2012 rok będzie w Ostrowcu Św. rokiem poświęconym pamięci Jana Rybkowskiego. W tym roku przypada bowiem 100. rocznica urodzin i 25. rocznica śmierci tego znakomitego reżysera. Twórcy takich dzieł, jak ,,Granica”, ,,Nikodem Dyzma”, ,,Kariera Nikodema Dyzmy”, ,,Chłopi”, ,,Dulscy” czy ,,Rodzina Połanieckich”. Te dwie rocznice stanowią doskonałą okazję do przypomnienia sylwetki J. Rybkowskiego, zaprezentowania bogatego dorobku filmowego i wspomnień.
Bolesławów koło Ostrowca
-Wujek często wracał do wspomnień z lat młodości i lat spędzonych w Ostrowcu –mówi Piotr Dąbrowski. -Kilka razy opowiadał nam epizod z lat dziecięcych. Siedział na gałęzi dębu naprzeciwko Parku Wielopolskich w Częstocicach i patrzył, jak drogą przechodził oddział żołnierzy francuskich. Na czele szedł niski generał, który, co kilka metrów ślizgał się w błocie i w kałużach, a od niechybnych upadków ratował go wysoki oficer. Po latach wujek doszedł do wniosku, że być może tym generałem był Maxim Weygand, wybitny dowódca z czasów I wojny światowej, a tym młodym oficerem mógł był Charles de Gaulle. Opowiadał ze szczegółami o ich wojskowych uniformach.
Jan Rybkowski urodził się 4 kwietnia 1912 r. w willi siostry jego dziadka u zbiegu ulic: Słowackiego i Kilińskiego w Ostrowcu. Dziś na tej działce stoi okazały obiekt liceum im. Stanisława Staszica. W tej willi po ślubie zamieszkali na krótko jego rodzice. Na dzielnicę tę mówiono wówczas Bolesławów i dlatego w wielu publikacjach o reżyserze można się natknąć na zapis, że urodził się on w Bolesławowie koło Ostrowca. Tak miał, zresztą, zapisane w metryce.
-Dzieciństwo spędził u dziadka Kostkowskiego, który najpierw był rządcą majątku Wielopolskich w Częstocicach i mieszkał z rodziną w modrzewiowym dworku. Dworek ten stał tuż przy dzisiejszym budynku muzeum. Dziadek bardzo lubił Janka. Był jego najstarszym wnukiem i miał duży wpływ na jego wychowanie –wspomina Zofia Dąbrowska, wieloletnia dyrektor szkoły w Częstocicach, cioteczna siostra reżysera. Ten dworek rozebrano w ciągu jednego dnia. Kiedyś Janek przyjechał do Ostrowca, wyszedł na spacer, ponieważ bardzo lubił wędrować po okolicy. Pamiętam, jak przybiegł do domu i rozemocjonowany krzyczał w progu: „Słuchaj Zosiu! Dom dziadków rozstał rozebrany!”
Naukę na poziomie podstawowym odbył w Szkole Podstawowej w Częstocicach, którą ukończył w 1926 r.
–Janek był dyslektykiem i miał ogromne problemy z nauką pisania i czytania. Jego matka opowiadała, że być może na tę jego dysleksję i wrażliwość, mogło mieć wpływ zdarzenie z dzieciństwa -uważa Z. Dąbrowska. Miał kilka miesięcy, gdy matka zabrała go do Gżatska pod Smoleńsk, właśnie do dziadka Kostkowskiego, który poróżnił się z hrabią Wielopolskim i przejął kolejny majątek na kresach. Tam spotykała się cała nasza rodzina, ponieważ dziadek miał dwie siostry, które wcześnie owdowiały, więc wszystkie z dziećmi spędzały wakacje w Gżatsku. Mama Janka prowadziła tam ochronkę, a matka Sławka Kostkowskiego (znakomity fotograf, wieloletni współpracownik naszej gazety) kuchnię w tej ochronce. Gdy czekali na jednej ze stacji, gdzieś na kresach, przeraźliwie gwizdały przejeżdżające parowozy. Mały Janek strasznie płakał i długo nie mógł się uspokoić. Był introwertykiem, miał przebogaty świat wewnętrzny. Niezbyt łatwo nawiązywał z ludźmi kontakty. Po śmierci dziadka, rolę najbliższej jego osoby, przejął mój ojciec Hipolit Kwiatkowski. Często bywał w naszym domu w Częstocicach i sporo czasu spędzał z moimi rodzicami. Uczył się, zresztą, w naszej szkole, a później w liceum Chreptowicza w jednej klasie z Janem Piwnikiem „Ponurym”, z którym się przyjaźnił. Pamiętam, że moi rodzice pojechali kiedyś do Poznania na Międzynarodowe Targi i tam znaleźli dla Janka szkołę zdobniczą, do której on pojechał chyba w 1926 r. Później przekształciła się ona w wyższą szkołę plastyczną - Szkołę Nauk Zdobniczych im. J. Mehoffera. Kształcił się w niej w latach 1926- 31.
