Minister skarbu zaprosił potencjalnych inwestorów do składania ofert kupna 85 proc. akcji 4 spółek. Wśród kolejnej grupy firm przeznaczonych na sprzedaż jest ostrowiecki PKS. -Pewnie liczycie już miesiące do przejęcia firmy przez nowego właściciela? -Minister ogłosił, że do 18 maja oczekuje na wstępne oferty od potencjalnych inwestorów na nabycie pakietów kontrolnych, czyli 85 proc akcji spółki – mówi Stanisław Wodyński, prezes PKS Ostrowiec.
-Pozostałe 15 proc. to akcje, które w momencie komercjalizacji, czyli przekształcenia przedsiębiorstwa państwowego w spółkę skarbu państwa, zostały przydzielone tym pracownikom, którzy mieli wymagany okres pracy w firmie. Gdy nastąpi przeniesienie własności czyli sprzedaż akcji spółki, pracownicy ci będą mogli zachować swoje akcje licząc na dalszy wzrost wartości przedsiębiorstwa w przyszłości lub sprzedać je po upływie dwóch lat od dnia zbycia przez Skarb Państwa pierwszych akcji.
-Jak duże pan przewiduje zainteresowanie ofertą ministra?
-Sądzę, że w przypadku naszej firmy będzie ono znaczne. Według zapewnień ministerstwa, oferty jakie wpłyną do 18 maja zostaną ocenione i trzech najbardziej wiarygodnych inwestorów zaproszonych do dalszych negocjacji poznamy przed 20 czerwca.
-Ze wszystkich spółek przeznaczonych do sprzedaży z województwa świętokrzyskiego, ostrowiecki PKS wydaje się najatrakcyjniejszy?
-Wartość nominalna oferowanego do sprzedaży pakietu akcji naszej spółki wynosi ponad 4,1 mln zł, ale wartość firmy na pewno opiewa na kilkanaście milionów. Przedstawiciele innych PKS-ów z naszego województwa oficjalnie mówią, że najlepiej by się stało, gdyby minister sprzedał w jednym pakiecie wszystkie 4 firmy. Dla was byłby to chyba najgorszy wariant. Nie chcę tego jednoznacznie oceniać, tym bardziej, że firmy będą sprzedawane oddzielnie. PKS Ostrowiec znajduje się aktualnie w zdecydowanie najlepszej kondycji. Jesteśmy firmą stabilną i pomimo bardzo trudnej sytuacji na rynku nie mamy dzisiaj problemów z terminową wypłatą wynagrodzeń czy zobowiązań podatkowych. Cały czas doskonalimy zarządzanie, restrukturyzujemy firmę, wymieniamy tabor. Dlatego mówi się o naszej, dość trudnej sytuacji, jednak w kategoriach sukcesu. Dla nas jest to nobilitujące ale musimy pamiętać, że było to możliwe wyłącznie dzięki odpowiedzialności i determinacji pracowników oraz wielkiemu zaangażowaniu kierownictwa spółki.
-Pewnie inni chcieliby podłączyć się do takiej lokomotywy, bo wtedy byłoby im łatwiej?
-Docierają do nas sygnały, że pracownicy innych firm swoich szans szukają w połączeniu z nami, bo pomimo tych trudnych uwarunkowań naszą sytuację oceniają w kategoriach rzetelnego pracodawcy. Dojście do zbudowania stabilnych korzeni kosztowało nas wiele zaangażowania i wyrzeczeń, także płacowych. Stworzyliśmy program restrukturyzacji, który w styczniu br. zaakceptował Minister Skarbu Państwa. Teraz mamy ciekawe plany rozwoju. Chcemy osiągnąć więcej. Być firmą, która wyznacza kierunki działań na regionalnym i krajowym rynku. Cały czas wprowadzamy nowe produkty, uruchamiamy nowe linie. W wakacje będziemy mieli obok tak popularnej u nas Jastrzębiej Góry drugą regularną linię nad Bałtyk - tym razem do Łeby.
-Co oznacza mocny inwestor dla spółki?
-To, że rozwój spółki może postępować znacznie szybciej, z nowymi korzyściami dla pasażerów. Oczekujemy, że nowy właściciel nie tylko kupi akcje, ale przeznaczy kilkanaście milionów na dokapitalizowanie firmy, przede wszystkim zainwestuje w tabor. Pracownicy przedsiębiorstwa liczą też na zabezpieczenie socjalne, na stabilizację miejsc pracy. Nie są to tylko nasze oczekiwania czy stawiane przez związki zawodowe wymagania, ale praktyka dotychczas stosowana przez dobrych inwestorów branżowych.
-W rozmowach z pracownikami wyczuwa się niewielkie zdenerwowanie?
-Zachowują się oni w sposób dojrzały i profesjonalny. Rozmawiamy o czekających nas zmianach. Przed chwilą skończyło się spotkanie przedświąteczne z udziałem czterech związków zawodowych i przedstawicieli załogi w Radzie Nadzorczej; rano rozmawialiśmy wspólnie w czasie otwartego spotkania u mechaników. Pracownicy słuchają wieści, jakie napływają z Warszawy i mają wiele pytań. Dzielimy się też opiniami. Większość z nas podziela zdanie, że droga restrukturyzacji przedsiębiorstwa, jaką wybraliśmy, jest trudna, ale to nasza droga i gdyby spółka funkcjonowała w dotychczasowym kształcie z przedstawicielami skarbu państwa i załogi w radzie nadzorczej to również osiągnęlibyśmy sukces rynkowy, choć byłoby to trudniejsze i trwałoby zapewne znacznie dłużej. Liczymy, że nowy właściciel, którego poszukuje dla nas Minister Skarbu, będzie zainteresowany odnoszeniem sukcesów na rynku przewozowym i da nam nowy impuls do działania; jako pracownicy i kierownictwo ostrowieckiego PKS widzimy swoją szansę w doskonaleniu oferowanych przez firmę usług i partnerskiej współpracy z samorządami lokalnymi dla dobra mieszkańców naszego regionu.
