Huta im. M. Nowotki w Ostrowcu Świętokrzyskim. Mający miejsce w dniach 13 – 15 grudnia strajk w Hucie był nie tylko zaakcentowaniem znaczenia hutniczej „Solidarności”, ale równocześnie swoistym przeglądem ostrowieckich kadr partyjnych. Strajk zakończył się, dzięki mediacji dyrektora naczelnego Huty Adama Śniadowskiego, a także koncyliacyjnej postawie zarówno dowodzącego siłami wojskowo – milicyjnymi płk. Stanisława Iwańskiego, jak i przywódców protestu, pokojowym opuszczeniem huty przez strajkujących robotników niedługo po północy 15 grudnia.
Analizując szczegółowo sekwencję wydarzeń w dwóch pierwszych dniach stanu wojennego, można bez większego ryzyka postawić tezę, że PZPR została wprowadzeniem strajku zaskoczona i zdezorganizowana. W okresie trwania strajku nie doszło do żadnych istotnych prób przeciwdziałania związkowemu protestowi ze strony zorganizowanych grup partyjnych. Przyczyny bierności tłumaczył I sekretarz hutniczego Komitetu Zakładowego PZPR Bolesław Rybak: „W wyniku internowania nie ujęto prawie całej Komisji Zakładowej. Ludzie ci już o godzinie 5.30 byli w Hucie, a więc wtedy, kiedy my jeszcze o niczym nie wiedzieliśmy. Działali w sposób budzący współczucie załogi. Opowiadali o brutalnym traktowaniu ich kolegów, wyrażaniu uczuć, wyważaniu drzwi. Aktyw partyjny był nieprzygotowany, nie znał sytuacji. Nie było łączności ani informacji. Niepotrzebnie ściągnięto mnie i dyrektora na naradę do KW PZPR, pozbawiło nas to wpływu na rozwój sytuacji (...). Na członkach partii zastosowana była ogromna presja psychiczna. Strajkowali bo nie mieli wyjścia”. Nieco bardziej krytyczne było oficjalne sprawozdanie Egzekutywy Komitetu Miejskiego: „Niestety siła przekonywania aktywu okazała się zbyt słaba, a co gorsza świadomość polityczna i dyscyplina pewnej części aktywu partii zbyt niska. Do strajku przystąpiła bowiem również pewna część członków PZPR, a niektórzy z nich byli nawet jego aktywnymi uczestnikami”.
Nie wszyscy członkowie PZPR ulegli wzmiankowanej w raportach psychozie. Oprócz ludzi chwiejnych, wystraszonych oraz niemałej liczby koniunkturalistów, wciąż byli w Partii także ideowi komuniści, zdeterminowani bronić „zdobyczy socjalizmu”. W siedzibie Komitetu Miejskiego rankiem 13 grudnia zgromadziło się około 150 aktywistów partyjnych, w tym odkomenderowani do tego grona oficerowie LWP. W skład Grupy Samoobrony (taka przewrotna, ale dużo mówiąca nazwa widnieje w partyjnych dokumentach) weszli zaufani członkowie Partii niebędący członkami „Solidarności”. Stanisław Król, swój staż partyjny wywodzący jeszcze z PPR, chyba szczerze wspominał: „Liczono się z tym, że ci członkowie Partii w każdej chwili mogą zostać uzbrojeni”. Do uzbrojenia członków PZPR ostatecznie nie doszło, ale towarzyszące wprowadzeniu stanu wojennego nastroje dobrze oddają złożoność sytuacji społeczno – politycznej rankiem 13 grudnia. Aktywiści PZPR średniego i niższego szczebla, nie znając szczegółów operacji wprowadzenia stanu wojennego, zapewne nie czuli się dużo pewniej niż zdezorientowani atakiem członkowie „Solidarności”.
Do uzyskania przez siły partyjno – rządowe pełnej kontroli nad miastem (za wyjątkiem strajkującej huty) doszło dopiero w dniu 14 grudnia. W siedzibie Komitetu Miejskiego PZPR odbyła się wówczas narada decydentów wojskowo – partyjnych z sekretarzami poszczególnych komisji zakładowych z terenu Ostrowca i zostały wydane wytyczne w celu usunięcia z miejsc pracy wszystkich materiałów propagandowych związków zawodowych oraz zabezpieczenia pomieszczeń, dokumentów i mienia NSZZ „Solidarność”. 15 grudnia 1981 r. odbyło się pierwsze po wprowadzeniu stanu wojennego posiedzenie Egzekutywy Komitetu Miejskiego, w dużej mierze poświęcone próbie pobieżnej oceny wydarzeń z 13 – 14 grudnia.