Dusza artysty
Jan Rybkowski od dzieciństwa przejawiał zainteresowania plastyczne. Bardzo ładnie rysował i malował. Do dziś w Częstocicach, w domu Kwiatkowskich wiszą jego szkice i rysunki. Był zdolnym dekoratorem wnętrz i miał - co często podkreślano - wyjątkową wyobraźnię. Gdy przygotowywał filmy, już wcześniej miał w głowie poukładane obrazy, nie tylko związane z akcją, ale i scenografią. ,,Chłopi” są przecież wierną fotografią polskiej wsi z XIX wieku. Zdzisław Bzymek, prawnik z Ostrowca pamięta reżysera z rysunkami w dłoni.
-Malował farbami, szkicował. Widział to, co chciał w przyszłości przenieść na ekran –podkreśla.
I faktycznie, zostały one uwiecznione.
W rodzinnym albumie pani Zofii, zachowało się zdjęcie z końca lat 20. poprzedniego wieku z przedstawienia teatrzyku w szkole w Częstocicach. Janek Rybkowski, wtedy uczeń poznańskiej szkoły, sam ją wyreżyserował i zaprojektował wspaniałe kostiumy. To był jego sceniczny debiut.
-Ileż tam było postaci bajkowych, a sam efekt sceniczny był wspaniały -wspomina rodzina. –Później Janek pracował jako dekorator i scenograf, a następnie w filmie. Rozpoczął studia w Wyższej Państwowej Szkole Teatralnej. Rozwijał się bardzo szybko. Przy pierwszych produkcjach był kierownikiem artystycznym, scenografem, zaczął pisać scenariusze i reżyserować filmy. W latach 60. był dziekanem na wydziale reżyserii PWSF w Łodzi - kluczowym wydziale tej uczelni.
Uwiecznił rodzinny Ostrowiec
W 1951 r. Jan Rybkowski nakręcił jeden z pierwszych swoich filmów fabularnych pt. „Pierwsze Dni” według powieści Bogdana Hamery pt. ,,Na przykład Plewa”. Był on kręcony w Ostrowcu. Akcja rozgrywała się m.in. w Starej Hucie, gdzie pracował kuzyn reżysera, Wojciech Szymański - filmoznawca, który ma w swoim prywatnym zbiorze wszystkie dzieła reżysera, zbiera o tamtym okresie informacje, stara się dotrzeć do żyjących jeszcze statystów i świadków nagrywania scen filmowych.
-Po notatce, jaka ukazała się w „Gazecie Ostrowieckiej”, skontaktowały się ze mną dwie osoby, których rodzice brali udział w tym filmie –mówi W. Szymański. Najwięcej scen nakręcono w rejonie Wielkiego Pieca obok dzisiejszej wieży ciśnień. Zrobiono też ujęcie bloku na ul. Traugutta za bankiem przy rondzie. Ten blok został wyburzony w latach 80. Jest scena, gdy obaj główni bohaterowie idą wzdłuż tego budynku. Bardzo dokładnie pokazano też główną bramę wjazdową do starej huty. Jej też już nie ma. Poza tym budynek na rogu ul. Młyńskiej, w którym kiedyś znajdował się sklep fotograficzny. Na filmie jest scena, gdy w ul. Młyńską w stronę parku wjeżdżają czołgi. Można też poznać stare budynki przy alei 3 Maja i ul. Czystej. Zdzisław Bzymek dobrze pamięta pracę ekipy filmowej.
-Postać głównego bohatera Plewy, robotnika z ostrowieckiej huty, grał Jan Ciecierski, natomiast jego żonę Hanka Bielicka -wspomina. -Pewne sceny tego filmu były kręcone w naszej szkole w Częstocicach –dodaje Z. Dąbrowska.
Janek filmował występ naszego szkolnego chóru. Miałam później okazję być na premierze tego filmu w dawnym kinie ,,Hutnik” przy ul. Kilińskiego. Pamiętam Jana Ciecierskiego i kilku innych aktorów.
