- Spędził pan urlop na wyspie Pag w Chorwacji, gdzie pojechał pan z grupą przyjaciół własnym samochodem. Czy po 10 dniach urlopu jest pan wypoczęty i gotowy do pracy na rzecz miasta i jego mieszkańców?
- Chorwacja robi wrażenie na przybyszach - mówi prezydent miasta, Jarosław Wilczyński. - Piękne krajobrazy i drogi. Bardzo dużo Polaków wypoczywa właśnie w Chorwacji. Od dwóch tygodni jestem już w Ostrowcu, gdzie jest pełno pracy. Mimo, że mamy okres wakacji, dużo się dzieje. Twa rewitalizacja centrum, budowa hali widowiskowo - sportowej oraz MOMP-u. Mnie to, osobiście, cieszy i nakręca.
- Jak wygląda zaawansowanie tych prac?
- Jeśl i chodzi o halę, to wszystko przebiega zgodnie z harmonogramem. Dużo czasu, jak przypuszczam, zajmie wykonawcy montaż wyposażenia i sprawdzenie, jak funkcjonuje całość. Cieszy również zaawansowanie prac w Parku Miejskim oraz w obrębie rewitalizowanego śródmieścia. Zastrzeżenia do tempa prac miałbym jedynie do budowy ul. Sienkiewicza.
- A jak wygląda budowa IV etapu ul. Zagłoby?
-Jestem zadowolony, że dzięki decyzji MSWiA po mojej skardze na wojewodę w ogóle ruszyliśmy z procedurami. Czekamy na pozwolenie na budowę. Wierzę, że jeszcze w tym roku będę mógł wbić pierwszą łopatę na placu budowy. Tempo przygotowania tej potężnej inwestycji, które zajęło od pomysłu do rozpoczęcia ledwie dwa lata, jest błyskawiczne. To heroiczna praca moich urzędników.
- W kampanii prezydenckiej obiecał pan przygotować tereny inwestycyjne. Ta sprawa jakoś ucichła. Dlaczego?
- Przyjmuję głosy krytyki, ale chcę podkreślić, że tereny pod inwestycje przygotowuje się latami. Opracowanie miejscowego planu rozwoju to jest pierwszy krok w tym kierunku. Ale jest też żmudna praca związana z regulacją stanów prawnych. Obecnie zaczyna się proces wykupywania gruntów, które trzeba będzie jeszcze uzbroić. To problem gigantyczny, praca na co najmniej jeszcze jedną kadencję.
- Można odnieść wrażenie, że po okresie pewnego boomu gospodarczego wszystko ucichło. Czy rzeczywiście obecnie nic się nie dzieje i nie ma zainteresowania Ostrowcem ze strony inwestorów?
- Jest to mylne wrażenie. Słyszeliśmy przecież niedawno o centrum logistycznym firmy Signal, na które jest dofinansowanie z Unii Europejskiej. To rodzimy kapitał, ale też pozytywny sygnał dla gospodarki. Mamy też zagranicznego inwestora, który chce wejść do Ostrowca i stworzyć około 120 miejsc pracy.
- To naprawdę coś nowego. Co pan prezydent ma na myśli?
- Nie mogę na ten temat więcej powiedzieć, bo jest to objęte tajemnicą biznesową. Chodzi o inwestora produkującego technologie mające zastosowanie w ochronie środowiska. Współpracują z nim ostrowieccy inżynierowie. Rozmowy trwają już od roku. Jeśli uda mi się sprzedać kolejną działkę przy ul. Zagłoby innemu inwestorowi, tym razem krajowemu, to będzie to ważny sygnał dla inwestorów zainteresowanych wejściem do naszego miasta. Polskie firmy mają na kontach miliardy złotych, które mogłyby inwestować, gdyby tylko pojawiły się przesłanki rozwoju gospodarczego. Trzymam też kciuki za walcownię, której budowę – finansowaną przez Interspeed - wstrzymał kryzys. Napisałem w tej sprawie list intencyjny popierający tę inwestycję.
- Jak się panu układa współpraca z syndykiem masy upadłości Huty Ostrowiec, który będzie dysponował działkami pod inwestycje? Czy nie sądzi pan, że błędem była sprzedaż Celsie huty razem z terenami pod inwestycje?
- Z syndykiem spotkałem się kilka dni temu i po raz kolejny apelowałem o przyspieszenie prac nad pozyskaniem terenów pod inwestycje. Owszem, jest tam mnóstwo prac geodezyjnych i prawnych do wykonania, ale powinno iść w ślad za tym większe zaangażowanie ze strony pracowników i służb. Miasto jest zainteresowane nabywaniem poszczególnych działek od syndyka. Mamy tu prawo pierwokupu. Na pewno z niego skorzystamy w odniesieniu do kilkunastu hektarów. Dla wydziału promocji byłoby to ogromne pole do popisu przez co najmniej rok, dwa. Nic tak nie przyciąga inwestorów, jak gotowe, uzbrojone działki z dobrym dojazdem do głównych dróg.
- Czy jest pan w stanie zmotywować syndyka do bardziej intensywnej pracy?
- Mogę apelować. Przy okazji staram się odzyskać z masy upadłości należności z tytułu niezapłaconych przez hutę podatków. Kilka milionów złotych uzyskałem w 2009 r. Chciałbym również w tym roku pozyskać kolejne kilka milionów złotych.
- Mamy dekoniunkturę, na ile jest ona widoczna w budżecie Ostrowca?
