Sejmowa komisja śledcza badająca okoliczności głośnej sprawy porwania i śmierci Krzysztofa Olewnika, jednogłośnie przyjęła blisko 300 –stronicowy raport ze swoich prac. Opisano w nim porwanie i zabójstwo syna biznesmena, a także zawarto szereg wniosków dla Policji, Prokuratury i Służby Więziennej.
-W celach aresztów śledczych w Płocku i Olsztynie życie odebrało sobie trzech porywaczy i zabójców K. Olewnika. Sprawa porwania odbiła się szerokim echem w całym kraju. Proszę powiedzieć, jak Pan, jako były policjant i ekspert od zwalczania tego typu przestępczości, ocenia wyniki pracy Komisji Śledczej?
-To sukces, aczkolwiek tylko częściowy –mówi nadkomisarz w stanie spoczynku, Dariusz Loranty. Powołanie komisji było ogromnym sukcesem. Do sukcesu przyczynili się zdeterminowani pokrzywdzeni i doskonała, dla tej sprawy, sytuacja polityczna. Po raz pierwszy z inicjatywy bardzo małej grupy społecznej, dosłownie paru osób, tylko rodziny pokrzywdzonej przestępstwem, najważniejszy organ państwa powołał komisję sejmową. Dotychczas komisje były zarezerwowane dla najpoważniejszych zagadnień związanych z funkcjonowaniem państwa. To jest naprawdę epokowe wydarzenie dla polskiej demokracji, inicjatywa jednej rodziny znalazła podatny grunt polityczny i poparcie wszystkich ugrupowań politycznych.
-Czy rzeczywiście uprowadzenie Krzysztofa Olewnika było przykładem wyjątkowej nieudolności organów ścigania?
-Tego nie wiem, ale na pewno było najbardziej nagłośnione w Polsce. Nie jest to jedyna tego typu sprawa, gdzie administracja odpowiedzialna za bezpieczeństwo naszego państwa i obywateli zawodzi! Nie mam złudzeń, gdyby nie ogromne możliwości tej pokrzywdzonej rodziny, to sprawa by miała oddźwięk co najwyżej powiatowy. Dodatkowo mieli determinację do działania. To rodzina w dobrym tego słowa znaczeniu, rodzice i dzieci mający świadomość, że stanowią wspólnotę.
-Czy brak jest osób pokrzywdzonych czy to przez nieudolność Policji, czy lekceważący stosunek Prokuratury, czy przez opieszałość lub trywialność Sądu? Czy im udaje się dotrzeć do ministrów, do najważniejszych ludzi w państwie? Czy udaje się im nagłośnić swoje nieszczęście?
-Redaktorze, to pan jest kopalnią wiedzy w tych sprawach, bo media lokale są jakby instancją odwoławczą, niestety jedyną.
-A czy nie sądzi Pan, że zaistniała zgodność polityczna jest wynikiem zrozumienia przez polityków ważności sprawy?
-Proszę pana, ci sami politycy w jednym sezonie nie rozumieli sprawy, a później wręcz głosili pochwały dla rodziny Olewników i ubolewali nad stanem organów państwa, którym kierowali. Podkreślam – zadecydowały determinacja i możliwości pokrzywdzonych, przychylny klimat medialny i doskonała dla sprawy sytuacja polityczna.
-Co mam rozumieć przez określenie „doskonała dla sprawy sytuacja polityczna”?
-Nie chcę rozwijać tego tematu. Powiem jedynie, że jestem człowiekiem ukształtowanym przez Solidarność ostrowieckiej Huty, przez ludzi podziemia, mam najwyższy szacunek dla nich, dziś nie docenianych i zapomnianych. Po latach wiele się zmieniło, a ja nie uczestniczę w życiu politycznym w żadnej formie.
-Czyżby Państwo Polskie i jego Służby były aż tak chore, że przez niekompetencję policjantów i prokuratorów doszło do takiej tragedii?