Po zakończeniu operacji wprowadzenia stanu wojennego rozpoczął się okres rozliczeń z „wrogami socjalizmu” oraz oczyszczania własnych szeregów. Należy wskazać na dwie podstawowe przesłanki, jakie towarzyszyły „czystkom”. Pierwsza z nich miała charakter – umownie mówiąc – administracyjny i zgodnie z „Instrukcją kierowania partią w warunkach ogłoszenia stanu zagrożenia bezpieczeństwa państwa” prowadziła do wymiany kadr i zastąpienia ludzi „chwiejnych” osobami podporządkowanymi ekipie WRON i jej ekspozyturom. Tego typu czystka miała w historii ruchu komunistycznego swoje tradycje i towarzyszyła w mniejszym lub większym stopniu erupcjom niepokojów społecznych i zmianom politycznym w PRL.
Druga przesłanka rozliczeń po 13 grudnia spowodowana była przede wszystkim chęcią wzięcia odwetu za „karnawał Solidarności”. Zaostrzeniu dyskursu politycznego w drugiej połowie 1981 r. towarzyszył m. in. postulat wyprowadzenia PZPR z zakładów pracy. W Hucie im. M. Nowotki 28 października 1981 r. odbyło się referendum, w którym 48% głosujących opowiedziało się za usunięciem Komitetu Miejskiego z Zakładowego Domu Kultury.  Nic dziwnego, że aktyw partyjny dążył do wzięcia rewanżu zarówno na działaczach „Solidarności”, jak i na własnych towarzyszach, którzy zachowywali w latach 1980 – 1981 chwiejną postawę. „Po wprowadzeniu stanu wojennego i wobec bezwzględnej rozprawy z ‘Solidarnością’ odczuwali [aktywiści partyjni – P. G.] bez wątpienia Schadenfreude, ale wielu nie zamierzało na niej poprzestać, ale domagało się wyplenienia zła do końca: wyrzucenia z pracy, zwalniania ze stanowisk, masowych aresztowań, wysokich wyroków. W wielu zakładach pracy aktywiści partyjni rozbijali gabloty ‘Solidarności’, niszczyli dokumenty, wydawnictwa związkowe, po halach i korytarzach kręcili się członkowie grup partyjnej samoobrony – czy też, jak to określił szef GZP, ‘gwardii partyjnej’ – z opaskami z napisem ‘PRL’”. Warto dodać, że chęć odwetu była na tyle silna, że zapędy swych akolitów musiał w kilkukrotnych wystąpieniach hamować gen. Wojciech Jaruzelski.
Proces oczyszczania szeregów partyjnych postępował dwuetapowo. Zanim na dobre zaczęły swe prace komisje kontroli partyjnej, duży procent członków PZPR – byłych członków „Solidarności”, partyjnych liberałów, ludzi niegodzących się na realia stanu wojennego, sam zdecydował się opuścić Partię, często po prostu uprzedzając skreślenie z jej szeregów. Etapem właściwym czystek było natomiast wydalenie z PZPR. Na obszarze woj. kieleckiego pierwsze tego typu decyzje zapadły w Ostrowcu Świętokrzyskim i były związane ze strajkiem w Hucie im. M. Nowotki.