J. Rybkowski bardzo tęsknił za rodzinnym Ostrowcem.
-Gdy z Poznania wracał koleją do Sandomierza, gdzie później mieszkali Rybkowscy, zawsze wysiadał z pociągu w Ostrowcu i przychodził do Częstocic. Pamiętam też jak dziś, zdarzenie z okresu wojny, gdy późnym wieczorem ktoś zastukał do drzwi. Ojciec z duszą na ramieniu otworzył drzwi, a za nimi stał Janek ze swoją przyszłą żoną. Przyjechali z Warszawy z małymi plecakami na ramionach. Zostali u nas przez jakiś czas.
„Chłopi” wywodzą się z Częstocic
Szczególne miejsce w twórczości i w życiu J. Rybkowskiego zajmuje film „Chłopi”. Dzieło to powstawało w latach 1972- 73. Pani Zofia pamięta, gdy Janek zamykał się w pokoju w ich domu w Częstocicach i wiele godzin spędzał nad przedwojennym jeszcze dwutomowym wydaniem powieści Stanisława Reymonta. Pisał coś, rysował. Później z notatkami zabrał je do Warszawy. Miał bogatą wyobraźnię i łączył opisy reymontowskiej wsi z Częstocicami, w których stały domy kryte strzechą, gęsi taplały się w kałużach i tak, jak w ,,Chłopach”, życie mieszkańców wyznaczały pory roku.
Gdy kręcił filmy w Sandomierzu, popołudniami przyjeżdżał do Częstocic z całą ekipą.
-Mieliśmy przyjemność gościć w naszym domu: Gustawa Holoubka ze swoją późniejszą żoną Magdą Zawadzką, Andrzeja Łapickiego, Jana Ciecierskiego, Wojciecha Pszoniaka, Aleksandrę Śląską -mówi pani Zofia. Przyjeżdżali głodni i zmęczeni po całym dniu pracy, a wtedy w sklepach były pustki. Przeżywałam, czym ja ich poczęstuję. Pewnego razu miałam jakieś mięso na niedzielny obiad, ale upiekłam je na kolację. Pamiętam, że siedzieliśmy przy niej bardzo długo i rozmawialiśmy. Janek czuł się w domu swobodnie. Po obiedzie przenosił
się na wygodną kanapę na krótką drzemkę. Wszyscy aktorzy czuli się zmęczeni. Tylko Andrzej Łapicki, gentleman w z każdym calu, siedział wyprostowany na krześle i walczył ze znużeniem.
Dom otwarty
Drzwi domu Jana Rybkowskiego w Warszawie były zawsze otwarte dla przyjaciół i znajomych. Wiele ciepła włożyła weń pierwsza żona reżysera, Lidia. Była duszą towarzystwa.
-Często jeździliśmy z mamą do wuja do Warszawy -podkreśla Piotr Dąbrowski. A gdy już studiowałem w stolicy, kumplowaliśmy się z Wojtkiem Rybkowskim - synem, który studiował na wydziale operatorskim i często u nich bywałem. Mówiliśmy w rodzinie, że był to dom otwarty. Klucz znajdował się u sąsiadki. O każdej porze dnia można było wziąć od niej klucze i zatrzymać się. Pamiętam, że raz zdążyłem otworzyć drzwi, nastawić wodę na herbatę, gdy przyjechał wujek Janek z jakiegoś zagranicznego festiwalu. W domu były tylko raki, nic innego. Jedliśmy te raki, popijaliśmy cytrynówką i oglądaliśmy jakiś film w telewizji.
W Warszawie mieszkał też kolega reżysera z czasów liceum Chreptowicza, Edward Bzymek.
-Wielokrotnie spotykałem J. Rybkowskiego w domu mojego stryja. Lubiłem jeździć do niego -wspomina Z. Bzymek. Gdy chodziłem do ostatniej klasy Chreptowicza, bardzo chciałem zostać reżyserem. Powiedziałem o tym panu Rybkowskiemu, a on odpowiedział mi: „Zdzisław, słuchaj. Istoty rzeczy trzeba szukać w kolorach i nastrojach natury. Nie ma takiej szarości, jak listopadowa. Nie ma takiej mgły rozpełzłej w nieskończoności, wilgotnych kropli i takiego rozproszonego światła, jak w listopadzie. Dodasz do tego sonatę Chopina, recytacje Gogolewskiego i masz wszystko: samotność, skończoność, śmierć”. Zdania te zapisałem na kartce. Dziś są dla mnie pamiątką.
Pani Zofia wspomina natomiast, że Rybkowcy na okres lata i wakacji wynajmowali dom w Sopocie.