-Jednostkowa tragedia nie może świadczyć o całkowitej degrengoladzie wymiaru sprawiedliwości, a przynajmniej nie powinna. Nie każde przestępstwo da się wykryć, zawsze jest margines poza możliwościami Policji, każdej Policji. Jednak przypadek uprowadzenia K. Olewnika, czy to się komuś podoba, czy nie, wykazał szereg nieprawidłowości w funkcjonowaniu Policji i Prokuratury, a najbardziej w obszarze ich wzajemnej współpracy.
-W jaki sposób należy walczyć z groźnymi przestępcami, którzy dla okupu porywają bogatych ludzi?
-Zasady taktyki zwalczania tego rodzaju przestępstw przerobiłem osobiście, jako negocjator w Wydziale do walki z terrorem kryminalnym. Została wypracowana metoda, która spowodowała m. in. rozbicie najgroźniejszej w Europie grupy porywaczy - tzw. gangu obcinaczy palców (podejmowałem ludzkie członki). Było to osiągniecie polskiej Policji, które powinno być we właściwy sposób skonsumowane. Mam tu na myśli organizowanie seminariów w szkole policyjnej, czy dzielenie się wiedzą z doświadczonymi policjantami. Powinna odbywać się regularna, cykliczna wymiana doświadczeń, analizowanie uprowadzeń, szantaży, czy zwykłych „wykupek aut” i to z udziałem lokalnych policjantów. Niestety, nie jest to takie oczywiste, bo w naszym kraju nie udaje się zorganizować tak prostych rzeczy, choć z drugiej strony znajdują się pieniądze na wyjazdy szkoleniowe zagraniczne, dla policjantów, którzy nigdy nie będą pracować przy sprawach. Ostatnio wyprowadził mnie z równowagi fakt wyjazdu szkoleniowego do Anglii, gdzie nasi będą się uczyli zwalczać kidnaperów. Ha, ha, „popierniczył” się kierunek decydentom. To polska Policja wykazuje się sukcesami w walce z porywaczami, na Zachodzie jest mniej uprowadzeń w roku niż u nas w miesiącu.
-Nie odniósł się Pan do sposobu walki z porywaczami?
-O tym, jak najmniej, to wiedza dla gliniarzy. Jeden element podam: informacja o uprowadzeniu nie musi, a wręcz nie powinna być przyjmowana w budynku komendy, a robi się to nawet w godzinach urzędowania. Pokrzywdzony doznaje największego szoku, a tu wrzuca się go w tryby bezdusznej maszyny aparatu ścigania. Pierwsze spotkanie powinno odbyć się tam, gdzie to odpowiada pokrzywdzonemu, by czuł się bezpiecznie. Ci ludzie mają obsesję, że są obserwowani.
-Co przeżywa człowiek, gdy stoi przed okienkiem dyżurnego w komendzie, gdzie zawsze różnych delikwentów na dołek się zwozi?
-Miękkie działanie Policji powoduje zwiększenie zaufania, łatwiej prowadzić czynności wykrywacze.
-Ile było takich przypadków w naszym kraju? Ile zakończyło się sukcesem, a ile klęską organów ścigania?
-Nie pamiętam statystyk z całego kraju, natomiast w Warszawie w latach 1999 -2007 było około 100 uprowadzeń dla okupu. W prowadzonych przez Wydział do walki z terrorem, tylko dwa zakończyły się źle.
-Czy Policja i Prokuratura mają odpowiednie środki i siły, by walka z przestępcami mogła zostać wygrana?
-Na to pytanie trudno mi w sposób precyzyjny odpowiedzieć. Powiem tylko, że w naszych realiach powinno się przeprowadzić rzeczywiste reformy struktur Policji, dostosować je do potrzeb społecznych i dynamiki rozwijającej się przestępczości. Na obecną chwilę dobre działanie zależy od chciejstwa kogoś tam, wręcz od łaski. Tak być nie powinno. To społeczeństwo w państwie demokratycznym przez swoich przedstawicieli ma kształtować administrację do swoich potrzeb.
-Jakich zmian prawnych oczekiwałby Pan od Parlamentu, aby walka z bandytami była możliwa do wygrania? Czy wnioski komisji ds. porwania Olewnika przyczynią się do poprawy sytuacji?