Partyjnym dyskusjom na temat wydarzeń w Hucie towarzyszyła próba wyciągnięcia pierwszych wniosków i konsekwencji. Partyjny „jastrząb”, komendant MO w Ostrowcu Świętokrzyskim tow. Andrzej Żelazny zauważał: „W hucie jedną z przyczyn rozprzestrzeniania się akcji strajkowej było niedopilnowanie przez kierownictwo zakładu obowiązków wynikających z dekretu o stanie wojennym. M. in. nie zmilitaryzowano strefy przemysłowej (...). W tej sytuacji ekstremiści byli wewnątrz zakładu i działali swobodnie. Utworzyli straż porządkową i praktycznie przejęli inicjatywę w swoje ręce. Chcieli opanować radiowęzeł, ale dzięki przezorności MO nie powiodło się to – zabrano wcześniej i zabezpieczono lampy do wzmacniacza”. Żelazny poszedł w swej krytyce jeszcze dalej i pozwolił sobie na cierpkie uwagi pod adresem płk. Stanisława Iwańskiego, któremu pośrednio zarzucił, że „złamano dekret postępując zbyt liberalnie w stosunku do organizatorów strajku”. Nie wszyscy członkowie władz partyjnych byli aż tak zacietrzewieni. Zastępca dyrektora OZMO Andrzej Pietrzyk ocenił pozytywnie pokojowe doprowadzenie do zakończenia strajku, dodając, że „jeśli tow. Iwański przekroczył swoje uprawnienia, to wykazał się mądrością polityczną”. W podobnym duchu wypowiedział się I Sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR, sensownie zauważając, że nie do Egzekutywy należy ocena działań płk. Iwańskiego. Przyzwoicie zachował się postawiony w trudnej sytuacji I Sekretarz KZ PZPR w Hucie im. Nowotki Bolesław Rybak, który w dyskusji wziął w obronę szefa ostrowieckiej „Solidarności” Andrzeja Dudka, jednego z przywódców strajku, ale jednocześnie osobę odpowiedzialną za rozmowy zmierzające do pokojowego zakończenia protestu.
Niezależnie od dysput na temat większej bądź mniejszej odpowiedzialności poszczególnych osób, ostrowiecka organizacja partyjna musiała przejść przez proces „oczyszczenia”, pozbywając się „trojańskich koników Solidarności”. Za czystość partyjnej doktryny odpowiadała kierowana przez Wacława Grada Miejska Komisja Kontroli Partyjnej.  Do 8 lutego 1982 r. przeprowadzono na różnych szczeblach rozmowy z 800 członkami PZPR w Ostrowcu Świętokrzyskim. Z tej liczby wydalono z partii 110 osób (w tym 98 osób pracujących w Hucie), skreślono z list członkowskich 237 osób (126 osób z Huty), wreszcie ukarano karami partyjnymi 93 osoby. Czystki nie ominęły partyjnego establishmentu – zostało odwołanych 13 członków Komitetu Miejskiego PZPR, 2 członków Egzekutywy KM PZPR, 5 członków Miejskiej Komisji Rewizyjnej, 2 członków Miejskiej Komisji Kontroli Partyjnej.
13 stycznia 1982 r. w Komitecie Miejskim PZPR odbyła się burzliwa dyskusja na temat rozliczeń dyrektorów przedsiębiorstw z terenu Ostrowca Świętokrzyskiego, którzy należeli do „Solidarności”. Wymieniano m. in. dyrektorów: Bednarskiego z MPK, Kuletę z Transbudu, Dadana z RPGK. Zapędy partyjnego betonu próbowali studzić bardziej pragmatyczni działacze PZPR w rodzaju Bolesława Rybaka, który stwierdził, że zbyt pochopne szafowanie karami grozi wewnątrzpartyjnym rozbiciem. Dodał przy tym, że „sposób prowadzenia rozmów z członkami partii jest za ostry, bez głębszego rozeznania”. Wtórowali mu m. in. Waldemar Kowalski oraz Andrzej Pietrzyk. Warto dodać, że I Sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR w Ostrowcu Św. Waldemar Kowalski sam ostatecznie padł ofiarą partyjnych porachunków. Pewne umiarkowanie, z jakim podchodził on do postulatu radykalnych czystek sprawiło, że sam, jako były działacz „Solidarności” (do listopada 1981 r.), także stał się obiektem oskarżeń. Po serii zarzutów o zajęcie „wyczekującej postawy” w latach 1980 – 1981, Nowak ostatecznie złożył rezygnację z pełnienia partyjnej funkcji.
Elementem „porządkowania” Partii była konieczność samookreślenia członków PZPR, polegająca na konieczności wyboru między członkostwem w zawieszonej, ale wciąż nie zdelegalizowanej „Solidarności”, a przynależnością do PZPR. Siłą rzeczy, stojąc przed takim wyborem, członkowie Partii dość powszechnie składali oświadczenia o wystąpieniu ze związku. Charakterystycznym jest jednak, że dotyczyło to przede wszystkim kadry kierowniczej. Na przykład – pod koniec kwietnia 1982 r. spośród 287 członków Egzekutyw OOP należących w momencie wprowadzenia stanu wojennego do „Solidarności”, z członkostwa w związku zrezygnowało 136 osób, a legitymacje związkowe wciąż zachowały 33 osoby. Tymczasem wśród szeregowych członków Partii proporcje te wyglądały inaczej – na liczbę 2 638 „towarzyszy”, oświadczenie o wystąpieniu z „Solidarności” złożyło 556 osób, a legitymację związkową zachowało aż 1 509 członków PZPR.
