-Byłeś gościem honorowym mityngu bokserskiego w Ostrowcu. Podobały ci się walki?
-Tak, choć ich poziom był zróżnicowany. Zaskoczyło mnie jednak olbrzymie zaangażowanie ostrowieckich działaczy – mówi pięściarski mistrz świata, Damian Jonak. -Łukasz Dybiec potrafił zjednać sobie grono współpracowników, z którymi wręcz modelowo prowadzą sprawy klubowe. Sobotni mityng miał wspaniałą atmosferę.
Widać, że udało się wam zachęcić młodzież do treningów i zaszczepić zapał zarówno do szkolenia, jak i organizacji zawodów. Macie dobrych trenerów. Ja wyszedłem spod ręki Marka Okroskowicza, który nie tylko jest wspaniałym szkoleniowcem, ale także pedagogiem. Psychika w ringu czasami bowiem jest ważniejsza, niż wytrenowanie techniczne i taktyczne. Cieszę się, że są takie turnieje w Ostrowcu. Nowa hala może wam przynieść same korzyści, nie tylko galę boksu zawodowego. Nasze społeczeństwo coraz częściej garnie się do sportu. Niezbędna jest więc odpowiednia infrastruktura sportowa. Trzymam kciuki, aby w waszym mieście odbyła się walka o tytuł mistrza świata.
-Czy jest więc szansa, abyś to właśnie ty stoczył tę walkę na ostrowieckim ringu?
-Chciałbym, ale to dość odległy termin i nie wiem, jak potoczą się moje losy, kiedy będę walczył. Wiele też zależy od promotorów i przebiegu rozmów z nimi władz miasta.
-Byłoby to arcyciekawe, gdyż – jak się dowiedzieliśmy – twoje związki rodzinne prowadzą właśnie do Ostrowca. To prawda?
-Jak najbardziej. W Ostrowcu mieszka mój kuzyn i kuzynka. Ich ojcem był brat mojego taty, świętej pamięci już mój chrzestny, który pół roku temu zmarł. Będąc w sobotę w Ostrowcu wybrałem się z kwiatami na jego grób.
-No właśnie, w ostatniej swej walce z Turkiem Turgayem szybko się uwinąłeś. Pokonałeś go już w pierwszej rundzie, po lewym sierpowym i serii ciosów na korpus. Wiadomo już z kim stoczysz kolejną walkę?
-A to akurat zasługa trenera, który na tę walkę opracował znakomitą taktykę. Zadałem wręcz podręcznikowe ciosy i udało mi się zakończyć walkę bardzo szybko. Cieszę się, tym bardziej, że nastawiałem się na ciężki, wielorundowy pojedynek. Rywal, choć nie pokazała tego walka, był szalenie wymagający. To typowy twardziel, z którym naprawdę ciężko jest wygrać przed czasem. Obecnie trwają rozmowy moich promotorów na temat kolejnej walki. O tym z kim, kiedy i gdzie będę walczył przekonamy się już za kilka tygodni.
-Czym dla ciebie jest boks?
-Pojedynkiem gladiatorów. Kiedy wchodzę między liny staram się boksować efektownie, by zadowolić kibiców, by walka była widowiskowa. Tylko dzięki nim my, sportowcy, w ogóle istniejemy i możemy wykonywać swój zawód.
-Twoim zdaniem jest jakaś cezura wieku, w którym amatorzy powinni kontynuować swą karierę w boksie zawodowym? Wielu np. odradzało Tomaszowi Adamkowi szybkie przejście na zawodowstwo, ale było i wielu takich, którzy mówili, iż uczynił to zbyt późno…
-Każdy powinien stoczyć odpowiednią ilość walk amatorskich i nabyć stosowne doświadczenie, bez którego trudno mu będzie przebić się w drabince zawodowej. Na pewno najpierw warto wystąpić np. na Igrzyskach Olimpijskich i poczekać na to, by spróbować chleba zawodowego. Najważniejsze są jednak predyspozycje, a nie wiek i czas.
