-Dowiedzieliśmy się, że już wkrótce poprowadzi pan mającą bogate tradycje sekcję teatralną w ostrowieckim Miejskim Centrum Kultury. Czy to prawda, a jeśli tak to czy mógłby pan zdradzić szczegóły jej funkcjonowania? Czego chce pan nauczyć młodych adeptów aktorstwa? -Uff… Prawdą jest, że trwają rozmowy na temat przywrócenia sekcji teatralnej w Miejskim Centrum Kultury – mówi znany aktor, Jan Krzysztof Szczygieł.
Powołanie takiego teatru jest długim procesem. Po pierwsze, trzeba rozeznać, czy jest taka potrzeba w naszym mieście, czy będą chętni na taką, trudną pracę. Po drugie, czy będą na to pieniądze, bo wiem, że ich nie ma. Co do szczegółów to za wcześnie, by je zdradzać. Mówiąc o działaniach teatralnych w naszym mieście myślę właściwie o teatrze, nie o sekcji. Co do uczenia… Myślę o podzieleniu się swoim doświadczeniem i umiejętnościami z 20 lat pracy w tym zawodzie, a to oznacza, że chcę nauczyć pracy nad sobą, pracy nad rolą.
-Kiedy ewentualnie moglibyśmy się spodziewać premierowego spektaklu ostrowieckiego teatru?
-Gdyby, choć nie lubię gdybać, bo z tego nic nie wynika, ale jeśli byliby chętni i utalentowani ludzie i byłyby pieniądze, to na wiosnę 2011 roku, w maju, jestem gotowy oddać sztukę widzowi. A może w naszym mieście znajdzie się mecenas sztuki? Wiem, że w naszym Ostrowcu jest wielu bardzo bogatych ludzi, może więc ktoś z nich chętnie zainwestuje w rozwój teatru w naszym mieście?
-Czy, pana zdaniem, w takim mieście, jak Ostrowiec Świętokrzyski jest szansa, aby powstał teatr amatorski, który w przyszłości mógłby się - wzorem Kielc, Radomia, czy Rzeszowa - przekształcić w teatr zawodowy?
-Teatr zawodowy, teatr amatorski, dziś to rozróżnienie się zaciera. Wiem, że wiele miejscowości mniejszych od Ostrowca ma swoje teatry. Weźmy taki Łańcut. Byłem w 2008 i 2010 roku w Grenoble we Francji. W lipcu odbywa się tam wielki festiwal teatralny. Miasto żyje tym wydarzeniem, bo przyjeżdżają teatry z całego świata. Ja spotykam tam teatr z Łańcuta i muszę przyznać, że z powodzeniem ta trupa tam funkcjonuje. Wiem, że mają swojego prywatnego sponsora, który z chęcią inwestuje w ich działania. To bardzo dobry układ. Oczywiście, chciałbym, by ten teatr ostrowiecki podlegał pod MCK.
-Z Ostrowca Świętokrzyskiego wywodzi się wielu, znakomitych aktorów, którzy mogliby także włączyć się w nurt życia ostrowieckiego teatru. To, że na deskach „Etiudy” moglibyśmy ujrzeć razem Mirosława Bakę, Jana Krzysztofa Szczygła, Agnieszkę Warchulską, Wojciecha Kowmana pozostanie tylko naszym marzeniem?
-Kto wie… Może, gdybyśmy się spotkali wszyscy razem i porozmawiali o wspólnym przedsięwzięciu, to by się udało, ale nikt z taką propozycją do nas się nie zwrócił… Pan jest pierwszy. Pomysł godny uwagi, choć czy technicznie możliwy do zrealizowania? Nie wiem, nadal dochodzimy do tematu pieniędzy.
-Spotkałem się kiedyś z powiedzeniem, że zabawa w teatr się nie opłaca. Słyszałem również, że widzowie są twórcami teatru, a nie instytucje, czy biznesmani w roli mecenasów tej sztuki. Co pan na to?
-Biznesmeni, genialny pomysł, jak kiedyś, jak i dziś, ale na Zachodzie. Pozostaje więc kwestia dotarcia do takich biznesmenów, a może po naszym wywiadzie sami się zgłoszą z taką ofertą? Jest wiele dziedzin życia, które na pierwszy rzut oka nie są opłacalne. Jeśli na wszystko będziemy patrzeć z perspektywy pieniądza, to wkrótce powrócimy do niewolnictwa, a ono nawet już jest, choć jeszcze ukryte… Człowiek potrzebuje czegoś więcej, niż tylko pieniędzy, które – to fakt - do życia są bardzo potrzebne. Człowiek potrzebuje wyższych wartości, by się rozwijać, uszlachetniać, by budować własną wrażliwość, własną kulturę osobistą. Czy woli pan przebywać z nieokrzesanym człowiekiem, bez zasad, bez kultury czy raczej z osobą kulturalną? To jest pytanie do biznesmenów. Kolejne pytanie to na jakim poziomie chcemy się zatrzymać? Czy to ma być poziom zachowań środowiska? Czy może coś więcej? Może poziom przekonań, tożsamości, a nawet misji. Misja to dziś niepopularne słowo, ale warto do tego powrócić. I do tego zachęcam.