-Pierwszym sukcesem było powołanie komisji, drugim upublicznienie jej przebiegu, innych brak. Część społeczeństwa oczekiwała, że komisja będzie prowadziła czynności wykrywacze, coś jakby śledztwo. I rzeczywiście niektórzy jej członkowie trochę zabawiali się w detektywów, co nie jest ich rolą. Komisja miała wykryć nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemu, podmiotów administracji i ustalić odpowiedzialność polityków za stan rzeczy.
-Czy im się to udało?
-Według mnie zdecydowanie nie udało się nic więcej.
-Co pan sądzi o praktycznych wskazaniach, jakie komisja zawarła w swym obszernym raporcie?
-Mówi Pan „praktyczne wskazania”. Weźmy pierwszy przykład personalny. Gwiazdę śledczą innej komisji - posła Ryszarda Kalisza, który fantastycznie potrafi budować wersje kryminalistyczne na domniemaniach, ba na odczuciach. On, podobnie jak inni ministrowie, nie tylko jednej opcji politycznej zostaje natychmiast rozgrzeszony, bo zostali wprowadzeni w błąd, bo byli nieprawidłowo poinformowani o sprawie przez otaczające tabuny „zaufanych” funkcjonariuszy. Czy komisja nie zauważyła, że każdy kolejny minister, sekretarz stanu, otacza się „swoimi” policjantami? Robią to bez względu na przynależność partyjną, każdy bez wyjątku. Sprawa Olewnika toczyła się przez wiele lat, zmieniali się politycy, którzy wstawiali „swoich”, nie interesowały ich realne zmiany. Jesteśmy liderami Europy w liczbie generałów. Zapewniam państwa, że jest o co walczyć. Pensja sięga tu kilku średnich krajowych, a emerytura rzędu 10 tys. zł. Czy społeczeństwo wie, jakie są realne płace bardzo szerokiego kierownictwa Policji i Prokuratury? Gdyby komisja ten problem zauważyła, to by jednym ruchem zyskała roczny budżet komendy wojewódzkiej Opola lub Kielc.
-Czy według Pana, komisja miała zajmować się problemem kadrowym?
-Oczywiście że nie, ale skoro tak ochoczo bronili poszczególnych ministrów, że byli wprowadzani w błąd, to może i powinna.
-Czy inne spostrzeżenia i wytyczne również nie są słuszne?
-Komisja zauważyła, że komenda województwa mazowieckiego powinna być w centralnym punkcie jednostki administracyjnej. Brawo, ale dlaczego nie zauważyła, że Prokuratura nie dostosowała się do zmian administracyjnych Polski? Oni są w takiej samej strukturze organizacyjnej, jak z okresu 49 województw. Polscy politycy doprowadzili do tzw. niezależności Prokuratury, a więc od kogo są oni zależni - sami od siebie? Jakie społeczeństwo ma możliwości oddziaływania? Posła nie wybiorą, partia, gdy przegra wybory, odchodzi od władzy, a prokurator? Klasa polityczna sama pozbawiła się narzędzia oddziaływania na politykę bezpieczeństwa państwa. Poza tym spodziewałem się, że komisja zauważy również, że Policja ma system zarządzania najbardziej zbliżony do feudalizmu, a przecież potrzebujemy nowoczesnego aparatu ścigania. Według mnie, zarówno Policja, jak Prokuratura wymagają diametralnych zmian systemowych.
-Dziękuję za rozmowę.
Dariusz Loranty - nadkomisarz w stanie spoczynku; pierwszy w historii stołecznej policji koordynator negocjacji i dowódca zespołu negocjatorów, współtwórca nowatorskiej koncepcji negocjacji policyjnych jako elementu taktyki zwalczania przestępstw z zakresu terroru kryminalnego, wymuszeń rozbójniczych i uprowadzeń. Jest wykładowcą szkół wyższych, m.in. kierownik autorskich Studiów Podyplomowych Negocjacji Kryzysowych i Policyjnych. Współautor m.in. „Słownika wiedzy o policji” pod redakcją prof. dra hab. Konstantego Wojtaszczyka. Publikował artykuły popularnonaukowe. Obecnie felietonista w „Focusie Śledczym”. Biegły sądowy (pierwszy w polskim wymiarze sprawiedliwości) z zakresu negocjacji policyjnych i kryzysowych i przestępczości z zakresu terroru kryminalnego, mediator ds. karnych przy Sądzie Okręgowym dla m. Warszawy.