-Jeśli powiem, że wraz z Mateuszem Masternakiem jesteście, jako mistrzowie świata ambasadorami boksu świętokrzyskiego, to chyba nie skłamię?
-No nie. Urodziłem się we Włoszczowie i jestem bardzo związany z regionem świętokrzyskim, choć chyba miałem pięć lat, kiedy z rodzicami z małej wsi Ogarka przeprowadziliśmy się na Śląsk. A poza tym mam rodzinę w Ostrowcu, z czego bardzo się cieszę.
-Dziękuję za rozmowę.
-Czy jest więc szansa, abyś to właśnie ty stoczył tę walkę na ostrowieckim ringu?
-Chciałbym, ale to dość odległy termin i nie wiem, jak potoczą się moje losy, kiedy będę walczył. Wiele też zależy od promotorów i przebiegu rozmów z nimi władz miasta.
-Byłoby to arcyciekawe, gdyż – jak się dowiedzieliśmy – twoje związki rodzinne prowadzą właśnie do Ostrowca. To prawda?
-Jak najbardziej. W Ostrowcu mieszka mój kuzyn i kuzynka. Ich ojcem był brat mojego taty, świętej pamięci już mój chrzestny, który pół roku temu zmarł. Będąc w sobotę w Ostrowcu wybrałem się z kwiatami na jego grób.
-No właśnie, w ostatniej swej walce z Turkiem Turgayem szybko się uwinąłeś. Pokonałeś go już w pierwszej rundzie, po lewym sierpowym i serii ciosów na korpus. Wiadomo już z kim stoczysz kolejną walkę?
-A to akurat zasługa trenera, który na tę walkę opracował znakomitą taktykę. Zadałem wręcz podręcznikowe ciosy i udało mi się zakończyć walkę bardzo szybko. Cieszę się, tym bardziej, że nastawiałem się na ciężki, wielorundowy pojedynek. Rywal, choć nie pokazała tego walka, był szalenie wymagający. To typowy twardziel, z którym naprawdę ciężko jest wygrać przed czasem. Obecnie trwają rozmowy moich promotorów na temat kolejnej walki. O tym z kim, kiedy i gdzie będę walczył przekonamy się już za kilka tygodni.
-Czym dla ciebie jest boks?
-Pojedynkiem gladiatorów. Kiedy wchodzę między liny staram się boksować efektownie, by zadowolić kibiców, by walka była widowiskowa. Tylko dzięki nim my, sportowcy, w ogóle istniejemy i możemy wykonywać swój zawód.
-Twoim zdaniem jest jakaś cezura wieku, w którym amatorzy powinni kontynuować swą karierę w boksie zawodowym? Wielu np. odradzało Tomaszowi Adamkowi szybkie przejście na zawodowstwo, ale było i wielu takich, którzy mówili, iż uczynił to zbyt późno…
-Każdy powinien stoczyć odpowiednią ilość walk amatorskich i nabyć stosowne doświadczenie, bez którego trudno mu będzie przebić się w drabince zawodowej. Na pewno najpierw warto wystąpić np. na Igrzyskach Olimpijskich i poczekać na to, by spróbować chleba zawodowego. Najważniejsze są jednak predyspozycje, a nie wiek i czas.
-Jeśli powiem, że wraz z Mateuszem Masternakiem jesteście, jako mistrzowie świata ambasadorami boksu świętokrzyskiego, to chyba nie skłamię?
-No nie. Urodziłem się we Włoszczowie i jestem bardzo związany z regionem świętokrzyskim, choć chyba miałem pięć lat, kiedy z rodzicami z małej wsi Ogarka przeprowadziliśmy się na Śląsk. A poza tym mam rodzinę w Ostrowcu, z czego bardzo się cieszę.
-Dziękuję za rozmowę.




