-Dziękuję za rozmowę.
-Kiedy ewentualnie moglibyśmy się spodziewać premierowego spektaklu ostrowieckiego teatru?
-Gdyby, choć nie lubię gdybać, bo z tego nic nie wynika, ale jeśli byliby chętni i utalentowani ludzie i byłyby pieniądze, to na wiosnę 2011 roku, w maju, jestem gotowy oddać sztukę widzowi. A może w naszym mieście znajdzie się mecenas sztuki? Wiem, że w naszym Ostrowcu jest wielu bardzo bogatych ludzi, może więc ktoś z nich chętnie zainwestuje w rozwój teatru w naszym mieście?
-Czy, pana zdaniem, w takim mieście, jak Ostrowiec Świętokrzyski jest szansa, aby powstał teatr amatorski, który w przyszłości mógłby się - wzorem Kielc, Radomia, czy Rzeszowa - przekształcić w teatr zawodowy?
-Teatr zawodowy, teatr amatorski, dziś to rozróżnienie się zaciera. Wiem, że wiele miejscowości mniejszych od Ostrowca ma swoje teatry. Weźmy taki Łańcut. Byłem w 2008 i 2010 roku w Grenoble we Francji. W lipcu odbywa się tam wielki festiwal teatralny. Miasto żyje tym wydarzeniem, bo przyjeżdżają teatry z całego świata. Ja spotykam tam teatr z Łańcuta i muszę przyznać, że z powodzeniem ta trupa tam funkcjonuje. Wiem, że mają swojego prywatnego sponsora, który z chęcią inwestuje w ich działania. To bardzo dobry układ. Oczywiście, chciałbym, by ten teatr ostrowiecki podlegał pod MCK.
-Z Ostrowca Świętokrzyskiego wywodzi się wielu, znakomitych aktorów, którzy mogliby także włączyć się w nurt życia ostrowieckiego teatru. To, że na deskach „Etiudy” moglibyśmy ujrzeć razem Mirosława Bakę, Jana Krzysztofa Szczygła, Agnieszkę Warchulską, Wojciecha Kowmana pozostanie tylko naszym marzeniem?
-Kto wie… Może, gdybyśmy się spotkali wszyscy razem i porozmawiali o wspólnym przedsięwzięciu, to by się udało, ale nikt z taką propozycją do nas się nie zwrócił… Pan jest pierwszy. Pomysł godny uwagi, choć czy technicznie możliwy do zrealizowania? Nie wiem, nadal dochodzimy do tematu pieniędzy.
-Spotkałem się kiedyś z powiedzeniem, że zabawa w teatr się nie opłaca. Słyszałem również, że widzowie są twórcami teatru, a nie instytucje, czy biznesmani w roli mecenasów tej sztuki. Co pan na to?
-Biznesmeni, genialny pomysł, jak kiedyś, jak i dziś, ale na Zachodzie. Pozostaje więc kwestia dotarcia do takich biznesmenów, a może po naszym wywiadzie sami się zgłoszą z taką ofertą? Jest wiele dziedzin życia, które na pierwszy rzut oka nie są opłacalne. Jeśli na wszystko będziemy patrzeć z perspektywy pieniądza, to wkrótce powrócimy do niewolnictwa, a ono nawet już jest, choć jeszcze ukryte… Człowiek potrzebuje czegoś więcej, niż tylko pieniędzy, które – to fakt - do życia są bardzo potrzebne. Człowiek potrzebuje wyższych wartości, by się rozwijać, uszlachetniać, by budować własną wrażliwość, własną kulturę osobistą. Czy woli pan przebywać z nieokrzesanym człowiekiem, bez zasad, bez kultury czy raczej z osobą kulturalną? To jest pytanie do biznesmenów. Kolejne pytanie to na jakim poziomie chcemy się zatrzymać? Czy to ma być poziom zachowań środowiska? Czy może coś więcej? Może poziom przekonań, tożsamości, a nawet misji. Misja to dziś niepopularne słowo, ale warto do tego powrócić. I do tego zachęcam.
-Dziękuję za rozmowę.
