-To sukces, aczkolwiek tylko częściowy –mówi nadkomisarz w stanie spoczynku, Dariusz Loranty. Powołanie komisji było ogromnym sukcesem. Do sukcesu przyczynili się zdeterminowani pokrzywdzeni i doskonała, dla tej sprawy, sytuacja polityczna. Po raz pierwszy z inicjatywy bardzo małej grupy społecznej, dosłownie paru osób, tylko rodziny pokrzywdzonej przestępstwem, najważniejszy organ państwa powołał komisję sejmową. Dotychczas komisje były zarezerwowane dla najpoważniejszych zagadnień związanych z funkcjonowaniem państwa. To jest naprawdę epokowe wydarzenie dla polskiej demokracji, inicjatywa jednej rodziny znalazła podatny grunt polityczny i poparcie wszystkich ugrupowań politycznych.
-Czy rzeczywiście uprowadzenie Krzysztofa Olewnika było przykładem wyjątkowej nieudolności organów ścigania?
-Tego nie wiem, ale na pewno było najbardziej nagłośnione w Polsce. Nie jest to jedyna tego typu sprawa, gdzie administracja odpowiedzialna za bezpieczeństwo naszego państwa i obywateli zawodzi! Nie mam złudzeń, gdyby nie ogromne możliwości tej pokrzywdzonej rodziny, to sprawa by miała oddźwięk co najwyżej powiatowy. Dodatkowo mieli determinację do działania. To rodzina w dobrym tego słowa znaczeniu, rodzice i dzieci mający świadomość, że stanowią wspólnotę.
-Czy brak jest osób pokrzywdzonych czy to przez nieudolność Policji, czy lekceważący stosunek Prokuratury, czy przez opieszałość lub trywialność Sądu? Czy im udaje się dotrzeć do ministrów, do najważniejszych ludzi w państwie? Czy udaje się im nagłośnić swoje nieszczęście?
-Redaktorze, to pan jest kopalnią wiedzy w tych sprawach, bo media lokale są jakby instancją odwoławczą, niestety jedyną.
-A czy nie sądzi Pan, że zaistniała zgodność polityczna jest wynikiem zrozumienia przez polityków ważności sprawy?
-Proszę pana, ci sami politycy w jednym sezonie nie rozumieli sprawy, a później wręcz głosili pochwały dla rodziny Olewników i ubolewali nad stanem organów państwa, którym kierowali. Podkreślam – zadecydowały determinacja i możliwości pokrzywdzonych, przychylny klimat medialny i doskonała dla sprawy sytuacja polityczna.
-Co mam rozumieć przez określenie „doskonała dla sprawy sytuacja polityczna”?
-Nie chcę rozwijać tego tematu. Powiem jedynie, że jestem człowiekiem ukształtowanym przez Solidarność ostrowieckiej Huty, przez ludzi podziemia, mam najwyższy szacunek dla nich, dziś nie docenianych i zapomnianych. Po latach wiele się zmieniło, a ja nie uczestniczę w życiu politycznym w żadnej formie.
-Czyżby Państwo Polskie i jego Służby były aż tak chore, że przez niekompetencję policjantów i prokuratorów doszło do takiej tragedii?
-Jednostkowa tragedia nie może świadczyć o całkowitej degrengoladzie wymiaru sprawiedliwości, a przynajmniej nie powinna. Nie każde przestępstwo da się wykryć, zawsze jest margines poza możliwościami Policji, każdej Policji. Jednak przypadek uprowadzenia K. Olewnika, czy to się komuś podoba, czy nie, wykazał szereg nieprawidłowości w funkcjonowaniu Policji i Prokuratury, a najbardziej w obszarze ich wzajemnej współpracy.