-Jeździliśmy tam co roku - wspomina. Zawsze utrzymywaliśmy z Jankiem i jego rodziną bardzo bliskie kontakty. Jego syn Wojtek, znany operator filmowy, urodził się w 1952 r., też 4 kwietnia, jak jego ojciec. Janek był bardzo dumny i szczęśliwy z jego urodzin. Dziś dwaj jego wnuczkowie skończyli studia i mieszkają w Belgii. Ostatni raz widziałam się z Jankiem, gdy przyjechał na obchody 75- lecia Szkoły Podstawowej w Częstocicach, której był absolwentem. Spotkał wtedy wielu ludzi, rozmawiał z nimi. Po uroczystościach w szkole, odprowadziłam go na dworzec na pociąg do Warszawy. Widziałam go wtedy po raz ostatni.
Doborowa obsada to połowa sukcesu
Jan Rybkowski nakręcił ponad 50 filmów. Najbardziej znane to oczywiście ,,Chłopi” oraz ,,Kariera Nikodema Dyzmy”. Oba te obrazy uważne są arcydzieła polskiej kinematografii. Karierę zaczął od pracy w teatrach w Częstochowie, Warszawie i Łodzi, gdzie dbał o scenografię. W 1947 r. uzyskał uprawnienia reżysera teatralnego. W tym samym roku podjął pracę w filmie i to właśnie ten gatunek sztuki stał się dominującym w jego dalszej twórczości.
J. Rybkowski pomimo chorobliwego roztargnienia, kłopotów z dysleksją i dysgrafią, odznaczał się niezwykłą pracowitością, profesjonalizmem i twórczą płodnością. Jego filmy odznaczają się biegłością warsztatową i doborową obsadą, wśród której były takie gwiazdy, jak Beata Tyszkiewicz, Anna Nehrebecka, Emilia Krakowska, Grażyna Barszczewska, Adolf Dymsza, Leon Niemczyk, Gustaw Holoubek, Hanna Bielicka, Władysław Hańcza i Roman Wilhelmi.
Z. Bzymek mówi, że J. Rybkowski bardzo starannie dobierał obsadę aktorską do swoich filmów. Ich twarze i charaktery utożsamiał z postaciami z filmów.
-Był w tym bardzo precyzyjny –podkreśla.
Z.Dąbrowska podaje przykłady.
-Pamiętam ile było kontrowersji wokół obsady głównych postaci w ,,Chłopach” –mówi. Kiedy środowisko dowiedziało się, że Borynę ma grać Hańcza, to mówiono, że Janek chyba zwariował. Sam Hańcza też obruszył się na taki pomysł: „Do tej pory grywałem kanclerzy, książąt, a ty mi każesz zagrać chłopa?” –mówił ze śmiechem.
Ale była to jego życiowa rola filmowa. Podobnie było z Ignacym Gogolewskim. Też nie chciał słyszeć o roli Antka i Janek długo musiał go do niej namawiać. Z. Bzymek bardzo dobrze pamięta spotkanie z reżyserem w połowie lat 70. w Gdańsku. Krótko był prezesem Towarzystwa Przyjaciół Gdańska, które było współorganizatorem Festiwalu Filmów Fabularnych. J. Rybkowski przyjeżdżał na festiwale.
-Skończył wtedy kręcić ,,Chłopów” i przygotowywał się do kolejnych filmów, w tym do nowego serialu pt. ,,Kariera Nikodema Dyzmy” -mówi. Był cenionym reżyserem, a film ,,Chłopi” był dowodem jego kunsztu. Pomimo pochwał, uznania był trochę przygnębiony, nieobecny, bo zmarła mu żona, Lidia.
Piękna kariera
J. Rybkowski na przestrzeni 38 lat zrealizował kilkadziesiąt filmów i seriali. Przy pierwszym pt. ,,Ostatni etap” z 1947 r. był kierownikiem artystycznym. Podobnie, jak w ,,Zimowym zmierzchu” i ,,Warszawskiej syrenie” z 1956 r. oraz ,,Do przerwy 0:1” z 1969 r. Sam pisał scenariusze do większości swoich filmów, jak ,,Kapelusz pana Anatola” z 1957 r., ,,Odwiedziny o zmierzchu” z 1966 r., ,,Chłopi” z lat 1972- 73, ,,Dulscy” z 1975 r., czy ,,Kariera Nikodema Dyzmy”. Ostatnim filmem, przy którym pracował, jest film pt. ,,W cieniu nienawiści” z 1985 r. Był opiekunem artystycznym. J. Rybkowski był wielokrotnie nagradzany za swą twórczość. Zdobył m. in. w 1977 r. nagrodę I stopnia ministra kultury i sztuki za całokształt pracy reżyserskiej i pedagogicznej. Zmarł 29 grudnia 1987 r. w Domu Aktora w Skolimowie. Spoczywa na warszawskich Powązkach. W 2006 r. w Łodzi na ul. Piotrkowskiej w Alei Gwiazd odsłonięto gwiazdę dedykowaną temu wspaniałemu reżyserowi.