Wydalenia bądź kary partyjne nie były jedynymi restrykcjami stosowanymi wobec osób politycznie „niepewnych”. Istotnym ograniczeniem, zwłaszcza w przypadku kadry kierowniczej, było zablokowanie możliwości awansu. Na przykład w przypadku tow. Urbana, proponowanego na stanowisko kierownika Działu Planowania Operatywnego, wysunięto zarzut (Romuald Charko), że wymieniony pracował w jednym pokoju z działaczem „Solidarności” Kazimierzem Rokoszem, rozpowszechniającym wiadomości godzące w ustrój PRL.  
Szczególnie ostra weryfikacja kadr nastąpiła w przypadku zawodów mających pełnić charakter pasa transmisyjnego dla partyjnej ideologii. W lutym 1982 r. został pozytywnie zweryfikowany zespół redakcyjny gazety „Walczymy o Stal” („stopień upartyjnienia”: 87,5%). Warto dodać, że hutnicze pismo, jako jedne z pierwszych w kraju i pierwsze w województwie, decyzją Głównego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk, wznowiło swą działalność już w kwietniu 1982 r..
Do poważnych rozliczeń doszło w sektorze oświaty, gdzie oceniano zaangażowanie polityczno – związkowe każdego nauczyciela. Do pierwszych analiz doszło bezpośrednio po wprowadzeniu stanu wojennego, lecz jak arbitralnie stwierdził w lutym 1982 r. czołowy przedstawiciel betonu Andrzej Żelazny, „ocena środowiska nauczycielskiego potraktowana została zbyt liberalnie”. Dochodzenia w sprawie niewłaściwych postaw nauczycieli ciągnęły się aż do 1983 r. i – jak się wydaje – odznaczały się większym zacietrzewieniem zwolenników rozliczeń, niż w przypadku ocen innych grup zawodowych. Dyrektorowi Szkoły Podstawowej nr 2 Stefanowi Czarneckiemu zarzucono np. że „wychował niewłaściwie swe dorosłe córki, zaangażowane w działalność Solidarności”. Szczególne ostre rozrachunki miały miejsce w Zespole Szkół Ekonomicznych, gdzie pracował m. in. internowany 13 grudnia 1981 r. Adam Mitura. Negatywnie oceniono postawę wicedyrektorów Żaka i Zająca, którzy po wprowadzeniu stanu wojennego pobrali biało – czerwone plakietki i nie na godzinę czasu zamknęli się w swoich gabinetach. Andrzej Żelazny skrytykował także dyrektora ZSE Klimka, zarzucając mu, że pozwolił Adamowi Miturze „wygadywać na lekcji historii poglądy przeciwne socjalizmowi”.
Czystki, rozpoczęte bezpośrednio po 13 grudnia, trwały przez cały okres stanu wojennego. Jedną z ostatnich spraw o charakterze rozliczeniowym było postępowanie w sprawie dyrektora PKS Bogumiła Rupa. Według anonimów, o napisanie których dyrektor podejrzewał swego zastępcę, Rup sprzyjał „Solidarności”, a nawet wynajął samochód księdzu. Dyrektor tłumaczył się względami ekonomicznymi, nie uchroniło go to jednak od rozmowy ostrzegawczej.
Wspominając o partyjnych rozliczeniach, należy wskazać, że nie wszyscy członkowie władz PZPR kierowali się zacietrzewieniem czy osobistym pragnieniem rewanżu. Wśród partyjnych decydentów nie brakowało osób, które wzywały do opamiętania. Grupa członków Egzekutywy Komitetu Zakładowego PZPR Huty im. Nowotki wystąpiła z wnioskiem o zastosowanie kary partyjnej dla niejakiego Żarskiego, który po wprowadzeniu stanu wojennego ogłosił się w jednym z wydziałów huty „komisarzem politycznym”. Z kolei I sekretarz KZ PZPR Bolesław Rybak oficjalnie zwrócił się z apelem do niepopularnego i oskarżanego w czasach „Solidarności” o nadużycia finansowe członka kierownictwa huty Józefa Nawrota, aby starał się „nie eksponować”, gdyż to „podrywa załogę”. Do zbytniej w gorliwości w karaniu przyznał się wreszcie pośrednio przewodniczący hutniczej Zakładowej Komisji Kontroli Partyjnej Andrzej Kostucha, który w wywiadzie dla „Walczymy o Stal” powiedział, że nie wszystkie decyzje „były rozważne”.
