Kasia Cichopek i Marcin Hakiel, jedno z najpopularniejszych małżeństw polskiego show biznesu odwiedziło w przedświąteczny weekend Galerię Ostrowiec. Chętnie opowiadali o sobie, o tym jak się poznali, o miłości, o wspólnych pasjach. Cierpliwie rozdawali setki autografów. Na pierwszy rzut oka dało się zaobserwować, że nie ma w nich ani krzty źle rozumianego gwiazdorstwa, które wydaje się nieodłączne celebrytom.
- Jak uchowaliście się w polskim piekiełku zwanym show biznesem? Jesteście ciepli, serdeczni…
Kasia: - Trzeba przede wszystkim zrozumieć, że to jest nasza praca. Całość przypomina Matrix. Wchodzimy do takiego innego świata, ale musimy mieć umiejętność wyjścia z niego i żyć normalnie. Mamy takie same problemy, jak wszyscy ludzie. Też mamy kredyty do spłacenia, też z przestrachem patrzymy, jak zmienia się kurs franka szwajcarskiego. Jesteśmy małżeństwem, wychowujemy dziecko i chodzimy do pracy, która może nieco różni się od tej z jaką spotyka się większość ludzi.
- Praca jest miła, kiedy rozdaje się w kilka chwil setki, czy tysiące autografów?
Marcin: - Zdecydowanie tak. My przyjeżdżamy dla tych ludzi, którzy znają nas ze szklanego ekranu. Dla wielu osób ważne jest zdobycie autografu, czy zrobienie sobie z nami zdjęcia, zaś dla nas istotne są takie żywe spotkania z naszą widownią. Pracując przy serialu, czy programie telewizyjnym jesteśmy tylko my i kamery, a widzowie są gdzieś po drugiej stronie. Teraz to spotykamy się z nimi, rozmawiamy, przez co też możemy wybadać nieco rynek, czy jeszcze widzowie nas lubią, czy nie.
- Wasze autografy stały się chyba w Ostrowcu jednym z najbardziej rozchwytywanych prezentów mikołajkowych?
Kasia: - A to też bardzo miłe. Wiem, jakie to ważne głównie dla dzieci. Gdy mogą się pochwalić autografami w szkole, czy też wrzucić na facebooka.
- Kiedy rozmawiamy trwa okres mikołajkowo - gwiazdkowy. Co dostaliście, przyznajcie się były rózgi?
Kasia i Marcin: - Nie, my jesteśmy grzeczni.
Marcin: Ja dostałem kolekcję filmów DVD z Harrym Potterem. W końcu się żona…, tzn. Św. Mikołaj, postarał.
Kasia: - Nogami i rękami broniłam się przed Harrym Potterem, bo wydawało mi się, że nie lubię fantasy. Kiedy obejrzałam kawałek pierwszego filmu wpadłam, jak śliwka w kompot i teraz wspólnie z Marcinem przenosimy się w czasy magii. Mikołaj, to jednak dla nas przede wszystkim prezenty dla naszego Adasia. W tym roku przebojem okazały się klocki „LEGO
Duplo”.
- Sami kupujecie prezenty? Nie przeszkadza Wam, np. to, że paparazzi śledzą celebrytów, np. w centrach handlowych zaglądając niejako do koszyka?
Kasia: - Prezenty kupujemy sami. Zakupy świąteczne robimy dużo wcześniej. A co do tego, co robią media, to nieważne, czy zrobią zdjęcie, czy też nie to i tak napiszą co będą chcieli. Większość informacji przeważnie jest niepotwierdzonych i nieprawdziwych.
Marcin: - Na szczęście w Warszawie nasze osoby nie wzbudzają aż tak dużej atencji tłumu, bo tam idąc do centrum handlowego na każdym piętrze można spotkać kogoś znanego.
- A jak przygotowania do świąt?
Kasia: - To będą dla nas szczególne święta, bo po raz pierwszy będziemy je organizować w naszym domu, a nie spędzimy ich w jednym z naszych rodzinnych domów. Rodzice Marcina przyjadą wcześniej, więc może w końcu czegoś nauczę się gotować. Bo mama Marcina wyśmienicie gotuje, do tego np. uszka do barszczu, czy też pierożki robi sama, co jest dla mnie prawdziwym kosmosem. Osobiście wolałabym skoczyć do sklepu i kupić coś gotowego. Sama też nie jestem zwolenniczką swoistego niewolnictwa, gdzie jedna osoba przygotowuje, podaje, bo wydaje mi się, że czas spędzony w kuchni świetnie można umilić sobie wspólną rozmową, pomagając drugiej osobie. Jako, że to pierwsze święta u nas, wydaliśmy już chyba wszystkim dyspozycje, w czym muszą nam pomóc. Liczymy, że nastrój będzie niezapomniany.
- A sylwester?
Kasia: - W tym roku ponownie poprowadzę Sylwestra na Placu Konstytucji w Warszawie. Mam nadzieję, że mąż mi będzie towarzyszył, choć nie wykluczone, że zostanie na zmianie z Adasiem. Choć sylwestra spędzam w pracy, to jest bardzo miło. Polsat przygotował specjalny koncert po polsku, gdzie artyści oprócz swoich kompozycji zaprezentują tzw. „futbolowe songi”.