-Wujek często wracał do wspomnień z lat młodości i lat spędzonych w Ostrowcu –mówi Piotr Dąbrowski. -Kilka razy opowiadał nam epizod z lat dziecięcych. Siedział na gałęzi dębu naprzeciwko Parku Wielopolskich w Częstocicach i patrzył, jak drogą przechodził oddział żołnierzy francuskich. Na czele szedł niski generał, który, co kilka metrów ślizgał się w błocie i w kałużach, a od niechybnych upadków ratował go wysoki oficer. Po latach wujek doszedł do wniosku, że być może tym generałem był Maxim Weygand, wybitny dowódca z czasów I wojny światowej, a tym młodym oficerem mógł był Charles de Gaulle. Opowiadał ze szczegółami o ich wojskowych uniformach.
Jan Rybkowski urodził się 4 kwietnia 1912 r. w willi siostry jego dziadka u zbiegu ulic: Słowackiego i Kilińskiego w Ostrowcu. Dziś na tej działce stoi okazały obiekt liceum im. Stanisława Staszica. W tej willi po ślubie zamieszkali na krótko jego rodzice. Na dzielnicę tę mówiono wówczas Bolesławów i dlatego w wielu publikacjach o reżyserze można się natknąć na zapis, że urodził się on w Bolesławowie koło Ostrowca. Tak miał, zresztą, zapisane w metryce.
-Dzieciństwo spędził u dziadka Kostkowskiego, który najpierw był rządcą majątku Wielopolskich w Częstocicach i mieszkał z rodziną w modrzewiowym dworku. Dworek ten stał tuż przy dzisiejszym budynku muzeum. Dziadek bardzo lubił Janka. Był jego najstarszym wnukiem i miał duży wpływ na jego wychowanie –wspomina Zofia Dąbrowska, wieloletnia dyrektor szkoły w Częstocicach, cioteczna siostra reżysera. Ten dworek rozebrano w ciągu jednego dnia. Kiedyś Janek przyjechał do Ostrowca, wyszedł na spacer, ponieważ bardzo lubił wędrować po okolicy. Pamiętam, jak przybiegł do domu i rozemocjonowany krzyczał w progu: „Słuchaj Zosiu! Dom dziadków rozstał rozebrany!”
Naukę na poziomie podstawowym odbył w Szkole Podstawowej w Częstocicach, którą ukończył w 1926 r.
–Janek był dyslektykiem i miał ogromne problemy z nauką pisania i czytania. Jego matka opowiadała, że być może na tę jego dysleksję i wrażliwość, mogło mieć wpływ zdarzenie z dzieciństwa -uważa Z. Dąbrowska. Miał kilka miesięcy, gdy matka zabrała go do Gżatska pod Smoleńsk, właśnie do dziadka Kostkowskiego, który poróżnił się z hrabią Wielopolskim i przejął kolejny majątek na kresach. Tam spotykała się cała nasza rodzina, ponieważ dziadek miał dwie siostry, które wcześnie owdowiały, więc wszystkie z dziećmi spędzały wakacje w Gżatsku. Mama Janka prowadziła tam ochronkę, a matka Sławka Kostkowskiego (znakomity fotograf, wieloletni współpracownik naszej gazety) kuchnię w tej ochronce. Gdy czekali na jednej ze stacji, gdzieś na kresach, przeraźliwie gwizdały przejeżdżające parowozy. Mały Janek strasznie płakał i długo nie mógł się uspokoić. Był introwertykiem, miał przebogaty świat wewnętrzny. Niezbyt łatwo nawiązywał z ludźmi kontakty. Po śmierci dziadka, rolę najbliższej jego osoby, przejął mój ojciec Hipolit Kwiatkowski. Często bywał w naszym domu w Częstocicach i sporo czasu spędzał z moimi rodzicami. Uczył się, zresztą, w naszej szkole, a później w liceum Chreptowicza w jednej klasie z Janem Piwnikiem „Ponurym”, z którym się przyjaźnił. Pamiętam, że moi rodzice pojechali kiedyś do Poznania na Międzynarodowe Targi i tam znaleźli dla Janka szkołę zdobniczą, do której on pojechał chyba w 1926 r. Później przekształciła się ona w wyższą szkołę plastyczną - Szkołę Nauk Zdobniczych im. J. Mehoffera. Kształcił się w niej w latach 1926- 31.
