-Był pan poseł w „Pędzącym króliku”?
-Przyznam się, że nie jadam w tej restauracji i zresztą nawet nie wiem, gdzie mieści się w Warszawie –mówi poseł Jarosław Rusiecki. –Uprzedzę pana pytanie, nie byłem tam nawet w sierpniu ub. roku, gdyż świętowałem imieniny żony. Poza tym jest to czas urlopowy, który spędzam w zaciszu domowym.
-Swoją drogą, to ciekawe, czy w tym „Pędzącym króliku” doszło do przecieku w aferze hazardowej? Wierzy pan w to, że komisja, zarówno ten, jak i inne wątki w tej bulwersującej aferze, wyjaśni?
-Mam w tym względzie spore wątpliwości. Budzą się one zwłaszcza w trakcie swobodnych wypowiedzi świadków, których przesłuchuje komisja śledcza, zwłaszcza tych podejrzewanych o przeciek, liderów Platformy Obywatelskiej, panów Drzewieckiego, Schetyny i Chlebowskiego. Według mnie, mają oni uzgodnione wersje swych zeznań. W zderzeniu z pytaniami komisji zeznania te jednak się rozmijają i różnią się w szczegółach.
-Niektórzy są pewni, że tą całą aferę sprokurował, jako członek PiS i szef CBA, sam Mariusz Kamiński?
-Gwoli ścisłości, Mariusz Kamiński, po tym, jak został szefem CBA złożył mandat posła. Przestał być także członkiem PiS, zostając urzędnikiem państwowym. Afera ta – jestem przekonany o tym, że społeczeństwo jest już tego pewne - została wywołana przez zachowanie polityków Platformy Obywatelskiej. Unik premiera Tuska, związany z rezygnacją o ubieganie się o fotel prezydenta RP, jest tego dobitnym dowodem i przyznaniem się do winy. Media koncentrują się na asystencie posła Drzewieckiego - Marcinie Rosole, jako źródle przecieku, ale przecież mógł się pojawić po rozmowach na nieco wyższych szczeblach. Jestem przekonany, że elita PO robi i będzie robiła wszystko, aby zagmatwać przebieg prac komisji śledczej i nie wskazać winnych. Świadczy o tym postawa przewodniczącego komisji. Zadaję sobie pytanie, jak człowiek tak dyspozycyjny i ulegający wpływom mógł w przeszłości być prezesem Najwyższej Izby Kontroli? Jego zupełnym przeciwieństwem jest przewodniczący komisji w sprawie zbadania śmierci Olewnika. Nie tylko sprawnie prowadzi obrady, ale co nas cieszy szczególnie, współpracuje z opozycją. Efekty pracy komisji są już widoczne. Poza tym, same pytania, jakie zadaje w komisji hazardowej poseł Urbaniak, uchodzący w sejmowych kuluarach za „wybitnego logika”, świadczą o tym, że PO próbuje zmyć z siebie cień podejrzeń. Wierzę jednak w to, że ci, którzy śledzą prace komisji i wczytują się w pewne ujawniane w prasie szczegóły, wiedzą swoje...
-No tak, ale tych szczegółów media nie komentują...
-To nie tylko problem mediów, ale w ogóle demokracji. Dlatego polecam lekturę blogu Kataryny i analizy blogerów na stronie Salonu24. Prace komisji śledczej pokazują, jak jest ona potrzebna, by ukazać społeczeństwu pewne naganne mechanizmy działania elit.
-Aroganckie i pełne buty zachowanie Sobiesiaka pana zaskoczyło?
-Chyba nie. Wcześniej już pokazał, jak traktował instytucje państwa, posłów, ministrów, a teraz próbował zdyskredytować członków komisji śledczej. Swoim zachowaniem wystawił sobie świadectwo. Przy okazji przesłuchania Sobiesiaka raz jeszcze przewodniczący komisji dał dowód na to, że nie potrafi odpowiednio reagować na to, co mówi świadek, który obrażał śledczych, Sejm i dziennikarzy. Dlatego PiS zdecydował się złożyć wniosek o odwołanie posła Sekuły z funkcji przewodniczącego komisji śledczej.
-Niejako w cieniu prac komisji wybuchła także nagonka na TVP po emisji filmu „Towarzysz generał”. To też problem naszej demokracji? Co pan na to, jako członek rady programowej telewizji publicznej?
-Po dwudziestu latach demokratycznej Polski i wolności słowa, film o generale Jaruzelskim jest ważnym głosem w toczącym się dialogu na temat wyjaśnienia wątków historycznych. Ubolewam nad tym, że pan Jaruzelski przez ostatnie 20 lat nigdy nie zdobył się na jednolite oceny przeszłości. Film broni się swoimi faktami. Grzegorz Braun, który jest jednym z autorów „Towarzysza generała”, zrealizował kilka innych ciekawych filmów, m.in. o Lechu Wałęsie. Nie wiadomo dlaczego był szykanowany przez nasz wymiar sprawiedliwości, który udaremnił mu wystąpienie z apelacją w procesie przeciwko jednemu z profesorów językoznawców. W demokratycznym kraju jest to niedopuszczalne, ale w ostatnim czasie Polska z praworządnością, jak już podkreśliłem, ma poważne problemy.