-W jaki sposób należy walczyć z groźnymi przestępcami, którzy dla okupu porywają bogatych ludzi?
-Zasady taktyki zwalczania tego rodzaju przestępstw przerobiłem osobiście, jako negocjator w Wydziale do walki z terrorem kryminalnym. Została wypracowana metoda, która spowodowała m. in. rozbicie najgroźniejszej w Europie grupy porywaczy - tzw. gangu obcinaczy palców (podejmowałem ludzkie członki). Było to osiągniecie polskiej Policji, które powinno być we właściwy sposób skonsumowane. Mam tu na myśli organizowanie seminariów w szkole policyjnej, czy dzielenie się wiedzą z doświadczonymi policjantami. Powinna odbywać się regularna, cykliczna wymiana doświadczeń, analizowanie uprowadzeń, szantaży, czy zwykłych „wykupek aut” i to z udziałem lokalnych policjantów. Niestety, nie jest to takie oczywiste, bo w naszym kraju nie udaje się zorganizować tak prostych rzeczy, choć z drugiej strony znajdują się pieniądze na wyjazdy szkoleniowe zagraniczne, dla policjantów, którzy nigdy nie będą pracować przy sprawach. Ostatnio wyprowadził mnie z równowagi fakt wyjazdu szkoleniowego do Anglii, gdzie nasi będą się uczyli zwalczać kidnaperów. Ha, ha, „popierniczył” się kierunek decydentom. To polska Policja wykazuje się sukcesami w walce z porywaczami, na Zachodzie jest mniej uprowadzeń w roku niż u nas w miesiącu.
-Nie odniósł się Pan do sposobu walki z porywaczami?
-O tym, jak najmniej, to wiedza dla gliniarzy. Jeden element podam: informacja o uprowadzeniu nie musi, a wręcz nie powinna być przyjmowana w budynku komendy, a robi się to nawet w godzinach urzędowania. Pokrzywdzony doznaje największego szoku, a tu wrzuca się go w tryby bezdusznej maszyny aparatu ścigania. Pierwsze spotkanie powinno odbyć się tam, gdzie to odpowiada pokrzywdzonemu, by czuł się bezpiecznie. Ci ludzie mają obsesję, że są obserwowani.
-Co przeżywa człowiek, gdy stoi przed okienkiem dyżurnego w komendzie, gdzie zawsze różnych delikwentów na dołek się zwozi?
-Miękkie działanie Policji powoduje zwiększenie zaufania, łatwiej prowadzić czynności wykrywacze.
-Ile było takich przypadków w naszym kraju? Ile zakończyło się sukcesem, a ile klęską organów ścigania?
-Nie pamiętam statystyk z całego kraju, natomiast w Warszawie w latach 1999 -2007 było około 100 uprowadzeń dla okupu. W prowadzonych przez Wydział do walki z terrorem, tylko dwa zakończyły się źle.
-Czy Policja i Prokuratura mają odpowiednie środki i siły, by walka z przestępcami mogła zostać wygrana?
-Na to pytanie trudno mi w sposób precyzyjny odpowiedzieć. Powiem tylko, że w naszych realiach powinno się przeprowadzić rzeczywiste reformy struktur Policji, dostosować je do potrzeb społecznych i dynamiki rozwijającej się przestępczości. Na obecną chwilę dobre działanie zależy od chciejstwa kogoś tam, wręcz od łaski. Tak być nie powinno. To społeczeństwo w państwie demokratycznym przez swoich przedstawicieli ma kształtować administrację do swoich potrzeb.
-Jakich zmian prawnych oczekiwałby Pan od Parlamentu, aby walka z bandytami była możliwa do wygrania? Czy wnioski komisji ds. porwania Olewnika przyczynią się do poprawy sytuacji?
-Pierwszym sukcesem było powołanie komisji, drugim upublicznienie jej przebiegu, innych brak. Część społeczeństwa oczekiwała, że komisja będzie prowadziła czynności wykrywacze, coś jakby śledztwo. I rzeczywiście niektórzy jej członkowie trochę zabawiali się w detektywów, co nie jest ich rolą. Komisja miała wykryć nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemu, podmiotów administracji i ustalić odpowiedzialność polityków za stan rzeczy.