Dusza artysty
Jan Rybkowski od dzieciństwa przejawiał zainteresowania plastyczne. Bardzo ładnie rysował i malował. Do dziś w Częstocicach, w domu Kwiatkowskich wiszą jego szkice i rysunki. Był zdolnym dekoratorem wnętrz i miał - co często podkreślano - wyjątkową wyobraźnię. Gdy przygotowywał filmy, już wcześniej miał w głowie poukładane obrazy, nie tylko związane z akcją, ale i scenografią. ,,Chłopi” są przecież wierną fotografią polskiej wsi z XIX wieku. Zdzisław Bzymek, prawnik z Ostrowca pamięta reżysera z rysunkami w dłoni.
-Malował farbami, szkicował. Widział to, co chciał w przyszłości przenieść na ekran –podkreśla.
I faktycznie, zostały one uwiecznione.
W rodzinnym albumie pani Zofii, zachowało się zdjęcie z końca lat 20. poprzedniego wieku z przedstawienia teatrzyku w szkole w Częstocicach. Janek Rybkowski, wtedy uczeń poznańskiej szkoły, sam ją wyreżyserował i zaprojektował wspaniałe kostiumy. To był jego sceniczny debiut.
-Ileż tam było postaci bajkowych, a sam efekt sceniczny był wspaniały -wspomina rodzina. –Później Janek pracował jako dekorator i scenograf, a następnie w filmie. Rozpoczął studia w Wyższej Państwowej Szkole Teatralnej. Rozwijał się bardzo szybko. Przy pierwszych produkcjach był kierownikiem artystycznym, scenografem, zaczął pisać scenariusze i reżyserować filmy. W latach 60. był dziekanem na wydziale reżyserii PWSF w Łodzi - kluczowym wydziale tej uczelni.
Uwiecznił rodzinny Ostrowiec
W 1951 r. Jan Rybkowski nakręcił jeden z pierwszych swoich filmów fabularnych pt. „Pierwsze Dni” według powieści Bogdana Hamery pt. ,,Na przykład Plewa”. Był on kręcony w Ostrowcu. Akcja rozgrywała się m.in. w Starej Hucie, gdzie pracował kuzyn reżysera, Wojciech Szymański - filmoznawca, który ma w swoim prywatnym zbiorze wszystkie dzieła reżysera, zbiera o tamtym okresie informacje, stara się dotrzeć do żyjących jeszcze statystów i świadków nagrywania scen filmowych.
-Po notatce, jaka ukazała się w „Gazecie Ostrowieckiej”, skontaktowały się ze mną dwie osoby, których rodzice brali udział w tym filmie –mówi W. Szymański. Najwięcej scen nakręcono w rejonie Wielkiego Pieca obok dzisiejszej wieży ciśnień. Zrobiono też ujęcie bloku na ul. Traugutta za bankiem przy rondzie. Ten blok został wyburzony w latach 80. Jest scena, gdy obaj główni bohaterowie idą wzdłuż tego budynku. Bardzo dokładnie pokazano też główną bramę wjazdową do starej huty. Jej też już nie ma. Poza tym budynek na rogu ul. Młyńskiej, w którym kiedyś znajdował się sklep fotograficzny. Na filmie jest scena, gdy w ul. Młyńską w stronę parku wjeżdżają czołgi. Można też poznać stare budynki przy alei 3 Maja i ul. Czystej. Zdzisław Bzymek dobrze pamięta pracę ekipy filmowej.
-Postać głównego bohatera Plewy, robotnika z ostrowieckiej huty, grał Jan Ciecierski, natomiast jego żonę Hanka Bielicka -wspomina. -Pewne sceny tego filmu były kręcone w naszej szkole w Częstocicach –dodaje Z. Dąbrowska.
Janek filmował występ naszego szkolnego chóru. Miałam później okazję być na premierze tego filmu w dawnym kinie ,,Hutnik” przy ul. Kilińskiego. Pamiętam Jana Ciecierskiego i kilku innych aktorów.
J. Rybkowski bardzo tęsknił za rodzinnym Ostrowcem.
-Gdy z Poznania wracał koleją do Sandomierza, gdzie później mieszkali Rybkowscy, zawsze wysiadał z pociągu w Ostrowcu i przychodził do Częstocic. Pamiętam też jak dziś, zdarzenie z okresu wojny, gdy późnym wieczorem ktoś zastukał do drzwi. Ojciec z duszą na ramieniu otworzył drzwi, a za nimi stał Janek ze swoją przyszłą żoną. Przyjechali z Warszawy z małymi plecakami na ramionach. Zostali u nas przez jakiś czas.