- Nie będę ukrywał, że wpływy z PIT i CIT zmalały. W ciągu pół roku jest to kilka milionów złotych różnicy na niekorzyść miasta. Firmy mniej płacą do budżetu, ludzie mniej zarabiają, stąd niższe wpływy z podatków od wynagrodzeń. O ile w 2009 r. zjawisko to nie było aż tak widoczne, o tyle w 2010 r. aż nadto. W innych miastach już widać wyhamowywanie inwestycji. My tego nie zamierzamy robić. Inwestycje unijne nadal są dla nas priorytetem. W sumie do tej pory pozyskaliśmy około 130 mln zł z UE. Trudna sytuacja finansowa zmusza nas jednak do oglądania każdej złotówki przed jej wydaniem. Tak jest np. z pomysłem MEC-u, który chce - mając możliwość pozyskania środków zewnętrznych - rozbudować sieć cieplną na terenie miasta.
- Czy sprawdza się pańskie, nowoczesne podejście do walki z ubóstwem?
- Od zawsze byłem zdania, aby nie dawać pieniędzy za nic. Uważam, że w ten sposób krzywdzimy ludzi, bo uczymy ich bierności. Należy bardziej pomagać tym, którzy chcą wyjść ze sfery ubóstwa. Powiem to na przykładzie: mam dwa mieszkania do wyboru, czy dać je osobom, które nie płacą czynszu, są eksmitowane, czy też postawić na wychowanków domów dziecka wkraczających w dorosłe życie, uczących się i chcących pracować? Wolę dać szansę tym, którzy dzięki pomocy gminy opuszczą sferę ubóstwa. Popieram też organizowanie różnych kursów i szkoleń, dających szansę na znalezienie pracy. Chcę nawet przekształcić CIS, aby część zadań realizowanych przez MOPS, przejęły organizacje pozarządowe.
- Jaki ma pan pomysł na ożywienie Częstocic?
- Zakończenie modernizacji MOMP-u, a także budowy hali widowiskowo-sportowej stworzy nową sytuację. Do Częstocic powróci Straż Miejska, MOPS, PCPR, być może spółka informatyczna. Wymusi to zmianę rozkładu komunikacji. Robiona jest w tej dzielnicy kanalizacja sanitarna. To przyciągnie ludzi, którzy nie będą budowali się na terenie gmin ościennych, lecz dajmy na to w Częstocicach. Nie zapominamy o projekcie budowy zbiorników retencyjnych na Modle, co dałoby ochronę przed skutkami powodzi.
- Jakim miastem jest i powinien być, według pana, Ostrowiec?
-To, przede wszystkim, miasto przyjazne do życia, którego problemem jest, w dalszym ciągu, przełamywanie monokultury przemysłowej. Podobnie jest w byłej NRD, gdzie proces ten trwa blisko 20 lat i gdzie mimo wpompowania ogromnych pieniędzy wiele miast podobnych do naszego wymarło. W Ostrowcu mimo upadku hutnictwa i przemysłu odzieżowego idziemy do przodu. Próbujemy z trudem budować nowe miejsca pracy, a ostatnio nawet mieszkania w systemie developerskim. To z pewnością będzie przeciwdziałało wyludnieniu. Jest to zresztą problem, który należy widzieć w kontekście otoczenia. Ostrowiec jest i pozostanie ośrodkiem wzrostu. Młodzi ludzie pracują w Ostrowcu, a mieszkają w sąsiednich gminach. To dla nas sygnał, aby zachęcić ich do pozostania w mieście. Liczymy tu na zmianę polityki rządu, który powinien zmienić finansowanie budownictwa, by umożliwić nabywanie mieszkań również przez osoby nie mające zdolności kredytowej. Takie plany już są. Szansą dla nas jest także turystyka. Ostrowiec, dzięki mnie, jest w Krzemiennym Kręgu. Planujemy uruchomienie multimedialnego muzeum hutnictwa. W dawnej Sali Tradycji przy ul. Świętokrzyskiej chcemy pokazywać rozwój hutnictwa na naszych ziemiach. Myślę, że w ślad za tym powstaną nowe hotele. Miasto zmieni swoje oblicze, zyskają mieszkańcy.
- Przed nami kolejne wybory samorządowe. Z jaką ekipą pójdzie w drugą kadencję?
- Mam swoją sprawdzoną ekipę. Zmian kadrowych znaczących w swoim zespole raczej nie przewiduję. Dobrze mi się współpracuje z moimi zastępcami, co nie znaczy, że nie ma między nami różnicy zdań na pewne tematy. Dla mnie praca w samorządzie jest pasją. Z wykształcenia jestem politologiem. Ostatnio ukończyłem z wynikiem bardzo dobrym Akademię Liderów Samorządowych na Uniwersytecie Warszawskim w Warszawie. Moja specjalność to zarządzanie zasobami ludzkimi i promocja jednostek samorządu terytorialnego. Zajmowałem się teorią konfliktów. Wiem jak je skutecznie rozwiązywać, czy to w swoim zespole, czy to na szerszym forum. Cieszy mnie, że ludzie w wyborach samorządowych nie głosują na partie i szyldy, ale na konkretnych ludzi. 70 proc. samorządów jest zarządzanych przez bezpartyjnych wójtów, burmistrzów i prezydentów. Dla mnie najważniejsza będzie ocena mieszkańców. Nie wszystko udało mi się zrobić, ale też czasy, w których przyszło mi kierować miastem, nie są łatwe.
- Dziękujemy za rozmowę.




