-Czy im się to udało?
-Według mnie zdecydowanie nie udało się nic więcej.
-Co pan sądzi o praktycznych wskazaniach, jakie komisja zawarła w swym obszernym raporcie?
-Mówi Pan „praktyczne wskazania”. Weźmy pierwszy przykład personalny. Gwiazdę śledczą innej komisji - posła Ryszarda Kalisza, który fantastycznie potrafi budować wersje kryminalistyczne na domniemaniach, ba na odczuciach. On, podobnie jak inni ministrowie, nie tylko jednej opcji politycznej zostaje natychmiast rozgrzeszony, bo zostali wprowadzeni w błąd, bo byli nieprawidłowo poinformowani o sprawie przez otaczające tabuny „zaufanych” funkcjonariuszy. Czy komisja nie zauważyła, że każdy kolejny minister, sekretarz stanu, otacza się „swoimi” policjantami? Robią to bez względu na przynależność partyjną, każdy bez wyjątku. Sprawa Olewnika toczyła się przez wiele lat, zmieniali się politycy, którzy wstawiali „swoich”, nie interesowały ich realne zmiany. Jesteśmy liderami Europy w liczbie generałów. Zapewniam państwa, że jest o co walczyć. Pensja sięga tu kilku średnich krajowych, a emerytura rzędu 10 tys. zł. Czy społeczeństwo wie, jakie są realne płace bardzo szerokiego kierownictwa Policji i Prokuratury? Gdyby komisja ten problem zauważyła, to by jednym ruchem zyskała roczny budżet komendy wojewódzkiej Opola lub Kielc.
-Czy według Pana, komisja miała zajmować się problemem kadrowym?
-Oczywiście że nie, ale skoro tak ochoczo bronili poszczególnych ministrów, że byli wprowadzani w błąd, to może i powinna.
-Czy inne spostrzeżenia i wytyczne również nie są słuszne?
-Komisja zauważyła, że komenda województwa mazowieckiego powinna być w centralnym punkcie jednostki administracyjnej. Brawo, ale dlaczego nie zauważyła, że Prokuratura nie dostosowała się do zmian administracyjnych Polski? Oni są w takiej samej strukturze organizacyjnej, jak z okresu 49 województw. Polscy politycy doprowadzili do tzw. niezależności Prokuratury, a więc od kogo są oni zależni - sami od siebie? Jakie społeczeństwo ma możliwości oddziaływania? Posła nie wybiorą, partia, gdy przegra wybory, odchodzi od władzy, a prokurator? Klasa polityczna sama pozbawiła się narzędzia oddziaływania na politykę bezpieczeństwa państwa. Poza tym spodziewałem się, że komisja zauważy również, że Policja ma system zarządzania najbardziej zbliżony do feudalizmu, a przecież potrzebujemy nowoczesnego aparatu ścigania. Według mnie, zarówno Policja, jak Prokuratura wymagają diametralnych zmian systemowych.
-Dziękuję za rozmowę.
Dariusz Loranty - nadkomisarz w stanie spoczynku; pierwszy w historii stołecznej policji koordynator negocjacji i dowódca zespołu negocjatorów, współtwórca nowatorskiej koncepcji negocjacji policyjnych jako elementu taktyki zwalczania przestępstw z zakresu terroru kryminalnego, wymuszeń rozbójniczych i uprowadzeń. Jest wykładowcą szkół wyższych, m.in. kierownik autorskich Studiów Podyplomowych Negocjacji Kryzysowych i Policyjnych. Współautor m.in. „Słownika wiedzy o policji” pod redakcją prof. dra hab. Konstantego Wojtaszczyka. Publikował artykuły popularnonaukowe. Obecnie felietonista w „Focusie Śledczym”. Biegły sądowy (pierwszy w polskim wymiarze sprawiedliwości) z zakresu negocjacji policyjnych i kryzysowych i przestępczości z zakresu terroru kryminalnego, mediator ds. karnych przy Sądzie Okręgowym dla m. Warszawy.
