Proces zachwiania postaw w latach 1980 – 1981 a następnie wielomiesięcznych czystek wpłynął na stan liczebny ostrowieckiej organizacji partyjnej. Od sierpnia 1980 roku do kwietnia 1982 r. wydalono z szeregów partyjnych 146 osób, skreślono 891 osób, ukarano karami partyjnymi 105 członków PZPR. Pod koniec stanu wojennego liczba członków i kandydatów PZPR w Ostrowcu Świętokrzyskim wynosiła 8 688 członków (w tym 56% robotników) i nieprzerwanie, od 1980 roku spadała. Należy jednocześnie dodać, że fakt topnienia szeregów nie wpłynął na urzędowy optymizm partyjnego kierownictwa, które zauważało, że „skoro podstawowy robotniczy trzon naszej miejskiej organizacji partyjnej wytrzymał trudną próbę walki z kryzysem, to również partia sprosta zadaniom jakie na nas czekają”.
Głęboki kryzys partii i spadek znaczenia jej tradycyjnych przybudówek w rodzaju Ligi Kobiet Polskich czy Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej skutkowały znacznym spadkiem możliwości oddziaływania PZPR na obywateli skupionych w masowych organizacjach społecznych. Aby wypełnić powstałą próżnię, władze zaczęły szermować hasłem „ocalenia narodowego”, który to frazes miał współgrać z oficjalną propagandą stanu wojennego, przedstawiającą ekipę Jaruzelskiego w roli wyzwolicieli kraju z anarchii i bezładu. Jak dowcipnie zauważa Andrzej Paczkowski, hasło „było po prostu chwytem propagandowym, gdyż chodziło przecież o ocalenie państwa (systemu), a nie narodu, który w tym czasie był może ‘zdrowszy’ niż kiedykolwiek w dziejach PRL”. Nowej, patriotyczno – socjalistycznej frazeologii towarzyszyły naturalnie odgórne ruchy, mające na celu tworzenie Komitetów Ocalenia Narodowego – „obywatelskiego” odpowiednika WRON. W pierwszych miesiącach stanu wojennego powstało około 4 000 Obywatelskich Komitetów Ocalenia Narodowego, tworzonych najczęściej na szczeblu terytorialnym.
Na Kielecczyźnie Komitety Ocalenia Narodowego zaczęły powstawać wczesną wiosną 1982 r. 25 marca 1982 r. powstał kielecki Miejski Komitet Ocalenia Narodowego z prof. Henrykiem Jurkiewiczem, rektorem WSP, na czele. W tym samym czasie ukonstytuował się MKON w Ostrowcu Świętokrzyskim.. Na początku września oprócz MKON-u (79 członków) istniały jeszcze Zakładowe KON-y w Hucie (28 członków), WSS (27 członków), MODARZE (27 członków), MPK (27 członków), MODEKSIE (19 członków) oraz kilku innych zakładach pracy.
Kolejnym etapem budowy frontu „ocalenia narodowego” było podpisanie w dniu 20 lipca 1982 r. przez PZPR, „stronnictwa sojusznicze” i koncesjonowane grupy katolickie deklaracji założycielskiej Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. PRON, na czele którego stanął proreżymowy pisarz katolicki Jan Dobraczyński, nie był niczym innym, jak odświeżoną wersją Frontu Jedności Narodowej – czyli atrapą w quasi – parlamentarnym  systemie PRL.
