Wtorek, 22. maja 2012

Ostatnia aktualizacja07:21:34

Gorący temat
Publicystyka Wywiady Prezydent uodporniony na krytykę...

Prezydent uodporniony na krytykę...

Email Drukuj PDF

-Panie prezydencie, czy jest pan odporny na krytyczne opinie, jakie pojawiają się pod pana adresem, choćby na forach internetowych, czy też trudno opanować panu związane z tym emocje? -Zdaję sobie sprawę, że jestem osobą publiczną, politykiem i że w sposób konstruktywny powinienem być krytykowany - mówi Jarosław Wilczyński.

Jestem nawet uodporniony na krytykę ze strony tzw. trolli internetowych, zajmujących się jedynie ośmieszaniem lub obrażaniem, ale dopóty, dopóki nie dotyka ona mojej rodziny. W jednym przypadku tak się stało i dlatego złożyłem w prokuraturze stosowne doniesienie. Przyznaję, że jeszcze nie tak dawno z przyjemnością czytałem toczące się dyskusje na forach internetowych. Ostatnio jednak ich poziom obniżył się, choć zapewne wpływ na taki stan rzeczy miała miniona kampania wyborcza i prowadzony w jej trakcie czarny PR, np. wobec mnie na specjalnie założonym w tym czasie blogu. To jednak ludzi nie ubawiło, a twórcy blogu nie zyskali aplauzu.
-Młodzi internauci, choćby w komentarzach ukazujących się na stronie internetowej „Gazety Ostrowieckiej”, dyskutują także o tym, że za pana kadencji trwa swoista karuzela stanowisk, że coraz trudniej jako absolwentom znaleźć im w Ostrowcu pracę i nie mają w tej materii - przy takim układzie władzy - należytego wsparcia…
-Problem młodzieży jest strukturalny, a na rynku pracy widać błędne rozwiązania systemowe. Dziś coraz trudniej znaleźć wysoko wyspecjalizowanego pracownika. W Urzędzie Miasta chcemy np. zatrudnić specjalistów od planowania przestrzennego i inżynierów budownictwa. Niestety, niegdyś szkolnictwo zawodowe zostało zepchnięte na plan drugi i dlatego ofiarą tego rozwiązania padają dziś młodzi, którzy co prawda kończą różne uczelnie, otrzymują dyplomy, ale w zawodach, którymi rynek pracy jest nasycony. Niektóre kierunki nauczania nie mają żadnej przyszłości. Licencjat z zarządzania i marketingu już nie wystarczy do tego, by znaleźć ciekawą i dobrze płatną pracę.
-No dobrze, ale co faktycznie robi gmina, by zatrzymać młodzież przed emigracją zarobkową, czy to do innych miast, czy też za granicę?
-Z myślą właśnie o młodych rodzinach rozpoczęliśmy budowę mieszkań. Młodzi, przy pomocy państwa, mogą kupić w naszym mieście za uzyskane kredyty mieszkaniowe nowe mieszkania, których metr kwadratowy kosztuje około 3 tys. zł. Nieustannie zabiegamy o inwestorów, tak jak ostatnio ma to miejsce w przypadku duńskiej firmy Weiss, która wygeneruje 150 nowych miejsc pracy i to w produkcji. Pobudzamy sektor usług. Zaczyna się też ożywienie na rynku szwalniczym. Chcemy wykorzystać fakt, że ostatnio sporo młodych osób powróciło do Ostrowca z Irlandii, Anglii i Szkocji i chce zainwestować w swoim mieście zarobione tam pieniądze. Niestety, mamy takie czasy, że dziś nikt niczego gotowego nie poda na tacy. Jako gmina czynimy wszystko, aby w miarę możliwości dać młodzieży możliwość startu w dorosłe życie. Pomocą zawsze służy Agencja Rozwoju Lokalnego i inkubator przedsiębiorczości. Na określoną sytuację młodych wpływ ma także niż demograficzny, który ma i będzie miał niebagatelny wpływ na rozwój miasta.
-W Internecie można też wyczytać, że jest pan człowiekiem Piotra Lichoty i że bardziej dba o Bałtów niż Ostrowiec. Co pan na to?
-Podchodzę do tego z uśmiechem na twarzy, choć zastanawiam się, czy jest to śmieszne, czy straszne. Takie opinie trudno zakwalifikować nawet jako kompleks wobec gminy Bałtów, którą zamieszkuje niespełna 4 tys. mieszkańców. Słyszałem, że chcę doprowadzić do upadłości MPK, po to tylko, by po ulicach Ostrowca jeździły bałtowskie school busy. McDonald’s z kolei powstał w Ostrowcu, jako jedna z atrakcji dla odwiedzających Bałtów.
-Zarzuca się panu, że pogrąża pan Ostrowiec w marazmie, że miasto przestaje się rozwijać, a ludzie ubożeją…
-Ciężko obronić tę tezę, skoro na ten rok, który zapowiada się jako wyjątkowo trudny dla gospodarki, w budżecie naszego miasta wyasygnowaliśmy ponad 80 mln zł na wydatki majątkowe. To oznacza, że jedną trzecią budżetu przeznaczamy właśnie na rozwój Ostrowca. Ludzie, którzy po latach odwiedzają nasze miasto mówią, że się ono zmienia i jest coraz ładniejsze. Mamy też coraz lepsze drogi. Liczę na to, że w ciągu dwóch lat zaczną się wykluwać planowane rok temu inicjatywy gospodarcze. Sprzedajemy kolejne działki pod inwestycje. Na pewno część ostrowczan żyje na granicy ubóstwa, ale część możemy spokojnie zaliczyć do grupy osób średniozamożnych. Wśród nas są i tacy, którzy należą do najbogatszych w regionie. Taki przekrój społeczny jest w całej Europie.
-Chce pan powiedzieć, że o Ostrowcu tym lepiej się mówi im dalej od jego granic?
-Tak właśnie jest. Nasze miasto jest ośrodkiem wzrostu, o niepodważanej i stabilnej pod tym względem pozycji wicelidera województwa świętokrzyskiego. Na dodatek wydajemy spore pieniądze, by utrzymać pewien poziom życia mieszkańców. Mam tu na myśli kulturę, sport. Wszyscy to doceniają w kraju. Najtrudniej usłyszeć pozytywne opinie. Okazuje się, wśród samych ostrowczan, choć zdaję sobie sprawę, że moimi oponentami jest jakaś stała grupa malkontentów, uprawiających krytykę dla samej krytyki. Może czasami warto więc wyjść zza monitora komputera, pojechać do innego miasta i w ten sposób kształtować opinię o swoim rodzinnym mieście? Moim zdaniem, Ostrowiec jest miastem dynamicznie się zmieniającym. Nawet w tak rzekomo krytycznym dla Ostrowca badaniu opinii publicznej 62 proc. mieszkańców stwierdziło, że w Ostrowcu żyje im się dobrze, a jeszcze większy odsetek zauważył pozytywne zmiany.
-A może ta krytyka jest, po prostu, wypadkową wielkich ambicji ostrowczan? Pytanie tylko, czy mogą one być akurat tu i teraz zaspokojone?
-To, że jesteśmy ambitni, a miasto jest perspektywiczne, jest pewnikiem. To oczywiste, że każdy chciałby, aby np. KSZO grał w Ekstraklasie, ale z drugiej strony nie da się zbudować zespołu na miarę tej klasy rozgrywkowej w oparciu o budżet miasta wielkości Ostrowca. To porównanie da się zastosować do wielu innych dziedzin życia, bo przecież nie jesteśmy metropolią.
-Dziękujemy za rozmowę.