- Czego trzeba wam życzyć u progu Nowego Roku?
- Nowych wyzwań i raczej tego, żeby było tak jak jest i nic się nie zmieniało.
- Zatem tego Wam życzę.
Kasia: - Trzeba przede wszystkim zrozumieć, że to jest nasza praca. Całość przypomina Matrix. Wchodzimy do takiego innego świata, ale musimy mieć umiejętność wyjścia z niego i żyć normalnie. Mamy takie same problemy, jak wszyscy ludzie. Też mamy kredyty do spłacenia, też z przestrachem patrzymy, jak zmienia się kurs franka szwajcarskiego. Jesteśmy małżeństwem, wychowujemy dziecko i chodzimy do pracy, która może nieco różni się od tej z jaką spotyka się większość ludzi.
- Praca jest miła, kiedy rozdaje się w kilka chwil setki, czy tysiące autografów?
Marcin: - Zdecydowanie tak. My przyjeżdżamy dla tych ludzi, którzy znają nas ze szklanego ekranu. Dla wielu osób ważne jest zdobycie autografu, czy zrobienie sobie z nami zdjęcia, zaś dla nas istotne są takie żywe spotkania z naszą widownią. Pracując przy serialu, czy programie telewizyjnym jesteśmy tylko my i kamery, a widzowie są gdzieś po drugiej stronie. Teraz to spotykamy się z nimi, rozmawiamy, przez co też możemy wybadać nieco rynek, czy jeszcze widzowie nas lubią, czy nie.
- Wasze autografy stały się chyba w Ostrowcu jednym z najbardziej rozchwytywanych prezentów mikołajkowych?
Kasia: - A to też bardzo miłe. Wiem, jakie to ważne głównie dla dzieci. Gdy mogą się pochwalić autografami w szkole, czy też wrzucić na facebooka.
- Kiedy rozmawiamy trwa okres mikołajkowo - gwiazdkowy. Co dostaliście, przyznajcie się były rózgi?
Kasia i Marcin: - Nie, my jesteśmy grzeczni.
Marcin: Ja dostałem kolekcję filmów DVD z Harrym Potterem. W końcu się żona…, tzn. Św. Mikołaj, postarał.
Kasia: - Nogami i rękami broniłam się przed Harrym Potterem, bo wydawało mi się, że nie lubię fantasy. Kiedy obejrzałam kawałek pierwszego filmu wpadłam, jak śliwka w kompot i teraz wspólnie z Marcinem przenosimy się w czasy magii. Mikołaj, to jednak dla nas przede wszystkim prezenty dla naszego Adasia. W tym roku przebojem okazały się klocki „LEGO
Duplo”.
- Sami kupujecie prezenty? Nie przeszkadza Wam, np. to, że paparazzi śledzą celebrytów, np. w centrach handlowych zaglądając niejako do koszyka?
Kasia: - Prezenty kupujemy sami. Zakupy świąteczne robimy dużo wcześniej. A co do tego, co robią media, to nieważne, czy zrobią zdjęcie, czy też nie to i tak napiszą co będą chcieli. Większość informacji przeważnie jest niepotwierdzonych i nieprawdziwych.
Marcin: - Na szczęście w Warszawie nasze osoby nie wzbudzają aż tak dużej atencji tłumu, bo tam idąc do centrum handlowego na każdym piętrze można spotkać kogoś znanego.
- A jak przygotowania do świąt?
Kasia: - To będą dla nas szczególne święta, bo po raz pierwszy będziemy je organizować w naszym domu, a nie spędzimy ich w jednym z naszych rodzinnych domów. Rodzice Marcina przyjadą wcześniej, więc może w końcu czegoś nauczę się gotować. Bo mama Marcina wyśmienicie gotuje, do tego np. uszka do barszczu, czy też pierożki robi sama, co jest dla mnie prawdziwym kosmosem. Osobiście wolałabym skoczyć do sklepu i kupić coś gotowego. Sama też nie jestem zwolenniczką swoistego niewolnictwa, gdzie jedna osoba przygotowuje, podaje, bo wydaje mi się, że czas spędzony w kuchni świetnie można umilić sobie wspólną rozmową, pomagając drugiej osobie. Jako, że to pierwsze święta u nas, wydaliśmy już chyba wszystkim dyspozycje, w czym muszą nam pomóc. Liczymy, że nastrój będzie niezapomniany.
- A sylwester?
Kasia: - W tym roku ponownie poprowadzę Sylwestra na Placu Konstytucji w Warszawie. Mam nadzieję, że mąż mi będzie towarzyszył, choć nie wykluczone, że zostanie na zmianie z Adasiem. Choć sylwestra spędzam w pracy, to jest bardzo miło. Polsat przygotował specjalny koncert po polsku, gdzie artyści oprócz swoich kompozycji zaprezentują tzw. „futbolowe songi”.
- Czego trzeba wam życzyć u progu Nowego Roku?
- Nowych wyzwań i raczej tego, żeby było tak jak jest i nic się nie zmieniało.
- Zatem tego Wam życzę.
