Ostrowieckie struktury PRON zaczęły powstawać jesienią 1982 r. a w radzie programowej ruchu znaleźli się m. in. Zbigniew Pękala z PTTK, Mirosława Jop z LKP, Wacław Buchmiet z TPPR, Jarosław Walczak z ZSMP. Do połowy 1983 roku zawiązało się 41 ogniw zakładowych i 14 ogniw osiedlowych PRON. Z tych ostatnich największą aktywnością charakteryzowało się koło na Ludwikowie. Choć na jednym ze spotkań założycielskich wyrażono nadzieję, że ostrowiecki PRON „stanie się najszerszym forum dyskusji politycznych tak żywych we współczesnej Polsce, konsultacji społecznych w czasie których obywatele, środowiska będą wyrażały swe poglądy” – jego działalność była od samego początku fasadowa i nie odegrał on większej roli w życiu społeczno – politycznym Ostrowca.
Po dokonaniu rozliczeń i czystek oraz stworzeniu podwalin „porozumienia narodowego”, przed rządzącą Polską partyjno – wojskową ekipą gen. Jaruzelskiego stanęło niełatwe zadanie przywrócenia względnej funkcjonalności aparatowi PZPR. W dużej mierze realizacja tego zadania przypadła terenowym strukturom, które wyznaczały skalę oddziaływania partii na życie społeczno – polityczne kraju.
Choć większość oficjalnych dokumentów PZPR operowała frazesami w rodzaju „podniesienia leninowskich norm i zasad życia wewnątrzpartyjnego”, z powyższego pustosłowia można wyłowić kilka podstawowych postulatów działania partii w realiach wytworzonych przez stan wojenny. Przede wszystkim decydenci partyjni, nauczeni doświadczeniem „Solidarności”, akcentowali potrzebę silnego zakorzenienia organizacji partyjnych w terenie. Służyły temu pierwsze decyzje strukturalne po wprowadzeniu stanu wojennego. W Ostrowcu Świętokrzyskim, na początku stycznia 1982 r., powstał Rejonowy Ośrodek Pracy Partyjnej (w całym województwie ośrodków takich powstało 11). Zadaniem ROPP, skupiającego 239 podstawowych organizacji partyjnych, była: pomoc komitetom gminnym w przygotowaniu aktywu partyjnego do pracy w POP, przekazywanie instancjom partyjnym pierwszego szczebla instrukcji z KC i KW PZPR, inspirowanie działalności propagandowo – agitatorskiej. Według kierującego ostrowieckim ROPP Stanisława Malanowskiego, ideą stojącą za powołaniem ośrodka było ułatwienie działaczom PZPR pracy w terenie, a przez to zapobieżenie utraty kontroli aparatu z dołami partyjnymi i społeczeństwem. Jednocześnie ROPP nie miał władzy nad podległymi mu komitetami, a jego zadania ograniczały się do inspiracji i doradztwa.
Duże znaczenie władze PZPR przywiązywały do zdynamizowania działalności Podstawowych Organizacji Partyjnych. Wydaje się jednak, że program reformatorski, polegający na „podniesieniu rangi grupy partyjnej” poprzez stopniową demokratyzację stosunków w najniższych szczeblach Partii, skazany był na niepowodzenie, gdyż kłócił się wyraźnie z centralizmem demokratycznym – jedną z podwalin funkcjonowania PZPR. Bardziej przekonująca wydaje się argumentacja Mariana Surmy z KW PZPR, który jako drogowskaz dla POP wskazywał sentencję: „żadna ze spraw ludzkich nie może pozostać nie załatwiona”. Było to może mniej leninowskie, ale bardzie odpowiadające realiom i oczekiwaniom społeczeństwa lat 80.
Zdając sobie sprawę z bezideowości pezetpeerowskich mas, kierownictwo partyjne znaczną uwagę przywiązywało do szkoleń. W Ostrowcu Świętokrzyskim do połowy 1983 r. masowym szkoleniem objęto blisko 7 000 członków i kandydatów PZPR, a wśród tematów najchętniej wykładanych dominowały: tradycje polskiego ruchu robotniczego, postawa członka Partii, czy sprawiedliwość społeczna, demokracja i samorządność w programie PZPR. Swoją działalność kontynuował ostrowiecki Uniwersytet Marksizmu Leninizmu, przy czym w oficjalnych sprawozdaniach utyskiwano na małą atrakcyjność oferowanych przez Uniwersytet zajęć. Tradycyjnym elementem działalności wychowawczej pozostawały święta partyjne i państwowe, w tym: Święto Pracy, rocznice Rewolucji Październikowej, rocznice wybuchu II wojny światowej czy obchodzone w 1982 r. święto 100-lecia polskiego ruchu robotniczego. Po okresie zawirowań lat 1980 – 1981, władze partyjne w dużej mierze odzyskały kontrolę nad rytuałem – 1 maja 1982 r. w manifestacji wzięło udział 25 000 mieszkańców Ostrowca.