-Dziękuje za rozmowę.
-Mam w tym względzie spore wątpliwości. Budzą się one zwłaszcza w trakcie swobodnych wypowiedzi świadków, których przesłuchuje komisja śledcza, zwłaszcza tych podejrzewanych o przeciek, liderów Platformy Obywatelskiej, panów Drzewieckiego, Schetyny i Chlebowskiego. Według mnie, mają oni uzgodnione wersje swych zeznań. W zderzeniu z pytaniami komisji zeznania te jednak się rozmijają i różnią się w szczegółach.
-Niektórzy są pewni, że tą całą aferę sprokurował, jako członek PiS i szef CBA, sam Mariusz Kamiński?
-Gwoli ścisłości, Mariusz Kamiński, po tym, jak został szefem CBA złożył mandat posła. Przestał być także członkiem PiS, zostając urzędnikiem państwowym. Afera ta – jestem przekonany o tym, że społeczeństwo jest już tego pewne - została wywołana przez zachowanie polityków Platformy Obywatelskiej. Unik premiera Tuska, związany z rezygnacją o ubieganie się o fotel prezydenta RP, jest tego dobitnym dowodem i przyznaniem się do winy. Media koncentrują się na asystencie posła Drzewieckiego - Marcinie Rosole, jako źródle przecieku, ale przecież mógł się pojawić po rozmowach na nieco wyższych szczeblach. Jestem przekonany, że elita PO robi i będzie robiła wszystko, aby zagmatwać przebieg prac komisji śledczej i nie wskazać winnych. Świadczy o tym postawa przewodniczącego komisji. Zadaję sobie pytanie, jak człowiek tak dyspozycyjny i ulegający wpływom mógł w przeszłości być prezesem Najwyższej Izby Kontroli? Jego zupełnym przeciwieństwem jest przewodniczący komisji w sprawie zbadania śmierci Olewnika. Nie tylko sprawnie prowadzi obrady, ale co nas cieszy szczególnie, współpracuje z opozycją. Efekty pracy komisji są już widoczne. Poza tym, same pytania, jakie zadaje w komisji hazardowej poseł Urbaniak, uchodzący w sejmowych kuluarach za „wybitnego logika”, świadczą o tym, że PO próbuje zmyć z siebie cień podejrzeń. Wierzę jednak w to, że ci, którzy śledzą prace komisji i wczytują się w pewne ujawniane w prasie szczegóły, wiedzą swoje...
-No tak, ale tych szczegółów media nie komentują...
-To nie tylko problem mediów, ale w ogóle demokracji. Dlatego polecam lekturę blogu Kataryny i analizy blogerów na stronie Salonu24. Prace komisji śledczej pokazują, jak jest ona potrzebna, by ukazać społeczeństwu pewne naganne mechanizmy działania elit.
-Aroganckie i pełne buty zachowanie Sobiesiaka pana zaskoczyło?
-Chyba nie. Wcześniej już pokazał, jak traktował instytucje państwa, posłów, ministrów, a teraz próbował zdyskredytować członków komisji śledczej. Swoim zachowaniem wystawił sobie świadectwo. Przy okazji przesłuchania Sobiesiaka raz jeszcze przewodniczący komisji dał dowód na to, że nie potrafi odpowiednio reagować na to, co mówi świadek, który obrażał śledczych, Sejm i dziennikarzy. Dlatego PiS zdecydował się złożyć wniosek o odwołanie posła Sekuły z funkcji przewodniczącego komisji śledczej.
-Niejako w cieniu prac komisji wybuchła także nagonka na TVP po emisji filmu „Towarzysz generał”. To też problem naszej demokracji? Co pan na to, jako członek rady programowej telewizji publicznej?
-Po dwudziestu latach demokratycznej Polski i wolności słowa, film o generale Jaruzelskim jest ważnym głosem w toczącym się dialogu na temat wyjaśnienia wątków historycznych. Ubolewam nad tym, że pan Jaruzelski przez ostatnie 20 lat nigdy nie zdobył się na jednolite oceny przeszłości. Film broni się swoimi faktami. Grzegorz Braun, który jest jednym z autorów „Towarzysza generała”, zrealizował kilka innych ciekawych filmów, m.in. o Lechu Wałęsie. Nie wiadomo dlaczego był szykanowany przez nasz wymiar sprawiedliwości, który udaremnił mu wystąpienie z apelacją w procesie przeciwko jednemu z profesorów językoznawców. W demokratycznym kraju jest to niedopuszczalne, ale w ostatnim czasie Polska z praworządnością, jak już podkreśliłem, ma poważne problemy.
-Dziękuje za rozmowę.




