„Chłopi” wywodzą się z Częstocic
Szczególne miejsce w twórczości i w życiu J. Rybkowskiego zajmuje film „Chłopi”. Dzieło to powstawało w latach 1972- 73. Pani Zofia pamięta, gdy Janek zamykał się w pokoju w ich domu w Częstocicach i wiele godzin spędzał nad przedwojennym jeszcze dwutomowym wydaniem powieści Stanisława Reymonta. Pisał coś, rysował. Później z notatkami zabrał je do Warszawy. Miał bogatą wyobraźnię i łączył opisy reymontowskiej wsi z Częstocicami, w których stały domy kryte strzechą, gęsi taplały się w kałużach i tak, jak w ,,Chłopach”, życie mieszkańców wyznaczały pory roku.
Gdy kręcił filmy w Sandomierzu, popołudniami przyjeżdżał do Częstocic z całą ekipą.
-Mieliśmy przyjemność gościć w naszym domu: Gustawa Holoubka ze swoją późniejszą żoną Magdą Zawadzką, Andrzeja Łapickiego, Jana Ciecierskiego, Wojciecha Pszoniaka, Aleksandrę Śląską -mówi pani Zofia. Przyjeżdżali głodni i zmęczeni po całym dniu pracy, a wtedy w sklepach były pustki. Przeżywałam, czym ja ich poczęstuję. Pewnego razu miałam jakieś mięso na niedzielny obiad, ale upiekłam je na kolację. Pamiętam, że siedzieliśmy przy niej bardzo długo i rozmawialiśmy. Janek czuł się w domu swobodnie. Po obiedzie przenosił
się na wygodną kanapę na krótką drzemkę. Wszyscy aktorzy czuli się zmęczeni. Tylko Andrzej Łapicki, gentleman w z każdym calu, siedział wyprostowany na krześle i walczył ze znużeniem.
Dom otwarty
Drzwi domu Jana Rybkowskiego w Warszawie były zawsze otwarte dla przyjaciół i znajomych. Wiele ciepła włożyła weń pierwsza żona reżysera, Lidia. Była duszą towarzystwa.
-Często jeździliśmy z mamą do wuja do Warszawy -podkreśla Piotr Dąbrowski. A gdy już studiowałem w stolicy, kumplowaliśmy się z Wojtkiem Rybkowskim - synem, który studiował na wydziale operatorskim i często u nich bywałem. Mówiliśmy w rodzinie, że był to dom otwarty. Klucz znajdował się u sąsiadki. O każdej porze dnia można było wziąć od niej klucze i zatrzymać się. Pamiętam, że raz zdążyłem otworzyć drzwi, nastawić wodę na herbatę, gdy przyjechał wujek Janek z jakiegoś zagranicznego festiwalu. W domu były tylko raki, nic innego. Jedliśmy te raki, popijaliśmy cytrynówką i oglądaliśmy jakiś film w telewizji.
W Warszawie mieszkał też kolega reżysera z czasów liceum Chreptowicza, Edward Bzymek.
-Wielokrotnie spotykałem J. Rybkowskiego w domu mojego stryja. Lubiłem jeździć do niego -wspomina Z. Bzymek. Gdy chodziłem do ostatniej klasy Chreptowicza, bardzo chciałem zostać reżyserem. Powiedziałem o tym panu Rybkowskiemu, a on odpowiedział mi: „Zdzisław, słuchaj. Istoty rzeczy trzeba szukać w kolorach i nastrojach natury. Nie ma takiej szarości, jak listopadowa. Nie ma takiej mgły rozpełzłej w nieskończoności, wilgotnych kropli i takiego rozproszonego światła, jak w listopadzie. Dodasz do tego sonatę Chopina, recytacje Gogolewskiego i masz wszystko: samotność, skończoność, śmierć”. Zdania te zapisałem na kartce. Dziś są dla mnie pamiątką.
Pani Zofia wspomina natomiast, że Rybkowcy na okres lata i wakacji wynajmowali dom w Sopocie.
-Jeździliśmy tam co roku - wspomina. Zawsze utrzymywaliśmy z Jankiem i jego rodziną bardzo bliskie kontakty. Jego syn Wojtek, znany operator filmowy, urodził się w 1952 r., też 4 kwietnia, jak jego ojciec. Janek był bardzo dumny i szczęśliwy z jego urodzin. Dziś dwaj jego wnuczkowie skończyli studia i mieszkają w Belgii. Ostatni raz widziałam się z Jankiem, gdy przyjechał na obchody 75- lecia Szkoły Podstawowej w Częstocicach, której był absolwentem. Spotkał wtedy wielu ludzi, rozmawiał z nimi. Po uroczystościach w szkole, odprowadziłam go na dworzec na pociąg do Warszawy. Widziałam go wtedy po raz ostatni.