Działalność ideowo – wychowawcza nastawiona była w dużej mierze na młodzież. Spadek autorytetu ZSMP i zaangażowanie się młodych Polaków w ruch „Solidarności” groziły Partii utratą kontroli nad tą grupą wiekową. Po wprowadzeniu stanu wojennego takie organizacje jak czy ZSMP czy ZHP co prawda zanotowały wzrost liczebny (ostrowiecki ZSMP zwiększył się w przeciągu 1982 r. o 450 osób), ale niekoniecznie przekładało się to na wzrost zaufania młodzieży do Partii i rządu. Symptomatycznym było, że w maju 1982 r., w pierwszym procesie grupy podziemnej „Solidarności” w Ostrowcu Świętokrzyskim, na karę więzienia skazanych zostało sześciu dwudziestokilkulatków. Warto zwrócić uwagę, że w związku ze zbojkotowaniem przez młodzież Dni Związku Radzieckiego w listopadzie 1982 r., hasło wiodące imprezy zmieniono na Dni Kultury Radzieckiej. Na posiedzeniu Egzekutywy Komitetu Miejskiego PZPR zatroskany Stanisław Król stwierdził, że „część młodzieży konspiruje, zwłaszcza co do ZSRR”.
Głośnym przykładem problemów wychowawczych ostrowieckiej organizacji partyjnej była sprawa Stanisława Kusińskiego. Podczas zebrania koła ZSMP Wydziału Stalowni Elektrycznej Huty im. M. Nowotki w dniu 28 kwietnia 1982 r. goszczący na posiedzeniu Jan Maruszak, redaktor „Gazety Młodych”, podjął wywód na temat tradycji ruchu robotniczego oraz walki ideologicznej lat 70. Po wystąpieniu Maruszaka wywiązała się dyskusja, w czasie której młody hutnik Stanisław Kusiński nieopatrznie nazwał gen. Jaruzelskiego mordercą. 2 maja 1982 r. wiceprokurator Janusz Bors postanowił o wszczęciu śledztwa w sprawie publicznego lżenia Prezesa Rady Ministrów i Ministra Obrony Narodowej przez Stanisława Kusińskiego, to jest o przestępstwo z art. 270 § 1 kk. Kusińskiemu na skutek amnestii udało się uniknąć kary, ale tego typu incydent ukazywał jak daleko sięga rozprężenie w szeregach organizacji młodzieżowych. Sprawą Kusińskiego naturalnie zajął się Komitet Miejski PZPR, gdzie obszerne sprawozdanie złożył Andrzej Wójtowicz
Kulminacyjnym punktem budowy „porozumienia narodowego” i przywracania „normalności” była kwestia powołania nowych związków zawodowych – w końcu bardzo ważkiego elementu ustroju mieniącego się socjalistycznym. Choć władze nie od razu podjęły decyzję o wyrejestrowaniu „Solidarności” (stan wojenny jedynie zawiesił działalność związków zawodowych), szybko okazało się, że koncepcja wprzęgnięcia zreorganizowanego i odpolitycznionego związku w system polityczny PRL jest fikcją. Stąd, od wiosny 1982 r. delegalizacja „Solidarności” stała się jedynie kwestią czasu. Ostatecznie Sejm PRL, uchwalając w dniu 8 października 1982 r. ustawę o związkach zawodowych, jednocześnie uchylił dotychczasowe rejestracje związków zawodowych, w tym NSZZ „Solidarność”.
Nowa ustawa de facto likwidowała niezależność związków zawodowych. Wprowadzając „pluralizm związkowy”, Partia jednocześnie czyniła zastrzeżenie, że w okresie przejściowym, tj. do 31 grudnia 1984 r., w zakładzie pracy działa jedna organizacja związkowa. Jak zauważa historyk, sens nowej ustawy „polegał na zamknięciu rozdziału ‘solidarnościowego’ i kontynuowaniu – z niezbędnymi modyfikacjami – modelu mieszczącego się w porządku realnosocjalistycznym”.