-Dziękuję za rozmowę.
-Jak duże pan przewiduje zainteresowanie ofertą ministra?
-Sądzę, że w przypadku naszej firmy będzie ono znaczne. Według zapewnień ministerstwa, oferty jakie wpłyną do 18 maja zostaną ocenione i trzech najbardziej wiarygodnych inwestorów zaproszonych do dalszych negocjacji poznamy przed 20 czerwca.
-Ze wszystkich spółek przeznaczonych do sprzedaży z województwa świętokrzyskiego, ostrowiecki PKS wydaje się najatrakcyjniejszy?
-Wartość nominalna oferowanego do sprzedaży pakietu akcji naszej spółki wynosi ponad 4,1 mln zł, ale wartość firmy na pewno opiewa na kilkanaście milionów. Przedstawiciele innych PKS-ów z naszego województwa oficjalnie mówią, że najlepiej by się stało, gdyby minister sprzedał w jednym pakiecie wszystkie 4 firmy. Dla was byłby to chyba najgorszy wariant. Nie chcę tego jednoznacznie oceniać, tym bardziej, że firmy będą sprzedawane oddzielnie. PKS Ostrowiec znajduje się aktualnie w zdecydowanie najlepszej kondycji. Jesteśmy firmą stabilną i pomimo bardzo trudnej sytuacji na rynku nie mamy dzisiaj problemów z terminową wypłatą wynagrodzeń czy zobowiązań podatkowych. Cały czas doskonalimy zarządzanie, restrukturyzujemy firmę, wymieniamy tabor. Dlatego mówi się o naszej, dość trudnej sytuacji, jednak w kategoriach sukcesu. Dla nas jest to nobilitujące ale musimy pamiętać, że było to możliwe wyłącznie dzięki odpowiedzialności i determinacji pracowników oraz wielkiemu zaangażowaniu kierownictwa spółki.
-Pewnie inni chcieliby podłączyć się do takiej lokomotywy, bo wtedy byłoby im łatwiej?
-Docierają do nas sygnały, że pracownicy innych firm swoich szans szukają w połączeniu z nami, bo pomimo tych trudnych uwarunkowań naszą sytuację oceniają w kategoriach rzetelnego pracodawcy. Dojście do zbudowania stabilnych korzeni kosztowało nas wiele zaangażowania i wyrzeczeń, także płacowych. Stworzyliśmy program restrukturyzacji, który w styczniu br. zaakceptował Minister Skarbu Państwa. Teraz mamy ciekawe plany rozwoju. Chcemy osiągnąć więcej. Być firmą, która wyznacza kierunki działań na regionalnym i krajowym rynku. Cały czas wprowadzamy nowe produkty, uruchamiamy nowe linie. W wakacje będziemy mieli obok tak popularnej u nas Jastrzębiej Góry drugą regularną linię nad Bałtyk - tym razem do Łeby.
-Co oznacza mocny inwestor dla spółki?
-To, że rozwój spółki może postępować znacznie szybciej, z nowymi korzyściami dla pasażerów. Oczekujemy, że nowy właściciel nie tylko kupi akcje, ale przeznaczy kilkanaście milionów na dokapitalizowanie firmy, przede wszystkim zainwestuje w tabor. Pracownicy przedsiębiorstwa liczą też na zabezpieczenie socjalne, na stabilizację miejsc pracy. Nie są to tylko nasze oczekiwania czy stawiane przez związki zawodowe wymagania, ale praktyka dotychczas stosowana przez dobrych inwestorów branżowych.
-W rozmowach z pracownikami wyczuwa się niewielkie zdenerwowanie?
-Zachowują się oni w sposób dojrzały i profesjonalny. Rozmawiamy o czekających nas zmianach. Przed chwilą skończyło się spotkanie przedświąteczne z udziałem czterech związków zawodowych i przedstawicieli załogi w Radzie Nadzorczej; rano rozmawialiśmy wspólnie w czasie otwartego spotkania u mechaników. Pracownicy słuchają wieści, jakie napływają z Warszawy i mają wiele pytań. Dzielimy się też opiniami. Większość z nas podziela zdanie, że droga restrukturyzacji przedsiębiorstwa, jaką wybraliśmy, jest trudna, ale to nasza droga i gdyby spółka funkcjonowała w dotychczasowym kształcie z przedstawicielami skarbu państwa i załogi w radzie nadzorczej to również osiągnęlibyśmy sukces rynkowy, choć byłoby to trudniejsze i trwałoby zapewne znacznie dłużej. Liczymy, że nowy właściciel, którego poszukuje dla nas Minister Skarbu, będzie zainteresowany odnoszeniem sukcesów na rynku przewozowym i da nam nowy impuls do działania; jako pracownicy i kierownictwo ostrowieckiego PKS widzimy swoją szansę w doskonaleniu oferowanych przez firmę usług i partnerskiej współpracy z samorządami lokalnymi dla dobra mieszkańców naszego regionu.
-Dziękuję za rozmowę.
