Doborowa obsada to połowa sukcesu
Jan Rybkowski nakręcił ponad 50 filmów. Najbardziej znane to oczywiście ,,Chłopi” oraz ,,Kariera Nikodema Dyzmy”. Oba te obrazy uważne są arcydzieła polskiej kinematografii. Karierę zaczął od pracy w teatrach w Częstochowie, Warszawie i Łodzi, gdzie dbał o scenografię. W 1947 r. uzyskał uprawnienia reżysera teatralnego. W tym samym roku podjął pracę w filmie i to właśnie ten gatunek sztuki stał się dominującym w jego dalszej twórczości.
J. Rybkowski pomimo chorobliwego roztargnienia, kłopotów z dysleksją i dysgrafią, odznaczał się niezwykłą pracowitością, profesjonalizmem i twórczą płodnością. Jego filmy odznaczają się biegłością warsztatową i doborową obsadą, wśród której były takie gwiazdy, jak Beata Tyszkiewicz, Anna Nehrebecka, Emilia Krakowska, Grażyna Barszczewska, Adolf Dymsza, Leon Niemczyk, Gustaw Holoubek, Hanna Bielicka, Władysław Hańcza i Roman Wilhelmi.
Z. Bzymek mówi, że J. Rybkowski bardzo starannie dobierał obsadę aktorską do swoich filmów. Ich twarze i charaktery utożsamiał z postaciami z filmów.
-Był w tym bardzo precyzyjny –podkreśla.
Z.Dąbrowska podaje przykłady.
-Pamiętam ile było kontrowersji wokół obsady głównych postaci w ,,Chłopach” –mówi. Kiedy środowisko dowiedziało się, że Borynę ma grać Hańcza, to mówiono, że Janek chyba zwariował. Sam Hańcza też obruszył się na taki pomysł: „Do tej pory grywałem kanclerzy, książąt, a ty mi każesz zagrać chłopa?” –mówił ze śmiechem.
Ale była to jego życiowa rola filmowa. Podobnie było z Ignacym Gogolewskim. Też nie chciał słyszeć o roli Antka i Janek długo musiał go do niej namawiać. Z. Bzymek bardzo dobrze pamięta spotkanie z reżyserem w połowie lat 70. w Gdańsku. Krótko był prezesem Towarzystwa Przyjaciół Gdańska, które było współorganizatorem Festiwalu Filmów Fabularnych. J. Rybkowski przyjeżdżał na festiwale.
-Skończył wtedy kręcić ,,Chłopów” i przygotowywał się do kolejnych filmów, w tym do nowego serialu pt. ,,Kariera Nikodema Dyzmy” -mówi. Był cenionym reżyserem, a film ,,Chłopi” był dowodem jego kunsztu. Pomimo pochwał, uznania był trochę przygnębiony, nieobecny, bo zmarła mu żona, Lidia.
Piękna kariera
J. Rybkowski na przestrzeni 38 lat zrealizował kilkadziesiąt filmów i seriali. Przy pierwszym pt. ,,Ostatni etap” z 1947 r. był kierownikiem artystycznym. Podobnie, jak w ,,Zimowym zmierzchu” i ,,Warszawskiej syrenie” z 1956 r. oraz ,,Do przerwy 0:1” z 1969 r. Sam pisał scenariusze do większości swoich filmów, jak ,,Kapelusz pana Anatola” z 1957 r., ,,Odwiedziny o zmierzchu” z 1966 r., ,,Chłopi” z lat 1972- 73, ,,Dulscy” z 1975 r., czy ,,Kariera Nikodema Dyzmy”. Ostatnim filmem, przy którym pracował, jest film pt. ,,W cieniu nienawiści” z 1985 r. Był opiekunem artystycznym. J. Rybkowski był wielokrotnie nagradzany za swą twórczość. Zdobył m. in. w 1977 r. nagrodę I stopnia ministra kultury i sztuki za całokształt pracy reżyserskiej i pedagogicznej. Zmarł 29 grudnia 1987 r. w Domu Aktora w Skolimowie. Spoczywa na warszawskich Powązkach. W 2006 r. w Łodzi na ul. Piotrkowskiej w Alei Gwiazd odsłonięto gwiazdę dedykowaną temu wspaniałemu reżyserowi.
