W Ostrowcu Świętokrzyskim zaczątkami tworzonych z inspiracji Partii nowych związków były działające za zgodą komisarzy wojskowych komisje socjalne. Powołane jako swego rodzaju prowizorium, nie były oczywiście w stanie zastąpić tradycyjnych związków zawodowych, a ich praca polegała na regulowaniu podstawowych kwestii socjalnych w zakładach pracy. Spośród zakładowych komisji socjalnych największe znaczenie miała powstała w styczniu i kierowana przez członka PZPR Andrzeja Wójtowicza komisja w Hucie im. M. Nowotki. Jeśli wierzyć raportowi jednemu z konfidentów SB, komisje nie cieszyły się zbytnim zaufaniem pracowników. „Uważa się, że Komisje Socjalne nie zdają egzaminu, gdyż ludzie w nich zasiadający działają pod dyktando dyrekcji. W hucie brakuje dyscypliny, a za pijaństwo, grę w karty, ucieczki z pracy nie ma sankcji prócz rozmów”.
Właściwe prace nad „odrodzeniem” ruchu związkowego rozpoczęły się jesienią 1982 r. W grudniu 1982 r. grupa inicjatywna złożyła wniosek o rejestrację Samorządnego Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników Huty Nowotki. Przewodniczącym SNZZ został Kazimierz Siporski, natomiast do czołowych działaczy zaliczali się m. in. Edward Krach, Ryszard Przysucha, Zbigniew Werner, Andrzej Walczak. Do końca 1983 r. do nowo powstałych związków przystąpiło około 19 000 osób (58% ogółu zatrudnionych pracowników), w tym 10 000 pracowników Huty im. M. Nowotki. Choć w liczbie tej znaleźli się także niektórzy byli działacze „Solidarności”, gros przywództwa tej ostatniej nie zaangażowało się w nowy ruch związkowy. Ruch – trzeba to podkreślić – w zupełności wpisujący się w kontury nakreślone przez ustrój i zasady doktrynalne Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Podsumowując, okres stanu wojennego miał się stać dla Partii czasem wychodzenia z kryzysu i odzyskiwania utraconej w czasach „Solidarności” pozycji społeczno – politycznej. PZPR, której w gorących miesiącach 1981 roku groziła utrata monopolu na sprawowanie władzy w Polsce, została przywrócona do władzy. Podkreślam słowo „przywrócona”, gdyż, primo, „kierownicza rola” PZPR została przed 13 grudnia poważanie zachwiana, secundo, spacyfikowanie społeczeństwa nie było „zasługą” struktur partyjnych, lecz wojska i bezpieki. Efemeryczne „grupy samoobrony”, zwerbowane w pierwszych dniach stanu wojennego spośród aktywu partyjnego, swą kuriozalną nazwą najdobitniej świadczyły, kto trzymał rząd dusz w narodzie, a kto musiał siłą zdobytych pozycji bronić.
Fasadowość była wpisana w ustrój PRL. Fasadowe były stronnictwa polityczne, związki zawodowe, fasadowe było pojęcie praw obywatelskich. Twórcy stanu wojennego, używając sloganów „porozumienia narodowego”, nie mieli przecież zamiaru porozumiewać się z „Solidarnością”, ze społeczeństwem, ale właśnie ową fasadowość, mocno naruszoną w latach 1980 – 1981 przywrócić. Oczyszczona z mącicielskich elementów Partia miała ponownie stanąć na straży socjalizmu i demokracji.
Wydaje się jednak, że „przewodniej sile społeczeństwa” tylko w niewielkim stopniu udało się przeprowadzić proces reorganizacji. Co prawda stłamszono oddolny, obywatelski ruch „Solidarności”, ale nie stworzono własnego odpowiednika albo choćby surogatu tegoż ruchu. Partia była w stanie odzyskać władzę, ale nie miała w sobie tyle „paliwa”, żeby trzymanym pod butem krajem rządzić. Odnowa w duchu „porozumienia narodowego”, jeśli traktować ją serio, przypominała próbę wsparcia stropu w budynku, którego fundamenty już dawno przegniły i zbutwiały. Taką budowlą była w latach 80. XX wieku PRL. Stan wojenny przejściowo powstrzymał rozpad systemu, ale nie był w stanie odwrócić biegu historii. Determinizm dziejowy, w który marksiści tak ślepo wierzyli, nie pozostawiał ich wizjom złudzeń.